W ten dzień nikt nie powinien być sam
Środa, 25 grudnia 2013 (08:37)Bezdomni, samotni i ubodzy zasiedli wczoraj do wspólnego wigilijnego stołu przygotowanego przez Caritas Diecezji Rzeszowskiej i Rzeszowskie Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta. Każdy uczestnik spotkania w Rzeszowie otrzymał także paczkę z żywnością.
Wigilia świąt Bożego Narodzenia to jeden z najpiękniejszych dni w roku. Jednak życie pokazuje, że nie wszyscy mogą spędzić ten czas w gronie najbliższych. Dlatego już po raz kolejny, z myślą o samotnych, ubogich i bezdomnych, wieczerzę wigilijną zorganizowano w Schronisku przy ul. Jana Styki prowadzonym przez Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta. Na spotkanie, w którym uczestniczył po raz pierwszy nowy ordynariusz rzeszowski ks. bp Jan Wątroba, przybyło blisko pół tysiąca ludzi, którzy w Wigilię nie chcieli być sami. Był czas na kolędy, łamanie się opłatkiem i życzenia. Potem wszyscy zasiedli do wigilijnego stołu zastawionego świątecznymi potrawami. Był m.in. barszcz z uszkami, smażona ryba, ciasto i owoce.
Aleksander Zacios, prezes Towarzystwa Pomocy im św. Brata Alberta w Rzeszowie w rozmowie z portalem NaszDziennik.pl podkreśla, że z roku na rok wzrasta liczba osób potrzebujących wsparcia, co oznacza, że biedy nie ubywa, wprost przeciwnie.
– Wielu uczestników tegorocznej wieczerzy przychodzi tu co rok, są jednak nowe twarze. Wśród ubogich są m.in. ludzie odrzuceni przez najbliższych, którymi nikt się nie interesuje. Staramy się o nich pamiętać na co dzień, ale także w ten świąteczny czas – podkreśla Aleksander Zacios. Ponadto z okazji świąt Caritas Diecezji Rzeszowskiej przygotowała 1400 paczek żywnościowych. Trafiły one do biednych, samotnych i bezdomnych, również do tych, którzy nie mogli dziś przyjść na wigilijne spotkanie.
Święta Bożego Narodzenia jak żadne inne uświadamiają nam potrzebę bliskości drugiego człowieka. Mimo to wielu ludzi już po raz kolejny przeżywało ten świąteczny czas w świadomości odrzucenia i obojętności ze strony bliskich. Dobrze, że wciąż są ludzie gotowi ofiarować im swe serce i pomoc.
Mariusz Kamieniecki