Prawda broni się sama
Czwartek, 19 grudnia 2013 (12:22)„Nasz Dziennik” poinformował, że Dekretem Kongregacji ds. Duchowieństwa z dnia 18 grudnia 2013 r. Stolica Apostolska odrzuciła kolejny rekurs ks. Wojciecha Lemańskiego. Tak jak w przypadku zakazu wypowiedzi w mediach, tak i w sprawie usunięcia tego księdza z urzędu proboszcza parafii w Jasienicy Watykan przyznał rację ks. abp. Henrykowi Hoserowi.
W uzasadnieniu Dekretu Kongregacji napisano: „Zarówno z punktu widzenia formalnego, jak i rzeczowego stwierdzono zasadność motywacji co do procedury usunięcia z urzędu Ks. Wojciecha Lemańskiego”.
Ponadto poglądy głoszone przez ks. Lemańskiego „przynoszą poważną szkodę i zamieszanie we wspólnocie Kościoła”.
Na wstępie należy powiedzieć, że walka ks. Lemańskiego z ks. abp. Hoserem to zwalczanie Kościoła przez wrogie siły antychrześcijańskie, którym Lemański służy, nie wiem, czy świadomie, czy nieświadomie. O jego pierwszej porażce, od której się następnie odwołał, pisałem tutaj.
W tym miejscu powrócę do ważnego wywiadu, jakiego ks. abp Hoser udzielił Katolickiej Agencji Informacyjnej. W wywiadzie z red. Ewą Czaczkowską i red. Marcinem Przeciszewskim ordynariusz archidiecezji warszawsko-praskiej jest szczery i otwarty.
Widać wyraźnie, że biskup żałuje całej sytuacji, która dla Kościoła jest trudna, kryzysowa, powoduje zgorszenie wśród wiernych, konfliktuje ich. Ks. Lemański – nie wiem, czy świadomie, czy nieświadomie – opowiada się po stronie wrogów Kościoła i biskupa, którym (tym ostatnim) przysięgał dochowywać wierności. Składał przysięgę przed Bogiem i biskupem, mówiąc o posłuszeństwie i miłości synowskiej.
Trudne jest także to, że ks. Lemański prowokuje do nakładania na niego kolejnych sankcji, czyniąc przy tym swoisty spektakl rzekomego prześladowania jego osoby przez hierarchę, który de facto robił wszystko, aby ten konflikt się nie zaostrzał, wykazując sporo dobrej woli i pokory.
W odpowiedzi ks. Lemański dał znak do nagonki, zainspirował „niezależne media” do prowadzenia kampanii oszczerstw, pomówień, pogardy. Trudno teraz będzie to wszystko odkręcić. Demony przywołane.
Chcę jednak podkreślić pomijany dotąd fakt.
Ks. abp Hoser pomimo władzy i statusu, dysponując znaczącym, w sensie wewnątrzkościelnym, rynsztunkiem sankcji, w tej konfrontacji z Lemańskim jest na zdecydowanie słabszej pozycji. Ks. Lemański jest tutaj górą. Od początku wiedział, jak rozgrywać swojego przełożonego. Wzmógł lament i posłużył się kijem baseballowym owiniętym w „GW”. I uderzał, uderzał zarówno ks. abp. Hosera, jak i Kościół.
Pokorny pasterz
Przyznaję, że ks. abp Hoser zaimponował mi, że nie wykorzystał dostępnych mu środków do zwalczenia adwersarza. I cieszę się, że ordynariusz archidiecezji warszawsko-praskiej tego nie zrobił. Wykazał się wielką godnością, miłością, szlachetnością, swoistą pobłażliwością, mądrością wobec ks. Lemańskiego. W ostatecznym rozrachunku ks. abp Hoser zwyciężył. Prawda broni się sama.
Szkody, jakie wyrządził ks. Lemański, są jednak nieodwracalne i bolesne.
Ponure i śmieszne zarazem jest to, co obserwujemy za każdym razem, gdy z szeregów kapłańskich czy zakonnych wyskoczy z nagła kolejny renegat. „Niezależne” media takiego „dysydenta” kreują wówczas na kapłana niezłomnego XXI wieku, prawie na wzór Bruna, Franciszka, Husa, Lutra… ciemiężonych przez strasznych inkwizytorów. Oczywiście nie ma w tym ani krzty troski o Kościół, ale o jego zwalczanie.
A ks. Lemański? Lemański prowadzi bloga w gnieździe miłości, pokoju i tolerancji – natemat.pl. Zostanie, na jego nieszczęście, prędzej czy później zapomniany, odseparowany, odrzucony przez tęczowy salon. Klice znudzi się wkrótce jego zaangażowanie i sprawa. Kolejny ksiądz zrobił swoje. Został już efektywnie i efektownie wykorzystany. Przyjdzie następny. I wtedy, kiedy ks. Lemański będzie już sam, poniżony i ośmieszony, pierwszą osobą, która go przyjmie, jak syna marnotrawnego, będzie ks. abp Hoser właśnie.
Byleby tylko ks. Lemańskiemu, w tym przełomowym momencie, wystarczyło miłości, godności, pokory, skruchy i żalu za uczynione zło, aby przyjąć dar wybaczenia od pasterza i od instytucji, która dała mu dach nad głową, wykarmiła, wyedukowała, stworzyła szansę na rozwój. Tego mu z całego serca życzę.
Ponieważ Kościół to szpital polowy. To miejsce również dla takich poranionych istot jak ks. Lemański. Natomiast ja najbardziej żałuję tego, że w obliczu zmasowanych ataków na ks. abp. Hosera tak niewielu katolików ośmieliło się podjąć jego obrony i wyrazić solidarność z atakowanym i ośmieszanym pasterzem archidiecezji warszawsko-praskiej.
Przecież głównym powodem tych ataków jest aktywność ks. abp. Hosera, humanisty i lekarza, w zwalczaniu zdehumanizowanej metody zapłodnienia in vitro. To musi budzić wściekłość lobby, które chce na niej zarabiać także w Polsce. Radykalne środowiska socjalliberalne odniosły małe zwycięstwo. Swoją kampanią zastraszania zneutralizowały milczącą i bierną większość. Agresywna mniejszość jest w natarciu i nie składa broni. Będą następne ofiary przemysłu pogardy.
Dr Tomasz M. Korczyński