Ratujmy nasze tradycje
Poniedziałek, 23 grudnia 2013 (02:04)Pod patronatem „Naszego Dziennika”
Z ks. Piotrem Pilśniakiem, dyrektorem Międzynarodowego Festiwalu Kolęd i Pastorałek im. ks. Kazimierza Szwarlika w Będzinie, rozmawia Małgorzata Pabis
Życie nawet ludzi wierzących przestaje od jakiegoś czasu wyznaczać kalendarz liturgiczny, a zaczyna komercja. Już w Adwencie mamy w sklepach święta, a Boże Narodzenie szybko znika, zasłonięte sylwestrem i karnawałem. Dlaczego dajemy się spychać na takie tory?
– Ludziom prawdziwie wierzącym nie jest bardzo trudno. Raczej myślimy o tych, którzy tylko wyrośli w świecie wartości religijnych, ale nie mieli szczęścia spotkać Boga żywego. Kiedy czytamy opis narodzin Jezusa w Betlejem, to widzimy, że wszyscy, którzy Go spotkali (pasterze, mędrcy), zmienili swoje życie, poszli inną drogą. Liturgia pomaga w spotkaniu z Bogiem żywym. Trzeba z niej korzystać. Świat nie sprzyja, i nigdy nie sprzyjał rozwojowi ducha. Aby nie dać się zepchnąć na tory komercji, wszechobecnej reklamy, trzeba tak jak pasterze porzucić na chwilę swoje życie lub wybrać się czasem w daleką drogę, jak mędrcy ze Wschodu. Wtedy tylko można doświadczyć realnej obecności Boga na ziemi, w swoim życiu.
A co z pięknymi polskimi tradycjami bożonarodzeniowymi, jak je ratować?
– Sam poszukuję odpowiedzi na to pytanie, a nasuwa mi się tylko jedna – EWANGELIZACJA. Nie bójmy się powiedzieć, że Polska poszła w kierunku świata bez Boga, pozostały strzępy tradycji. Potrzeba nam od początku uczyć się Boga. Nawracać. Najpierw siebie, potem drugiego, pojedynczego człowieka, który będzie za wszelką cenę pragnął założyć rodzinę według planu Bożego, wychować dzieci przy Bogu. W zachowaniu tradycji nie pomagają nam środki społecznego przekazu lansujące świeckość świąt, i to rozmaitych. Moje przekonanie o wartości tradycji, o jej roli wychowawczo-kulturowej będzie już krokiem do przodu. Potem może zachęcimy nasze rodziny, przyjaciół i będzie nas więcej…
Żeby coś zachować, trzeba to kochać. Żeby nie uciekać np. w święta Bożego Narodzenia z rodziną do hotelowej restauracji, trzeba mieć w sercu Boga, trzeba na Niego czekać, trzeba umieć o Nim rozmawiać. Wracamy więc do punktu wyjścia. Żeby zachować, trzeba prawdziwie pokochać.
Kolędy kiedyś rozbrzmiewały w polskich domach dopiero od wieczerzy wigilijnej – były swoistą modlitwą. Dziś słyszymy je często już od listopada, a ich zadanie to stworzyć dobry nastrój…
– Żyjemy w czasach, gdzie wszystko musimy mieć już i teraz. A przecież najpiękniejszym czasem jest CZAS OCZEKIWANIA. Na miłość spełnioną w sakramencie małżeństwa, na dziecko, na kochaną osobę, nawet na prezent. Dzisiejszy człowiek nie umie czekać. Dlatego nie umie się cieszyć. Coś, co jest długo oczekiwane, jest największą miłością. Ten, kto potrafi czekać na pierwszą gwiazdkę, na pierwsze takty kolędy, doświadczy w sercu radości. Życzę więc drogim Czytelnikom, aby uczyli się czekać, choć to w dzisiejszym świecie ogromnie trudne zadanie.
Festiwal w Będzinie wpisał się już na dobre w kalendarz polskich festiwali. Jakie jest jego zadanie?
– Ideą festiwalu jest właśnie propagowanie śpiewu tradycyjnych polskich kolęd i pastorałek. Eliminujemy z konkursu wszelkie piosenki świąteczne, noworoczne. Obraliśmy kurs na tradycję i piękno zachowania sacrum w kolędach i pastorałkach. Jest to trudne, gdyż wokół słyszymy jakieś dziwne utwory nazywane kolędami, a nic z nimi niemające wspólnego. Międzynarodowy Festiwal Kolęd i Pastorałek im. ks. Kazimierza Szwarlika wpisuje się w nurt zachowywania i pielęgnowania polskości i tradycji. Po trwających dwa tygodnie eliminacjach w 39 miastach Polski, Ukrainy i Białorusi w dniach 16-19 stycznia 2014 r. spotkają się finaliści (140 podmiotów wykonawczych: soliści, zespoły, chóry, zespoły regionalne – ponad 2 tys. osób), aby uwielbić Boga za Jego Wcielenie. Do pierwszego etapu zgłosiło się ponad 1750 wykonawców (blisko 20 tys. uczestników). Nie jest tutaj w żaden sposób ważna liczba, ale nadzieja, że Polska i Polacy, również ci mieszkający na obczyźnie, trzymają się jednak tradycji, choć media o tym nie piszą, bo wolą nam przekazywać informacje zupełnie niezwiązane z Bożym Narodzeniem. Rzeczywistość prezentowana jest coraz bardziej w świetle świeckości, ale to i tak nie wytrąci nam z ręki białego opłatka, nie zabierze pustego miejsca przy stole, tradycyjnej kolędy, słów „przepraszam” i „dziękuję”, Pasterki…