• Niedziela, 22 marca 2026

    imieniny: Katarzyny, Bogusława

Biogaz nie ma wsparcia

Środa, 25 grudnia 2013 (20:04)

Gdy w Polsce zaczęły powstawać pierwsze biogazownie rolnicze, wielu ekspertów prognozowało, że staniemy się potentatem w produkcji tego rodzaju energii. Rzeczywistość jest jednak daleka od oczekiwać, a projekt nowej ustawy o odnawialnych źródłach energii (OZE) wręcz stawia sens budowania nowych biogazowni rolniczych pod dużym znakiem zapytania.

 

Rolnicy, którzy już prowadzą takie zakłady produkcji gazu lub planowali ich budowanie, skarżą się, że ten sektor OZE jest traktowany przez rząd po macoszemu. I nie wierzą na razie w deklaracje władze, że biogaz, obok wiatru i biomasy, będzie jednym z priorytetowych odnawialnych źródeł energii w Polsce. Dlatego że przeczą temu zapisy w projekcie nowego prawa, które likwidują „zielone certyfikaty” (producent OZE za każdy megawat energii otrzymywał papier wartościowy, który mógł np. sprzedać elektrowniom węglowym i to był jego dodatkowy dochód) i w to miejsce wprowadzają aukcje, na których państwo będzie kupowało „zieloną energię”, ale nie od każdego, tylko od tego, kto będzie chciał mniejszej zapłaty.

A ponieważ koszt wytwarzania 1 MW mocy w biogazowni rolniczej jest wyższy niż na dużej fermie wiatrowej, właściciele takich instalacji od razu staną na straconej pozycji. Poza tym rząd zapowiada wspieranie przede wszystkim instalacji dużych, przemysłowych, a rolnicze biogazownie mają charakter lokalny, produkują stosunkowo niedużo energii. – Ale takie przecież były założenia, gdy zaczęliśmy budować pierwsze biogazownie na wsi. One miały produkować gaz z odpadów rolniczych i żywnościowych, które powstają w gospodarstwie rolnika i u jego sąsiadów. Surowce mają być dowożone z okolicy, aby nie podnosić kosztów – mówi Igor Rutkowski, ekspert ds. energetyki odnawialnej.  I dlatego taka biogazownia nie może mieć dużej mocy.

W tej chwili w Polsce mamy ponad 200 biogazowni, ale tylko około 30 należy do sektora rolnego, większość powstała na gminnych wysypiskach śmieci lub obok oczyszczani ścieków. I te – przy pomocy samorządów – jakoś sobie poradzą. Rolnicy będą mieli trudniej. To martwi ekspertów od ochrony środowiska, bo rolnicze biogazownie miały załatwić problem utylizacji gnojowicy, obornika, przeterminowanych pasz czy odpadów z zakładów przetwórstwa rolno-spożywczego. Ten ogromny zasób potencjalnych surowców miał spowodować też szybki rozwój biogazowni, w najbardziej optymistycznych prognozach zapowiadano, że rocznie rolnictwo dostarczy nam 10 mld metrów sześciennych gazu, czyli grubo ponad połowę obecnego zużycia gazu ziemnego, który importujemy głównie z Rosji – a więc zapewniłoby to nam bezpieczeństwo energetyczne. Bardziej ostrożne prognozy mówią o potencjale rzędu 3-5 mld m sześc., ale to też byłaby pokaźna ilość. Teraz te ilości są śladowe.

 

Krzysztof Losz