• Poniedziałek, 23 marca 2026

    imieniny: Pelagii, Feliksa, Oktawiana

Finał nie dla Polek

Piątek, 20 grudnia 2013 (21:42)

Polska uległa w Belgradzie Serbii 18:24 (6:14) w półfinale mistrzostw świata piłkarek ręcznych. W niedzielę Biało-Czerwone zmierzą się o brązowy medal z przegranym wieczornego półfinału Brazylia – Dania.

Lepiej zaczął zespół gospodarzy – od gola swojej najlepszej snajperki Sanji Damnjanovic (do tej pory 38 goli w tym turnieju), ale po udanych interwencjach Małgorzaty Gapskiej i udanym rzucie skrzydłowej Kingi Grzyb w 4. minucie było 1:1.

Przy każdej akcji ofensywnej Polek kilkunastotysięczna publiczność próbowała zdeprymować je gwizdami. Częściowo to skutkowało, bo na kolejnego gola Biało-Czerwonych – Karoliny Siódmiak – trzeba było czekać do 9. minuty. W tym czasie rywalki też zaliczyły tylko jedno trafienie.

Gospodyniom pomagały nie tylko ściany, ale i szczęście, bowiem przed utratą bramki ratowały je słupki i poprzeczka. W 13. minucie prowadziły 5:2.

Przy stanie 4:8 w 17. minucie trener Kim Rasmussen poprosił o czas. Niewiele to pomogło. Polkom nie szło. Miały problemy z twardą serbską obroną, a bramkarka Jovana Risevic grała jak natchniona. Z kolei polska defensywa zupełnie sobie nie mogła poradzić z grającymi kombinacyjnie, dobrze zbudowanymi przeciwniczkami.

Od gola Niedźwiedź w 14. minucie przez następnych dziewięć Biało-Czerwone nie powiększyły konta. Przegrywały 4:11, gdy trafienie zaliczyła Patrycja Kulwińska.

Do przerwy niewiele się zmieniło i pierwsza połowa zakończyła się prowadzeniem Serbek 14:6. W tym momencie wydawało się już, że sprawa awansu do finału MŚ została przesądzona.

W drugiej połowie Polki próbowały zatrzeć nie najlepsze wrażenie z pierwszej, ale były bezradne. Było jeszcze gorzej. Gospodynie nadal urządzały sobie ostre strzelanie, a podopieczne Rasmussena waliły „głową w mur”.

Przewaga Serbii dramatycznie rosła. W 36. minucie było to już 17:6. Dopiero wtedy, po w sumie 14 minutach przerwy, polska drużyna wreszcie zdobyła, pierwszego w drugiej połowie, gola (Jochymek).

Ostatni kwadrans gospodynie grały na luzie, straciły nieco koncentrację, co pozwoliło na częściowe, ale niewielkie, odrobienie strat. Publiczność domagała się igrzysk i je miała. Głównie za sprawą obu swoich bramkarek Risovic i Katariny Tomasevic, a także rozbitej polskiej defensywy.

Ostatecznie mecz przyniósł pewne zwycięstwo Serbkom, którym spełniło się marzenie o finale.

IK, PAP