Dziś lepiej widać
Poniedziałek, 23 grudnia 2013 (18:52)Fragment najnowszego wpisu mec. Janusza Wojciechowskiego na blogAiD.
Po Ukrainie widać, dlaczego prezydentura Lecha Kaczyńskiego była wielka. I chyba też widać, dlaczego tak nagle się skończyła.
Osiem lat temu Lech Kaczyński złożył w Sejmie przysięgę i rozpoczął swoją prezydenturę, której wielkość dopiero poznajemy. Najważniejszym dniem prezydentury Lecha Kaczyńskiego był ten spędzony w Gruzji, na którą jechały rosyjskie czołgi. – Dzisiaj Gruzja, jutro Ukraina, a potem może i Polska – powiedział wtedy prezydent i mężnie stanął przeciw odradzającemu się rosyjskiemu imperializmowi. Głupcy tego nie rozumieli. Głupcy drwili sobie nawet wtedy, gdy w stronę polskiego prezydenta padły strzały. Jaka wizyta, taki zamach – ktoś wtedy powiedział i zarechotał – chłe, chłe, chłe...
Niektórym w Polsce się wydaje, że historia się skończyła, w szczęśliwym dla nas momencie, gdy mamy niepodległość i tak już będzie zawsze. Jest Unia Europejska, NATO! Na zachodzie przyjazne i zatroskane o nas Niemcy, na wschodzie demokratyczna, życzliwa dla nas Rosja, z której nagle wyparował cały jej odwieczny imperializm. Polska, od trzystu lat zgniatana przez dwie sąsiednie potęgi, nagle znalazła się w najszczęśliwszym miejscu i nic jej nie grozi! Nie potrzeba nam armii, nie potrzeba nam hut ani stoczni, wystarczy, że mamy ciepłą wodę w kranie, rubasznego prezydenta i premiera „łatwego w obsłudze”, jak to się ostatnio cieszył niemiecki „Spiegel”. I żeby tylko jeszcze Platforma w Polsce rządziła wiecznie, to Polska pozostanie krajem szczęśliwości, któremu nikt nie zabierze nawet guzika.
Cały wpis na blogAiD.