Poszło o pieniądze
Poniedziałek, 23 grudnia 2013 (02:00)Sławomir Brodziński, rezygnując ze stanowiska szefa Służby Cywilnej, przyznał, że przerosły go problemy budżetowe. W efekcie jego byli podwładni szósty rok z rzędu rozpoczną pracę z zamrożonymi płacami.
Oficjalnie Sławomir Brodziński, do niedawna jeszcze szef Służby Cywilnej, 19 grudnia został przez premiera Donalda Tuska powołany na stanowisko wiceministra środowiska i Głównego Geologa Kraju.
Jak jednak dowiedział się „Nasz Dziennik”, Brodziński dwa dni wcześniej sam złożył rezygnację ze stanowiska szefa Służby Cywilnej, pozostawiając swoim współpracownikom list z podziękowaniami.
Napisał w nim, że podejmując w 2009 r. kierownictwo służby, miał świadomość ryzyka związanego z pilną potrzebą wdrożenia ustawy o Służbie Cywilnej z 21 listopada 2008 r. wraz z pakietem aktów wykonawczych.
„Miałem również świadomość, że czas ustabilizować otoczenie prawne służby cywilnej (po wcześniejszych zmianach ustawy z 1996, 1998 i 2006 roku) i modernizować korpus krok po kroku (z wykorzystaniem środków unijnych). A także podtrzymać etos służby! To były moje zobowiązania wobec kierownictwa politycznego i muszę stwierdzić, że dano mi wolną rękę do realizacji tych planów” – napisał.
Brodziński ocenił też, że uważa swoją misję za wypełnioną, choć – jak przyznał – nie udało mu się przewidzieć „problemów budżetowych i zamrażania wynagrodzeń (a właściwie kwoty bazowej) w korpusie służby cywilnej w latach 2009, 2010, 2011, 2012, 2013 i 2014”.
„Moje zabiegi wspierane przez Radę Służby Cywilnej zmierzające do wstrzymania spadku realnych wynagrodzeń pracowników i urzędników służby cywilnej okazały się nieskuteczne. Pewnym ’pocieszeniem’ jest fakt, że w wielu krajach UE/OECD sytuacja administracji publicznej była i jest trudniejsza” – dodaje.
Jak mówi dr Artur Górski, poseł PiS, rezygnacja szefa Służby Cywilnej oraz brak decyzji o powołaniu jego następcy to tylko kolejny dowód na to, że służba ta nie jest traktowana z należytą powagą. Warto przypomnieć, że od wiosny ubiegłego roku, kiedy to Adam Leszkiewicz zrezygnował z funkcji członka oraz przewodniczącego Rady Służby Cywilnej, premier dotąd nie powołał jego następcy, a obowiązki przewodniczącego Rady Służby Cywilnej pełni jej wiceprzewodniczący.
– Wydaje się, że pan premier nigdy nie traktował SC w sposób należyty, jako kręgosłupa państwa. Raczej była to służba wykorzystywana dość instrumentalnie, do czynienia prostych oszczędności – ocenia parlamentarzysta.
Potwierdza to także decyzja o sześcioletnim zamrożeniu wynagrodzeń w Służbie Cywilnej. Choć problem ten był wielokrotnie podnoszony, także przez Brodzińskiego, w tej sprawie nic nie udało się zmienić. Tymczasem taka polityka przynosi wymierne, negatywne efekty. – Trudno na rynku pracy znaleźć prawdziwych fachowców, a wielu z nich, kierując się względami ekonomicznymi, ucieka ze Służby do prywatnych przedsiębiorstw. Tymczasem różnica zarobków w obu sektorach pogłębia się coraz bardziej – dodaje Górski.
W ocenie posła, koalicja od lat prowadzi politykę, która nie tylko podważa zaufanie obywateli do państwa, ale też samych urzędników. Tymczasem to oni powinni stanowić filar państwa.
Sławomir Brodziński został powołany na szefa SC w kwietniu 2009 r. na pięcioletnią kadencję. Obecnie jako Główny Geolog Kraju ma zająć się projektem ustawy o wydobyciu gazu z łupków. Jeszcze w październiku br., jako szef SC, publicznie wskazywał na problem zamrożenia wynagrodzeń.
– Mam świadomość trudności budżetowej państwa, ale jeżeli to zamrożenie potrwa, tak jak należy się spodziewać do 2015, to będzie to ewenement na skalę nie tylko europejską. Nie wydaje mi się, żeby ten stan mógł dłużej przetrwać – mówił. Brodziński chciał, by zmiany w wynagrodzeniach powiązać z PKB. Wskazywał też na potrzebę podniesienia efektywności pracowników Służby m.in. poprzez systemy motywacyjne oraz był przeciwny zmniejszaniu liczby korpusu SC (z uwagi na fakt, iż na administrację rządową nakładane są coraz to nowe zadania).
Według danych GUS, w ubiegłym roku korpus Służby Cywilnej liczył 124 tys. urzędników. W całej administracji publicznej pracowało blisko 3,5 mln osób.
Marcin Austyn