Na łasce Tuska
Wtorek, 17 grudnia 2013 (02:12)Usunięcie z Platformy Obywatelskiej, a w najlepszym wypadku zsyłka do Parlamentu Europejskiego – taki los czeka prawdopodobnie Grzegorza Schetynę.
Przebieg obrad Rady Krajowej Platformy Obywatelskiej wskazuje, że Tusk pozbył się już partyjnej opozycji, bo poza nielicznymi wyjątkami w nowym 28-osobowym zarządzie PO zasiadają wyłącznie jego stronnicy. Z ostatnim znanym politykiem, który był uważany za potencjalnego konkurenta Tuska – Grzegorzem Schetyną, premier właśnie się rozprawił, a chętnych do przejęcia pałeczki po byłym marszałku Sejmu nie widać. Członkowie Rady, z którymi rozmawialiśmy po posiedzeniu, nie byli zaskoczeni takim obrotem sprawy.
– Od dawna byliśmy w PO w mniejszości, a z każdym miesiącem grono schetynowców topniało, więc Grzegorz nie miał żadnych szans podczas tych wyborów – mówi nam jeden z parlamentarzystów Platformy. – Symboliczne jest to, że Grzegorza zaatakował z mównicy Tomasz Tomczykiewicz, kiedyś też uważany za schetynowca. Co prawda było to dawno temu, ale jednak – dodaje.
Nasz rozmówca przyznaje, że namawiał Schetynę, aby nie startował w wyborach do zarządu, bo przegra. Być może jednak przewodniczący sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych nie miał wyjścia i mimo świadomości klęski po prostu musiał stanąć do rywalizacji. Politycy PO wskazują na to, że Tusk zaapelował do Rady Krajowej o wybór zarządu, jaki on zaproponował, a wśród kandydatów premiera nie było Schetyny.
Dlaczego więc były wicepremier dał się „publicznie pożreć”? – Żeby udowodnić Tuskowi, że mu nie zagraża, i zachować szanse na uratowanie resztek kariery politycznej – uważa jeden z jego stronników.
A jednak poleci…
Andrzej Halicki, który zgłosił Schetynę do zarządu partii, należy do jego najwierniejszych współpracowników. Schetynowcy, którzy kiedyś trzęśli zarządem, teraz są w mniejszości, bo obok Halickiego do tej grupy należą jeszcze tylko Rafał Grupiński i Robert Tyszkiewicz.
Tylko że cała trójka weszła do zarządu z klucza: Grupiński jako szef klubu parlamentarnego, pozostali dwaj jako szefowie regionów: mazowieckiego (Halicki) i podlaskiego (Tyszkiewicz). To wątła siła, a jeśli potwierdzą się informacje, że Tusk chce usunąć z funkcji szefa klubu Grupińskiego, będzie ona jeszcze słabsza.
Grono schetynowców topnieje w klubie, ale jest ich też coraz mniej w terenie. Bo działacze po prostu kalkulują i widzą, że trzymanie z opozycją partyjną się nie opłaca. Wyjaśniają, że przecież to zarząd krajowy zatwierdza listy wyborcze do Sejmu, Senatu, Parlamentu Europejskiego czy sejmików wojewódzkich. A skoro Schetyna nie ma tam już praktycznie wpływów, to lepiej jest się od niego odcinać niż go popierać.
– Nikt nie jest głupi. Przecież jak na dłoni widać, że Tusk awansował głównie swoich bezkrytycznych wielbicieli, czego najlepszym przykładem jest wybór marszałek Sejmu Ewy Kopacz, która została zamiast Schetyny pierwszym wiceprzewodniczącym PO – tłumaczy poseł Platformy.
– To jasny sygnał, że krytykowanie premiera, nawet delikatne, będzie karane, a bezwzględna lojalność zostanie nagrodzona. Zresztą, przecież Tusk nie ukrywa, że za winnych spadku notowań naszej partii uważa tych, którzy „psują jedność” w Platformie, ujawniają afery, jak ta z kupowaniem głosów na Dolnym Śląsku – dodaje nasz rozmówca.
Co więcej, w PO słychać coraz częściej głosy, że wkrótce Donald Tusk wyrzuci Grzegorza Schetynę z partii. Bo choć poseł jest teraz bardzo słaby, to jednak cały czas jest przez premiera i jego otoczenie uważany za poważnego rywala, który w momencie klęski wyborczej PO i utraty władzy mógłby przejąć stery w partii i ich wszystkich odsunąć. Lepiej więc się go zawczasu pozbyć.
– Schetynę z radością wyrzuciłaby w polityczny niebyt nie tylko „spółdzielnia” wicemarszałka Cezarego Grabarczyka. Wśród osób, które od dawna prą do definitywnej rozprawy z byłym wicepremierem, znajdują się marszałek Kopacz i prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz – mówi osoba z otoczenia Tuska.
Ewa Kopacz publicznie straszy Schetyną, po posiedzeniu Rady Krajowej skarżyła się, że nie była pewna wyniku głosowania, bo obawiała się, że schetynowcy ją „wytną”. A Gronkiewicz-Waltz radziła Schetynie, aby teraz poświęcił swój czas rodzinie. A to nic innego, jak stwierdzenie: jesteś skończony, daj sobie spokój z polityką.
Nie ma szabel
Czy rzeczywiście były wicepremier z hukiem wyleci z partii? Może to być ryzykowna gra Tuska, przecież rząd ma niedużą większość i gdyby ze Schetyną odeszło sześciu posłów, koalicja PO – PSL byłaby mniejszościowa. Ale w taki scenariusz mało kto w Platformie wierzy.
– Poszłoby za nim najwyżej kilka osób. Przecież do PiS ich nie przyjmą, z Gowinem partii też nie stworzą, a kolejne nowe ugrupowanie na scenie politycznej nie ma szans na sukces. Platforma dołuje w sondażach, to prawda, ale wciąż daje naszym ludziom największe szanse na mandat i dlatego nie opłaca się szukać szczęścia gdzie indziej – prognozuje parlamentarzysta PO, który uważa się za sympatyka Schetyny.
Ale zaraz zastrzega, że na pewno nie opuści PO, jeśli jego mentor zostanie z partii usunięty. Podobnie myślą inni posłowie, senatorowie czy radni. Wynika więc z tego, że Tusk niewiele by ryzykował, usuwając Schetynę.
Upokorzyć Grześka i Bronka
Niewątpliwie Grzegorz Schetyna został upokorzony podczas posiedzenia Rady Krajowej. Wielu działaczy, którzy jeszcze niedawno drżeli przed Grzegorzem „ja cię zniszczę” Schetyną, teraz z satysfakcją skreślali jego nazwisko z listy kandydatów do zarządu. Trudno więc nie zgodzić się ze Zbigniewem Ziobrą, że w Platformie nie ma płaczu po Schetynie, bo wcześniej dał on się we znaki wielu osobom i zniszczył niejedną karierę. Robił to co prawda zazwyczaj przy pełnej aprobacie Tuska, ale to mu wcale nie pomaga, a wręcz przeciwnie.
W Platformie słychać też głosy, że rozprawa ze Schetyną pomoże premierowi w osłabieniu prezydenta. Bronisław Komorowski – co było publiczną tajemnicą – zawiązał koalicję z byłym marszałkiem Sejmu. Komorowski co prawda coraz rzadziej próbuje okazywać swoją odrębność wobec rządu i premiera, bo widzi słabość Schetyny, to jednak w sprzyjających warunkach ten sojusz mógłby zostać odbudowany. A Tusk nie po to walczy o niepodzielne przywództwo, aby dzielić się nim potem z prezydentem – Bronisław Komorowski ma być tylko „strażnikiem żyrandoli” bez najmniejszego wpływu na bieżącą politykę.
Sytuacja Schetyny jest więc nie do pozazdroszczenia. Nie można co prawda wykluczyć, że Tusk się nad nim zlituje i wyśle go do Parlamentu Europejskiego na polityczną emeryturę. Choć przestrogą dla szefa rządu jest casus Jerzego Buzka, który nie docenił łaski Tuska; tego, że z namaszczenia premiera był przez 2,5 roku szefem PE i „w podzięce” ostro krytykuje działania PO i PSL wobec otwartych funduszy emerytalnych. A Schetyna w europarlamencie miałby dużo czasu, aby jeździć po kraju i odbudowywać wpływy i Donald Tusk nie ma żadnego interesu, aby mu w tym pomagać.
Krzysztof Losz