Dzieci w separacji
Poniedziałek, 16 grudnia 2013 (02:00)Polskie konsulaty monitorują w krajach UE ponad 60 spraw związanych z opieką nad dziećmi, które mogą zakończyć się rozłąką z rodzicami. Blisko połowa z nich toczy się w Niemczech.
Skala ingerencji służb socjalnych w sprawy związane z opieką nad dziećmi polskich imigrantów jest stosunkowo niewielka – zapewnia zastępca dyrektora Departamentu Konsularnego MSZ Jarosław Łasiński.
Resorty spraw zagranicznych i sprawiedliwości zaprezentowały posłom informacje na temat odbierania dzieci polskim rodzicom w Norwegii, Niemczech, Francji i Wielkiej Brytanii. Opozycja krytykowała rząd za nieskuteczność.
Łasiński mówił, że skala ingerencji służb socjalnych w sprawy związane z opieką nad dziećmi obywateli polskich nie odbiega zasadniczo od poziomu ingerencji tych służb w stosunku do innych grup imigranckich. I jest stosunkowo niewielka w stosunku do skali emigracji z Polski oraz rosnącej liczby urodzin dzieci poza granicami. W jego ocenie, znacząca część interwencji jest uzasadniona.
Nadgorliwość urzędnicza
Wystąpienie Łasińskiego skupiło się na akcentowaniu, że działania służb socjalnych „przeważnie” są prawidłowe, bo dotyczą zjawisk patologicznych: wielokrotnego pozostawiania dzieci bez opieki, nadużywania alkoholu w ich obecności, narażania na niebezpieczeństwo, obrażeń z powodu braku nadzoru lub bicia.
Zdarzały się jednak przypadki ingerencji z powodów błahych, wynikające z nadgorliwości urzędników, jak i „prostych nieporozumień”.
– Nie ukrywam, że mieliśmy spore problemy z kwestiami związanymi z umieszczaniem dzieci w rodzinach zastępczych, tak w Niemczech, jak i w Wielkiej Brytanii. Ale jest to już czas przeszły. Jeżeli zachodzi potrzeba umieszczenia dziecka w rodzinie zastępczej, to oba te kraje starają się, by były to rodziny polskie – zapewniał Łasiński.
Powstrzymać uznaniowość
Strona rządowa tłumaczy, że w rozmowach z prawnikami z Wielkiej Brytanii jako kraju, gdzie przebywa najwięcej polskich imigrantów (ok. 1 mln dorosłych i 145 tys. dzieci), zwracano uwagę, by służby socjalne bardziej uwzględniały wywiad środowiskowy.
– Była prośba o wywiady środowiskowe wcześniej, zanim sąd podejmie decyzję o umieszczeniu dziecka w brytyjskiej rodzinie zastępczej – przekonywał wiceminister sprawiedliwości Wojciech Węgrzyn.
Polskie konsulaty monitorują obecnie ponad 60 spraw związanych z opieką nad dziećmi w krajach UE. Blisko połowa spraw toczy się przed niemieckimi sądami.
Informacja rządu nie zadowoliła posłów. Uznali ją za mało konkretną i nieodzwierciedlającą tragedii rodzin, którym obce państwo odbiera dzieci. Obecna na posiedzeniu komisji poseł PiS Dorota Arciszewska-Mielewczyk mówiła w tym kontekście o niemieckiej służbie socjalnej Jugendamt.
– Zdarzają się przypadki, że rodzice zmuszeni są wręcz do porywania własnych dzieci odebranych przez urzędników. W przypadku małżeństw mieszanych w grę wchodzi jeszcze zderzenie z interesami obywatela niemieckiego. Problem dotyczy również samotnych matek, którym dzieci odbierane są pod byle pretekstem – mówiła poseł, zaznaczając, że sentencje wyroków opierają się często na argumentacji, że nauka języka polskiego źle wpływa na wychowanie dziecka. Stąd zakaz jego używania w sferze publicznej.
– Rodzice odebranych przez Jugendamty dzieci nie mogą widywać ich latami, swobodnie z nimi rozmawiać, spotkania zaś, jeśli już do nich dochodzi, odbywają się pod ścisłą kontrolą – zaznaczyła Arciszewska-Mielewczyk.
– Dla Niemiec, kraju o bardzo trudnej sytuacji demograficznej, problemach z mniejszościami muzułmańskimi małe dziecko, białe, łatwe do asymilacji (…) jest skarbem. Państwo niemieckie z premedytacją działa na rzecz uzyskania młodych obywateli w trudnej sytuacji demograficznej. Mam wrażenie, że my jako państwo polskie, nasz rząd nie zauważamy tego problemu – argumentował z kolei Jan Dziedziczak (PiS).
Bezradny jak konsul
Przedstawiciele resortów zastrzegali jednak, że nie są stronami w postępowaniach sądowych za granicą, dlatego działania konsulów ograniczają się do monitorowania konkretnych spraw.
– Konsulowie są właściwie zdani na łaskę wymiaru sprawiedliwości obcego państwa – komentuje w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Witold Waszczykowski, były wiceminister spraw zagranicznych. – To nie konsul, ale minister w rozmowach bilateralnych może podnosić, że pewne praktyki są wobec jego obywateli dyskryminujące. Może w tym celu aktywizować organizacje polonijne. Oczywiście, może to nie przynosić spodziewanych skutków. Niemniej jednak trzeba próbować – dodaje.
– A takich działań nie ma. Od lat zabiegam o wspólne posiedzenie połączonych komisji: Łączności z Polakami za Granicą i Komisji Spraw Zagranicznych. Bez odzewu. Tu nie wystarczą same deklaracje rządu, potrzeba konkretnych działań. Polski rząd powinien wypracować doktrynę odnoszącą się do sytuacji polskich rodzin za granicą. Od lat o tym mówię i nic. Kończy się tylko na debatach i dyskusjach. A tymczasem polskie dzieci są odbierane rodzicom. I to jest skandal – kwituje Dorota Arciszewska-Mielewczyk.
Ostatecznie ustalono, że informacja obu resortów na temat odbierania dzieci polskim rodzicom ma być kontynuowana. Wiceprzewodnicząca komisji Joanna Fabisiak (PO) zapowiedziała złożenie wniosku o rozszerzenie materiału w tej kwestii; w jej ocenie zabrakło m.in. informacji o liczbie odbieranych dzieci w poszczególnych krajach.
Anna Ambroziak