Apostoł Bożej Prawdy
Czwartek, 26 grudnia 2013 (19:32)Z ks. bp. Edwardem Frankowskim, emerytowanym biskupem pomocniczym diecezji sandomierskiej, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Tegoroczne święta będą pierwszy raz przeżywane bez śp. ks. abp. Ignacego Tokarczuka. Wiem, że Ksiądz Biskup często odwiedzał Księdza Arcybiskupa, także z okazji świąt.
– Z okazji świąt Bożego Narodzenia odwiedzałem ks. abp. Tokarczuka wielokrotnie. Czyniłem to z potrzeby mojego serca, z wdzięczności, z potrzeby wewnętrznego ubogacenia siebie, ale także na zaproszenie Księdza Arcybiskupa, który wyznaczał terminy spotkania, przestrzegał też całego rytuału tych spotkań. W święta Bożego Narodzenia, ale nie tylko, podejmował mnie obiadem przygotowanym przez Siostry Sercanki, które posługiwały w Domu Biskupim w Przemyślu i z wielkim oddaniem i głębokim szacunkiem aż do ostatnich godzin opiekowały się Księdzem Arcybiskupem. Dzielenie się opłatkiem, składanie sobie życzeń należało do kanonu naszych bożonarodzeniowych spotkań. Potem były długie rozmowy. Pierwsze pytania, jakie zawsze mi stawiał, dotyczyły aktualnej sytuacji Kościoła i Ojczyzny. Żywo interesował się sprawami Polski, ale także wydarzeniami lokalnymi. Trzeba powiedzieć, że był dobrze zorientowany w tym, co się dzieje. Swoją wiedzę czerpał z „Naszego Dziennika”, który był jego codzienną, obowiązkową lekturą. Słuchał Radia Maryja, oglądał też Telewizję Trwam. O mediach toruńskich zawsze wypowiadał się bardzo pozytywnie, z podziwem dla Ojca Dyrektora Tadeusza Rydzyka i całej ekipy Ojców Redemptorystów, sióstr zakonnych i wszystkich świeckich zaangażowanych w dzieło ewangelizacji. Cieszył się sukcesami tych dzieł. Wiedział też o problemach, ale zawsze wierzył, że przeszkody zostaną przezwyciężone. Podkreślał ciągły rozwój tych katolickich mediów i potrzebę służenia Kościołowi i Ojczyźnie. Również wtedy, kiedy wypowiadał się na antenie Radia Maryja, widział pozytywne perspektywy i wierzył, że wszelkie kłopoty uda się przezwyciężyć. Podczas naszych spotkań i rozmów zawsze podziwiałem optymizm, z jakim prognozował przyszłość. Jego wypowiedzi cechowały mądre syntezy oraz bardzo jasne, mądre, uzasadnione prognozy dla mediów katolickich. Wierzył, że wysiłek Narodu, Kościoła, biskupów nie pójdzie na marne. Cenił bardzo wysoko dobro czynione przez kogokolwiek dla Ojczyzny.
Czy podczas tych spotkań świątecznych były śpiewane kolędy?
– Ksiądz arcybiskup Tokarczuk miał problemy z głosem, dlatego nie śpiewał kolęd, natomiast chętnie ich słuchał. Kiedy spożywaliśmy obiad, w tle zawsze były kolędy, których słuchaliśmy wspólnie. Wiem, że rozkoszował się tradycyjnymi polskimi kolędami, kiedy był sam, a jedną z jego ulubionych kolęd była „Cicha noc”.
Jakim człowiekiem był ks. abp. Tokarczuk w bliższych relacjach?
– Każdy, kto nie znał bliżej ks. abp. Tokarczuka, mógł odnieść wrażenie, że był surowym człowiekiem. Tak jednak nie było. Kto znał go bliżej, kto spotykał się z nim częściej, jak chociażby ja, może zaświadczyć, że był człowiekiem niezwykle ciepłym. Miał ogromnie wrażliwe serce, rozczulał się, nieobce były mu także łzy. Owszem, był człowiekiem twardym, zdecydowanym, przede wszystkim wobec samego siebie, był bezkompromisowy wobec zła. Miał jednak dużo empatii, potrafił wczuwać się w sytuację innych ludzi, zwłaszcza tych pokrzywdzonych. Może właśnie dlatego tak mocno angażował się po stronie „Solidarności”, której był patronem i duchowym ojcem. Zresztą cała opozycja antykomunistyczna miała w nim nauczyciela i mistrza. Z ks. abp. Tokarczukiem kontaktował się także bł. ks. Jerzy Popiełuszko. Przyciągał do siebie ludzi, a oni dostrzegali jego otwartość. Sam pomagał, ale przede wszystkim wiedział, jak pomóc. Zachęcał też innych do pomocy ludziom, których zbrodniczy system pozbawił praw, którzy nie mogli się bronić. Pozbawionym przez system pracy sam pomagał finansowo, o czym mogę zaświadczyć osobiście. Pomagał także internowanym w stanie wojennym, podając im chociażby paczki, pomagał także rodzinom uwięzionych opozycjonistów.
Czy śp. arcypasterz wspominał swoje dzieciństwo: Kresy, ukochany Zbaraż, Łubianki Wyższe, gdzie się urodził, a które ostatni raz widział w 1945 r. i do których niestety nie dane mu było już nigdy powrócić?
– Z wielkim sentymentem wspominał wydarzenia ze swojego dzieciństwa i młodości, ukochany Zbaraż, Kresy Wschodnie. Często podczas tych świątecznych, długich spotkań nawiązywał do czasu pobytu i studiów na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie czy życia w seminarium duchownym, gdzie rektorem był wielki duchem i sercem ks. prof. Stanisław Frankl. To dzięki temu młodemu kapłanowi seminarium przetrwało pierwsze trzy lata wojny, a studia ukończyło kilkudziesięciu młodych kapłanów. Niestety, w 1942 r. ks. Frankl został aresztowany przez Niemców i wskutek wycieńczenia oraz choroby zmarł 26 czerwca 1944 roku. Ksiądz arcybiskup Tokarczuk wspominał odwagę tego człowieka, podkreślał, że gdyby nie ks. rektor Frankl, to nie przeżyłby wojny. Podziwiał jego mądrość, odwagę, ofiarność mimo młodego wieku. Dla Księdza Arcybiskupa ks. Frankl był ideałem kapłana. Wyrażał też przekonanie, że jest to doskonały kandydat na ołtarze. Z wdzięcznością ufundował i ułożył tekst tablicy pamiątkowej poświęconej temu bohaterskiemu kapłanowi, umieszczając ją następnie w sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Kałkowie-Godowie. Z wielkim sentymentem wspominał też ks. abp. Józefa Bilczewskiego, który w ciągu 23 lat swego pasterzowania erygował 117 parafii i wzniósł 330 kościołów i kaplic. Zawsze mi to przypominał, wskazując, że był to wzór, z którego doświadczenia sam czerpał. Warto dodać, że za rządów ks. abp. Bilczewskiego w archidiecezji lwowskiej było ponad 400 parafii, ok. 600 kościołów i kaplic filialnych, gdzie posługę sprawowało ponad 800 kapłanów. Wszystkie te pozytywy wydobywał ze swojej przeszłości i tym się cieszył, to w sobie nosił i tym się dzielił.
Dokąd najchętniej wracał wspomnieniami…?
– Była to wieś Łubianki Wyższe, gdzie 1 lutego 1918 r. przyszedł na świat jako czwarte dziecko (trzy jego starsze siostry zmarły w dzieciństwie). Ochrzczony został w kościele parafialnym w Zbarażu. Rodzice przyszłego kapłana i biskupa, mając przykre doświadczenia związane ze śmiercią swych wcześniejszych dzieci, bardzo modlili się o zdrowie dla swego syna Ignacego. Jako wotum za jego przyjście na świat postanowili wybudować figurę Matki Bożej. Ignacy Tokarczuk ukończył Gimnazjum im. Henryka Sienkiewicza w Zbarażu. Po maturze wstąpił na Wydział Teologiczny na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie. Często wspominał mi o swoich profesorach, m.in. o ks. prof. Janie Stepie, późniejszym biskupie tarnowskim, i wielu innych. Opowiadał o wojnie, o wkroczeniu bolszewików do Zbaraża 17 września 1939 r., o tym, jak Ukraińcy cieszyli się z upadku Polski, rozpowszechniając przy tym kłamstwa, że Polacy zabijają Ukraińców. Nie miał zatem już wówczas łatwego życia. Mimo to, kiedy opowiadał o swoim dzieciństwie i młodości, ożywiał się. Miałem wrażenie, jakby na chwilę przenosił się do tamtych czasów i miejsc, gdzie nie dane było mu już nigdy powrócić.
Kim był dla Księdza Biskupa ks. abp Tokarczuk?
– Ksiądz arcybiskup Tokarczuk był moim ojcem duchownym, kierownikiem mojego życia duchowego i kapłańskiego. Był dla mnie wielkim autorytetem, niezłomnym pasterzem. Jego strategia działania oparta była na ogromnej wiedzy zaczerpniętej z Katolickiej Nauki Społecznej, poparta bogatym doświadczeniem pastoralnym. Był tytanem pracy. W Domu Biskupim u niego były trzy ważne miejsca: kaplica, w której się modlił, gabinet, w którym czekał na kapłanów oraz wiernych świeckich, a także jego prywatna biblioteka. W tej bibliotece spędzał wiele czasu, tam czytał, pisał. Pozostawił po sobie kronikę liczącą kilka tysięcy stron, pisaną ręcznie. To świadczy o jego pracowitości i systematyczności. Najkrócej o ks. abp. Tokarczuku mogę powiedzieć, że był Apostołem Bożej Prawdy, który obudził olbrzyma, uaktywnił bowiem potężny laikat katolicki. Wszystkich uczył odwagi w głoszeniu prawdy. Był bezkompromisowy, zdecydowany wobec ludzi zakłamanych, agentów systemu totalitarnego, budowniczych bezbożnego, nieżyciowego komunizmu. Bronił przed tym zagrożeniem gnębiony i poniżany Naród Polski. Czynił wszystko, żeby Kościół był z Narodem, a Naród z Kościołem. Obnażał hipokryzję, obłudę władz totalitarnego systemu, bronił też polskie społeczeństwo przed zaplanowaną ateizacją.
Jakie niebezpieczeństwa dostrzegał Ksiądz Arcybiskup?
– Sam żył Dekalogiem i robił wszystko, by życie indywidualne, rodzinne i społeczne oprzeć na Dekalogu. Przestrzegał też przed liberalizmem etycznym, który rozpanoszył się w Polsce. Był zdania, że ów liberalizm zachwieje całym porządkiem ustanowionym przez Boga, opartym na rozumie, na ludzkiej naturze i na sumieniu. Przewidywał, że tzw. w niczym nieograniczona wolność jednostki, która w efekcie wywołuje egoizm, ogranicza człowieka, prowadząc go do zguby. Konsekwencją tego jest ideologia gender, która prowadzi do rozkładu moralnego rodzin i całego społeczeństwa, a także gospodarki, kultury, życia duchowego, indywidualnego i społecznego. Ksiądz arcybiskup Tokarczuk w swoim nauczaniu przestrzegał przed złem, które coraz bardziej się panoszy w świecie, i zachęcał do oparcia życia na wierze w Pana Boga i przestrzegania zasad moralnych. Ubolewał, że brak wartości już spowodował likwidację dużej części dorobku narodowego, martwiła go likwidacja polskich banków, zakładów pracy i oddanie w obce ręce tego, co ludzie wypracowali przez pokolenia. Martwiło go to, że dobra materialne są trwonione przez błędną politykę, rozkładane, wyprzedawane za bezcen. Piętnował wszelkie oszustwa, przekręty, ustalenia Okrągłego Stołu i tzw. grubą kreskę, dzięki którym na grzbietach ludzi „Solidarności” i krzywdzie ludzi pracy niektórzy w sposób nieuczciwy zbudowali swoje potężne majątki czy pozycję polityczną.
Ksiądz arcybiskup Tokarczuk widział wyjście z tej patowej sytuacji?
– Zdawał sobie sprawę z tego, że z tak potężnymi mocami zła, które idą przez kraj i niszczą wszystko, co polskie i katolickie, trzeba wzmocnić Kościół. To właśnie sam realizował jako ordynariusz przemyski, nie tylko słowem, ale i czynem, chociażby poprzez tworzenie nowych parafii, budowę kościołów. Doskonale zdawał sobie sprawę, że takie działania spotkają się z oporem komunistów, którzy chcieli budować państwo na bezbożnej ideologii. Ta zdecydowana postawa Księdza Arcybiskupa i poparcie, jakie uzyskał od kapłanów i świeckich mimo szykan i represji, przełamywało opór władz. W konsekwencji za jego rządów nielegalnie, bez zezwolenia ówczesnych władz, na terenie diecezji, a potem archidiecezji przemyskiej powstało ponad 430 świątyń i prawie tyle samo domów katechetycznych, plebanii, utworzono też 225 nowych parafii. To z kolei pociągnęło za sobą wzrost praktyk religijnych, podniósł się poziom życia moralnego wiernych, pogłębiła się także solidarność społeczna, ofiarność, odpowiedzialność za sprawy religijne. Przy wykonywaniu tych zadań, w ogniu walki w obronie wartości religijnych i narodowych, w obronie świątyń nastąpiła integracja wspólnot parafialnych. Religia powróciła do szkół, o co Ksiądz Arcybiskup bardzo zabiegał zarówno podczas obrad Konferencji Episkopatu Polski, ale też jako przewodniczący Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu. Doskonale zdawał sobie sprawę, jak zbrodniczy jest system komunistyczny. Służba Bezpieczeństwa uważała go za najgroźniejszego przeciwnika komunizmu w Polsce. Nagrywano jego kazania, zakładano mu podsłuchy, donoszono na niego do Stolicy Apostolskiej.
Ksiądz arcybiskup Tokarczuk był przygotowany na cierpienia i nie uląkł się represji, prześladowań czy fałszywych oskarżeń. Nie mniej jednak bardzo przeżył oskarżenie zabójców bł. ks. Popiełuszki o współpracę z gestapo…
– Nieuprawnione posądzenia ks. abp. Tokarczuka o zdradę Ojczyzny to była wielka rana na jego sercu. Ksiądz arcybiskup Tokarczuk – wielki patriota, który ukochał Ojczyznę, polski Naród, został posądzony o zdradę jako ten, który rzekomo współpracował z hitlerowcami. Nikt o zdrowych zmysłach oczywiście w to uknute kłamstwo nie uwierzył. W końcu Grzegorz Piotrowski odwołał te oskarżenia, wyraził swój żal, prosił nawet Księdza Arcybiskupa o przebaczenie.
Co było fundamentem takiej skuteczności ks. abp. Tokarczuka?
– Podsumowując swą posługę dla archidiecezji przemyskiej, ks. abp Tokarczuk powiedział: „Wszystko, co osiągnąłem, zawdzięczam Bogu. To On mnie obdarzył łaską, że przetrwałem i nie wystraszyłem się”. Te słowa samego arcypasterza są najlepszą odpowiedzią na to pytanie. Ojczyzna zdołała docenić tego wielkiego orędownika pokoju, prawdy i miłości międzyludzkiej. Za zasługi dla Polski 21 maja 2007 r. ks. abp Tokarczuk został odznaczony przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego najwyższym polskim odznaczeniem – Orderem Orła Białego. Niedługo przed śmiercią, jako pierwsza osoba z Podkarpacia, został laureatem nagrody „Świadek Historii”, którą przyznaje Instytut Pamięci Narodowej. Był honorowany przez największe polskie uczelnie, m.in. przez Katolicki Uniwersytet Lubelski, Akademię Teologii Katolickiej w Warszawie czy Uniwersytet Rzeszowski. Ojciec Święty Jan Paweł II w uznaniu zasług 3 czerwca podniósł ks. bp. Tokarczuka do godności arcybiskupiej, a 25 marca 1992 r. w ramach reorganizacji polskich diecezji ustanowił archidiecezję przemyską, której pierwszym metropolitą został ks. bp Tokarczuk. Ksiądz Arcybiskup, obok bł. Ojca Świętego Jana Pawła II, bł. ks. Jerzego Popiełuszki i Sługi Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego, jest tą osobą, dzięki której możemy powiedzieć, że jako Polacy jesteśmy wolni i możemy z nadzieją myśleć o przyszłości.
Na kilka dni przed śmiercią spotkał się Ksiądz Biskup z ks. abp. Tokarczukiem, który wiedział, że odchodzi. Jakie były jego ostatnie przemyślenia, słowa?
– Przybyłem do ks. abp. Tokarczuka na św. Szczepana, 26 grudnia 2012 r., a więc na trzy dni przed jego śmiercią. Zawsze przyjmował mnie przy stole i choć w ostatnich latach poruszał się z trudem, to starał się, żeby nie leżeć. Tym razem było inaczej. Ksiądz Arcybiskup był już bardzo słaby, leżał w łóżku. Mimo osłabienia prosił, aby mówić mu o tym, co się dzieje w Kościele i w Polsce. Pytał mnie o ks. abp. Mokrzyckiego, pytał o Radio Maryja i Telewizję Trwam – tak jakby chciał zebrać te wszystkie dobre wiadomości i zanieść je na drugi brzeg, na tamten świat. Kiedy na pożegnanie przygarnął mnie do siebie ręką, przytulił, powiedział słabym, ale zdecydowanym głosem: „Brońcie Telewizji Trwam, brońcie Telewizji Trwam”. To było ostatnie przesłanie, jakie przekazał ks. abp Ignacy Tokarczuk. Przed rozstaniem pomodliliśmy się jeszcze. Tak wyglądało ostatnie spotkanie z moim duchowym Ojcem.
Dziękuję za rozmowę.