Bulo Bulo potrzebuje naszej obecności
Środa, 25 grudnia 2013 (08:08)Z ks. Jarosławem Dziedzicem, kapłanem diecezji siedleckiej, rozmawia Izabela Kozłowska
Spędził Ksiądz na misji w Boliwii trzy miesiące. Kiedy nastąpił moment fascynacji posługą misjonarza?
– Zakorzenione jest to silnie w moim powołaniu kapłańskim. Kiedy postanowiłem wstąpić do seminarium, to już w podaniu o przyjęcie do WSD wskazałem, że swoje powołanie widzę w kontekście misji. W parafii Chrystusa Miłosiernego w Białej Podlaskiej, gdzie proboszczem był ks. prałat Mieczysław Lipniacki, mieliśmy wspaniałą okazję poznać wielu misjonarzy posługujących głównie na Wschodzie.
Dzielili się oni z nami swoim doświadczeniem i przeżyciami z miejsc, gdzie pracowali jako duszpasterze. Misjonarze ci byli niesamowitymi ludźmi. Przybliżali nam tę misjonarską posługę. Dzięki nim poznawaliśmy Kościół na Wschodzie. Wówczas zrodziło się we mnie to zaciekawienie pracą duszpasterską poza granicami Polski. Zapragnąłem doświadczać innej kultury, tradycji i nieść Dobrą Nowinę tam, gdzie jeszcze jej nie poznano.
Po przyjęciu święceń kapłańskich w 2009 roku z rąk ks. bp. Zbigniewa Kiernikowskiego, ordynariusza diecezji siedleckiej, myśl o misjach wciąż była we mnie bardzo silna. W czasie nauki w seminarium za sprawą formacji i ojców duchownych uległa ona lekkiej zmianie. Zacząłem myśleć o posłudze w krajach Ameryki Południowej. Po rocznym przygotowaniu w Centrum Formacji Misyjnej w Warszawie wyjechałem na swoją pierwszą misję do Boliwii. Spędziłem w niej trzy miesiące, gdyż na taki okres wydawana jest wiza turystyczna. W tej chwili przygotowuję się do wyjazdu do Wenezueli.
Jakie było pierwsze wrażenie po dotarciu do Boliwii i samego Bulo Bulo?
– Duże miasta w Boliwii nie odbiegają znacznie swoim zewnętrznym wyglądem od europejskich. Ich mieszkańcy chodzą ubrani podobnie do nas, po ulicach jeżdżą stare i nowe samochody. Rzuciło mi się od razu w oczy to, że Boliwijczycy nie wstydzą się swojej wiary.
Wiele osób nosiło na szyi różaniec. Inni na swoich samochodach mieli ponaklejane hasła, np. „Jezus jest twoim Zbawicielem”, „Bóg cię kocha” albo obrazy Jezusa Chrystusa lub Matki Bożej. Pomyślałem, że muszą to być bardzo religijni ludzie.
Im dalej od miejskich aglomeracji, tym bardziej widać ogromną biedę, jaka tam panuje. Misja, na której posługiwałem, była w miejscowości Bulo Bulo leżącej w tropiku. W wiosce tej mieszka około 5 tys. osób. Parafia została wybudowana przez Włochów, dlatego też warunki w niej panujące były nieco lepsze.
Ciekawa jest sama nazwa wioski...
- Nazwa Bulo Bulo powstała, zanim utworzono tu miasteczko. Historia nazwy wiąże się z odkryciem w okolicy złóż ropy naftowej. Na miejsce przybyli robotnicy i rozpoczęto odwierty. W pobliżu dwie okoliczne rzeki łączą się. Ze względu na dźwięk wody robotnicy pracujący na odwiertach nadali wiosce nazwę Bulo Bulo.
Miejscowa ludność dobrze przyjmuje misjonarzy?
– Odpowiadając na to pytanie, muszę wrócić pamięcią do księży, którzy wybudowali parafię w Bulo Bulo i jednocześnie stworzyli tam pewną wspólnotę. Od dawna przybycie misjonarzy słusznie łączone jest z rozwojem cywilizacyjny danej miejscowości.
Podobnie było w przypadku Bulo Bulo, która została założona zaledwie około 30-40 lat temu. Księża posługujący w tej boliwijskiej wiosce wskazali miejscowej ludności m.in. sposoby stworzenia struktury prawnej niezbędnej dla istnienia wioski. Mobilizowali ludność do założenia szkoły, aby dzieci mogły zdobyć podstawowe wykształcenie.
Dlatego też księża stali się ważnymi osobami w tej małej społeczności. Darzeni są szacunkiem i uznaniem. Zyskali ogromne zaufanie i często stają się najważniejszymi osobami w rodzinie. Dostrzegalny kryzys ojcostwa polegający na tym, że ojcowie nie są wsparciem dla swoich bliskich spowodował, iż rodziny szukają wsparcia u kapłanów. Im zawierzają swoje problemy i bolączki. To do księży przychodzą po porady i pomoc w trudnych momentach.
Z drugiej strony religijność, która na samym początku tak bardzo odróżniała się od europejskiej, okazała się bardzo powierzchowna. Silnie zakorzenione są tu wcześniejsze wierzenia. Ludzie wierzą w Jezusa Chrystusa i uczestniczą we Mszy św., lecz zaraz po jej zakończeniu potrafią jechać poza wioskę i składać ofiary bożkom, np. Pachamamie. Ponadto w Bulo Bulo jest przynajmniej kilku tzw. curandero, czyli uzdrawiaczy – szamanów. Niestety bardzo często zdarza się, że niektórzy mieszkańcy wioski traktują księży jako czarowników.
Jakie wyzwania stoją przed misjonarzami posługującymi w Boliwii?
- Najważniejszym zadaniem każdego misjonarza jest głoszenie Ewangelii. Mamy nieść Dobrą Nowinę, pogłębiać w tych ludziach wiarę i otwierać na Chrystusa. Wiele osób jest tam ochrzczonych nawet jako dorośli ludzie. Powierzchowność religijna tych ludzi jest dla nas wyzwaniem. My musimy pogłębiać ich wiarę, tak aby nie traktowali jej jako pewnego zabobonu. Naszym wyzwaniem jest prowadzenie tych ludzi do Pana Boga, wskazywanie im drogi, by jak najlepiej poznali Boga i zechcieli żyć według przykazań, jakie On nam dał.
To najważniejsze wyzwania, jakie stoją przed misjonarzami. One są bardzo trudne, tym bardziej że boliwijskie władze postanowiły, iż akt chrztu będzie uznawany za dokument państwowy. Mając akt chrztu, można zrobić prawo jazdy czy wziąć kredyt w banku. Wiele osób przychodzi do Kościoła katolickiego tylko po dokument, który jest im niezbędny do funkcjonowania w społeczeństwie. Wyzwaniem dla misjonarzy jest to, aby takich ludzi doprowadzić do wiary w Jezusa Chrystusa, by pozostali w Kościele. Muszą umieć dotrzeć do ludzi z różnych grup społecznych, nawet tych najbardziej oddalonych od Pana Boga. Musimy nauczyć ich dojrzałej wiary.
Inny rodzaj wyzwań stanowią zwykłe ludzkie problemy. Początkowo trudno jest wejście w mentalność i kulturę ludzi, do których zostaliśmy posłani. Jako przykład przytoczę tu powtarzane przez nich słowa: „Wy – Europejczycy macie zegarki. My – Boliwijczycy mamy czas″. Oni czas traktują bardzo swobodnie. Stwierdzenie to idealnie pasuje do sposobu ich życia. Jako misjonarze musieliśmy się tego nauczyć i przystosować się.
Dziękuję za rozmowę.
Druga część wywiadu z ks. Jarosławem Dziedzicem zostanie opublikowana jutro na portalu NaszDziennik.pl, a w nim m.in. informacje, kto został objęty opieką w internacie prowadzonym przez misjonarzy, o zagrożeniach, jakie na nich czyhają oraz o sposobie pomocy, jaką my możemy nieść.
Izabela Kozłowska