• Niedziela, 22 marca 2026

    imieniny: Katarzyny, Bogusława

Zwiększą kontrolę nad mięsem

Czwartek, 19 grudnia 2013 (09:23)

Od 1 kwietnia 2015 roku w całej UE trzeba będzie znakować kraj pochodzenia mięsa wieprzowego, drobiowego, a także baraniny, jagnięciny i mięsa koziego. Podobne regulacje od kilkunastu lat dotyczą wołowiny i cielęciny.

 Znakowanie ma poprawić bezpieczeństwo żywnościowe w krajach unijnych. Komisja Europejska wprowadza system COOL (od angielskiego terminu Country of Origin Labelling), uzgodniony z krajami członkowskimi. Dotyczyć on będzie mięsa świeżego, schłodzonego i mrożonego. Został opracowany w błyskawicznym, jak na unijne realia, czasie, bo postulat znakowania pojawił się po wybuchu w tym roku afery mięsnej, gdy dochodziło do licznych przypadków fałszowania gatunków i krajów pochodzenia mięsa na rynku wewnętrznym w UE i przy eksporcie.

Według założeń systemu COOL – wyjaśnia FAMMU/FAPA – kraje UE będą zobowiązane do oznakowania ostatniego państwa członkowskiego lub kraju trzeciego, w którym zwierzę było hodowane. Trzeba będzie też podać kraj, gdzie dokonano uboju zwierzęcia. Ważne jest to, że jako kraj chowu wskazuje się miejsce, gdzie zwierzę spędziło „znaczną część swojego życia”. W praktyce oznacza to, że np. w przypadku świń w wieku powyżej sześciu miesięcy producent będzie musiał podać jako kraj chowu to państwo, w którym zwierzę było tuczone przez okres ostatnich czterech miesięcy życia. Natomiast w przypadku drobiu ustalono termin chowu ptactwa na jeden miesiąc, a dla mięsa owczego i koziego przyjęty został sześciomiesięczny okres tuczu zwierzęcia w danym kraju, który ma pojawić się na metce.

Dla ubojni, zakładów mięśnych oznacza to dodatkowe obowiązki i koszty, ale COOL ma w dłuższej perspektywie przynieść korzyści konsumentom i przedsiębiorcom. Łatwiej będzie bowiem – przynajmniej takie są oczekiwania – np. walczyć z przemytem mięsa do UE. Rolnicy i przetwórcy od wielu lat bowiem alarmują, że do Unii trafia nielegalnie mięso z innych państw, gdzie nie przestrzega się norm hodowli, tuczu, jakich muszą przestrzegać unijni producenci. Oczywiście tego zjawiska nie da się całkowicie wyeliminować, ale można je ograniczyć.

O nowym systemie dyskutowano podczas posiedzenia SCoFCAH – Stałego Komitetu ds. Łańcucha Żywnościowego i Zdrowia Zwierząt, gdzie wskazano, że mogą być jednak problemy z wdrożeniem i kontrolą realizacji nowych przepisów. Dlatego postulowane jest, aby zacieśnić współpracę weterynaryjnych państw członkowskich i Komisji Europejskiej. Konieczne jest choćby przygotowanie szczegółowych wytycznych i interpretacji na temat prawa o znakowaniu mięsa. A jest to bardzo ważna kwestia. Jeśli bowiem ktoś popełni błąd przy oznaczaniu surowca, może zostać oskarżony o fałszowanie żywności. A takie zarzuty mogą mieć bardzo poważne konsekwencje prawne i finansowe dla zakładu mięsnego, bo grożą surowymi karami finansowymi, a przede wszystkim utratą wiarygodności producenta żywności w oczach konsumentów.

Przypomnijmy, że system znakowania kilkanaście lat temu został wprowadzony w przypadku wołowiny i cielęciny. Stało się to po wybuchu epidemi choroby „szalonych krów”. Jednak nie uszczelniło to na tyle obrotu mięsem, aby wykluczyć całkowicie przypadki jego fałszowania.

Krzysztof Losz