Europejski Mugabe wypuszcza księdza na wolność
Środa, 18 grudnia 2013 (10:00)Aresztowany 31 maja br. katolicki kapłan Władysław Łazar został po sześciu miesiącach nieoczekiwanie zwolniony z więzienia przez KGB. To wspaniała wiadomość, pomyślałem w pierwszej chwili. „Nasz Dziennik” informował bowiem o przykrym wydarzeniu aresztowania kapłana.
Niestety. Ksiądz Łazar podlega domowemu aresztowi. Jest oskarżony o zdradę państwa i szpiegostwo. Kapłan odpiera wszelkie zarzuty. W przypadku potwierdzenia podejrzeń grozi mu kara do 15 lat więzienia. Ksiądz arcybiskup Tadeusz Kondrusiewicz, metropolita mińsko-mohylewski, został poinformowany o zwolnieniu więźnia sumienia z więzienia w Mińsku. Ponieważ zgodnie z obowiązującymi zasadami JE Kondrusiewicz jest w pełni odpowiedzialny za swego podwładnego, otrzymał także instrukcję na temat odpowiedniego zachowania osadzonego. Podwładny biskupa ma znajdować się w stałym miejscu i zobowiązany jest do codziennego meldowania się na milicji.
Kapłanowi z Kartą Polaka wciąż grozi zatem długoletnie więzienie. Przypadki łamania praw człowieka na Białorusi, co bolesne, nikogo już nie dziwią. Dławienie opozycji, niszczenie wolności człowieka jest powszechne na wszystkich obszarach funkcjonowania Białorusinów w ich przestrzeni publicznej.
Istnienie dyktatury na Białorusi to hańba i wstyd dla nowoczesnej Europy, która się wprawdzie pochyla z troską nad życiem intymnym gejów, walczy o prawa kobiet do mordowania ich własnych dzieci, działa, by każdy obywatel, przede wszystkim jednak wyznawcy Allaha, mieli po równo, czyli więcej od wyznawców Boga Żywego – chrześcijan, natomiast zapomina o podstawowym prawie naturalnym, jak chociażby wolność religijna i walka w jej obronie.
Akty łamania podstawowych praw człowieka na Białorusi nie są czymś nowym. Jednak aresztowanie przez KGB i zarzuty wystosowane wobec ks. Łazara, proboszcza parafii Zesłania Ducha Świętego w Borysowie, są nieco innym przypadkiem niż dotychczas.
Do dziś reżim Łukaszenki wydalał niepokornych kapłanów z Polski, nie przedłużał im wizy, nie wpuszczał ich z powrotem do kraju, czasem postraszył, nachodził, gnębił urzędniczymi obowiązkami i formalnościami.
Jednak zdrada państwa przez obywatela białoruskiego, którym jest ksiądz Władysław, to już poważny akt oskarżenia.
W tym kontekście, to bulwersujące, że kraje europejskie, w tym Polska, nie potrafią sobie poradzić z człowiekiem, który zrobił ze swego kraju osobisty folwark, a jego poddani, 10 mln obywateli, pracują w ogromnym obozie pracy, jakim jest dziś Białoruś. Łukaszenka to taki europejski Robert Mugabe, który niszcząc wolność i godność jednostek, marnując życie kolejnych pokoleń, wciąż niesyty władzy, prowadzi kraj do katastrofy.
Reżim rozdaje ciosy z różną siłą, dawkuje i sprawdza następnie lojalność obdarowanych tą formą miłości Batiuszki środowisk. Najgorzej ma Kościół katolicki, jego liderzy i świeccy, bo to oni są w tym momencie najbardziej narażeni, ze względu na dwa ważne fakty.
Dla reżimu katolicyzm równa się, po pierwsze, znienawidzona polskość, po drugie, Kościół katolicki jest obszarem wciąż autonomicznym, niepoddającym się ingerencji, nie słuchającym poddańczo władcy, jak niestety w przypadku Kościoła prawosławnego, co nie może się oczywiście podobać.
Dyplomacja polska, znana w ostatnim czasie z rozwiązywania za pomocą jednego tweeta konfliktu na Bliskim Wschodzie, powinna błyskawicznie reagować na takie wydarzenia. Jak dotąd jeszcze nic nie uczyniła. Chociaż… może gdyby szef dyplomacji zaczął świergotać na Twitterze, czego to on nie robi dla sprawy polskiej i narodowej na Wschodzie, to może ks. Łazar siedziałby nadal w celi. Może więc nawet lepsza jest ta bierność i obojętność gabinetu Tuska-antypatrioty, bo jego aktywność niesie nam same szkody.
Więcej o sprawie ks. Łazara tutaj.
Dr Tomasz M. Korczyński