Fortuna Tuska „okrągłym stołem” się toczy
Środa, 18 grudnia 2013 (10:55)Porównując nonsensy dwóch ostatnich zjazdów delegatów krajowych, komunistów i libertynów, wkrótce, kto wie? Przyszłych koalicjantów czerwono-tęczowej koalicji, wydaje się, że Leszek Miller wypadł lepiej od Donalda Tuska.
Chociaż SLD powróciło do komunistycznych sloganów z odległej przeszłości, np. z (re)wizją 49 województw, to jednak konwencja lewicy miała charakter poważny. Tymczasem przedstawienie Tuska, bo to był wyłącznie jego bal sylwestrowy, co rusz bawiło widzów wysokim poziomem… absurdu.
Największy nonsens nadszedł wraz z propozycją premiera na odkurzenie Okrągłego Stołu, czyli symbolu zaprzęgnięcia wolnej Polski w układ z postkomunistami. Wedle woli Tuska przy „Okrągłym Stole XXI” wszyscy przedstawiciele ważnych partii politycznych i środowisk mieliby zasiąść do rozmów o Polsce, o Ukrainie, o Rosji, Unii Europejskiej.
„Jeśli na Ukrainie możliwa była taka próba, to na miłość Boga, dlaczego w Polsce nie można przy jednym stole porozmawiać o kilku polskich sprawach”, grzmiał premier, chociaż ostatnie słowa zdradzały łzawą histerię.
Zdroworozsądkowo myślący człowiek dobrze wie, że zastawiana w ten sposób przez Tuska pułapka na polityków z innych obozów politycznych miała za zadanie wciągnąć ich do zaprogramowanej gry i przytłoczyć, w nieodległej przyszłości współodpowiedzialnością za stan kraju. Armia PR, przy wsparciu usłużnych mediów rządowych, bezlitośnie by to potem wykorzystała.
Żaden z liderów konkurencyjnych partii, nie chce się na to nabrać, bo nikt temu rządowi nie ufa, nikt przede wszystkim temu człowiekowi nie ufa. Platforma idzie na dno razem z Tuskiem i żaden normalny polityk nie chce wskakiwać do tej szalupy, bo pociągnęłaby go za sobą w otchłań porażki.
Najszybciej wyczuł to Leszek Miller i ratował się rejteradą w najlepszym chyba momencie, wystawiając przy okazji premiera do wiatru. I to w jakim stylu! Pomachał mu z oddali stanowiskiem komisarza Unii Europejskiej, psując święta i sylwestra temu „najważniejszemu człowiekowi w państwie” (zob. red. Tomasz Lis).
Zignorowanie ważkiego historycznie gestu pojednania, nie omieszkała skarcić niezłomna TVN-owska wyznawczyni Tuskolandu, red. Kolenda-Zaleska na łamach „GW”. Napisała o nieokrzesanych obyczajach polityków polskich, którzy nie potrafią się nawet wspólnie do zdjęcia ustawić, a co dopiero o rozmowach poważnych mówić. A przecież skłóceni prezydenci USA umieją. I analizuje serię zdjęć z pogrzebu Nelsona Mandeli, gdzie George W. Bush razem z Barakiem Obamą i Billem Clintonem pozowali z uśmiechem do kamer.
Pani Kolenda-Zaleska wielką przykrość wyrządziła innemu sławnemu politykowi salonu. Nie doceniła zabiegów i wysiłków twórcy głębokiej filozoficznej maksymy „Zgoda buduje, niezgoda rujnuje”. Nie zauważyła nawet, nie opiewała słowem czynów wybitnego męża stanu z Budy Ruskiej, który przecież wspaniale wypełnił ten cywilizowany „trynd”, rehabilitując nie kogo innego jak samego Wojciecha Jaruzelskiego, też jakże wybitnego prezydenta. Wspólnych zdjęć nie brakuje podczas kolejnych posiedzeń Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Od listopada 2010 roku trochę się ich zebrało, a Kolenda-Zaleska zawzięcie milczy.
„Okrągły stół” jak koło fortuny miał się zakręcić i wynieść Tuska ku zwycięstwu, a stał się powodem żartów, i z lewa i z prawa. Tusk chyba naprawdę stracił zmysł polityczny, jeśli sądził, że ten tani propagandowy chwyt miał jakąkolwiek szansę na powodzenie. No, ale dobrze już, cisza, niech sobie pan premier zasiądzie przy tym stole sam, obmyślając kolejne genialne triki. Im więcej ich, tym szybszy zmierzch.
Dr Tomasz M. Korczyński