Kubica w WRC
Piątek, 13 grudnia 2013 (11:06)Robert Kubica zasiądzie w przyszłym sezonie za kierownicą forda fiesty WRC i wystartuje we wszystkich 13 rundach rajdowych mistrzostw świata. Kubica będzie reprezentował zespół M-Sport, jednak jego głównym sponsorem pozostanie cały czas polski LOTOS.
Już od połowy tego roku, kiedy Robert Kubica zapewnił sobie tytuł mistrza świata w niższej kategorii rajdów WRC-2, niemal wszystkie czołowe teamy zabiegały o to, aby w przyszłym sezonie Polak reprezentował ich barwy.
I tak Kubicę namawiał debiutujący w przyszłym roku Hyundai, a także Citroen, w którego aucie jeździł niemal cały miniony rok. Ostatecznie, według polskiego mistrza, najkorzystniejsza okazała się oferta M-Sportu, który korzysta z samochodów Forda. Sami przedstawiciele koncernu chcieli, aby Robert był liderem ich fabrycznego zespołu i najprawdopodobniej związał się z nimi dłuższym, 2-3-letnim kontraktem. W związku z tym jednak, że dla Polaka priorytetem pozostaje walka o powrót do Formuły 1, nie chciał mieć związanych rąk, jeśli np. ten okazałby się możliwy już w sezonie 2015. Dlatego też wybrał reprezentowanie tego doskonałego teamu, jednak przy wsparciu prywatnego sponsora.
Jak wykazały tegoroczne występy Kubicy, nie brakuje mu ani umiejętności, ani szybkości, aby poradzić sobie za kółkiem maszyny typu WRC. Zdeklasowanie rywali w niższej kategorii świadczy o niebywałym talencie i umiejętności niezwykle szybkiej nauki i dostosowywania się do nowych warunków, czyli inteligencji. Nikt ze znawców motorsportu nie ma więc wątpliwości, że także w najwyższej kategorii rajdowej nasz mistrz doskonale sobie poradzi. Zdaniem wielu obserwatorów, polski kierowca będzie w stanie w przyszłym sezonie sporo namieszać w czołówce rywalizacji, a nawet walczyć o czołowe lokaty, zwłaszcza w rajdach asfaltowych.
Choć w swoim oficjalnym oświadczeniu M-Sport wyraża radość, że Robert będzie jego reprezentantem, to jednak z całą pewnością przedstawiciele teamu muszą być poniekąd rozczarowani, że to nie on będzie liderem zespołu. Za taką postawą przemawia choćby fakt zatrudnienia na fotelu kierowcy fabrycznego, obok doświadczonego Fina Miko Hirvonena, Elfyna Evansa. Ten młody brytyjski kierowca uważany jest za jeden z większych talentów na zapleczu mistrzostw świata. Wielokrotnie udowodnił, że te zapowiedzi są całkowicie zgodne z prawdą, niemniej jednak w całym sezonie nie był w stanie dorównać tempem Robertowi Kubicy.
Sam Robert nie krył radości, że będzie mógł wystartować w pełnym sezonie w najwyższej serii rajdowej. – Bardzo się cieszę, że wystartuję we wszystkich 13 rundach rajdowych mistrzostw świata za kierownicą forda fiesty WRC. Wsparcie mojego partnera, Grupy LOTOS, w połączeniu z wiedzą i doświadczeniem zespołu M-Sport stworzy solidne podstawy pod mój dalszy rozwój. Z niecierpliwością oczekuję na zdobywanie wartościowych doświadczeń na odcinkach WRC – powiedział Polak po ogłoszeniu swojej decyzji.
Start w całych mistrzostwach oznacza, że zobaczymy Roberta ponownie m.in. w Mikołajkach na trasach Rajdu Polski. Miniona runda (rozgrywana jeszcze także w niższej kategorii mistrzostw Europy ERC) nie wypadła pomyślnie dla naszego mistrza. To jednak nie będzie z pewnością najtrudniejsza z przepraw dla Kubicy w zaczynającym się już za mniej więcej miesiąc sezonie. Już 19 stycznia Polak zadebiutuje bowiem w najsłynniejszej z rund – Rajdzie Monte Carlo. Później czeka go wyprawa do Szwecji, gdzie z kolei po raz pierwszy sprawdzi swoje umiejętności jazdy na lodzie i śniegu. Kolejne, nowe i wymagające rundy (bo łatwych w kalendarzu WRC raczej nie ma) to Meksyk, Argentyna i Australia. Równie trudnym czynnikiem będzie w tej rywalizacji zgranie się z nowym pilotem, po tym jak na koniec tego roku ze współpracy zrezygnował Maciej Baran. Choć obecnie nic nie jest oficjalnie potwierdzone, najprawdopodobniej nowym partnerem Roberta na prawy fotelu będzie Jakub Gerber.
Sezon 2014 będzie więc kolejnym rokiem nauki i rehabilitacji dla Roberta Kubicy. Mając jednak w pamięci te same słowa, jakie padły przed jego debiutanckim sezonem w WRC-2, to jednak doskonale pamiętamy, jak się owa nauka zakończyła.
Łukasz Sianożęcki