• Niedziela, 22 marca 2026

    imieniny: Katarzyny, Bogusława

Wołowina – polski specjał eksportowy

Czwartek, 12 grudnia 2013 (10:43)

Polacy jedzą coraz mniej mięsa wołowego. To mięso co prawda cenimy za walory smakowe i odżywcze, ale kupujemy wieprzowinę i drób, bo są tańsze.

 

Agencja Rynku Rolnego wyliczyła, że w 2012 r. statystyczny Polak kupił i spożył 1,8 kg wołowiny, a w tym roku ma to być tylko 1 kilogram. Tymczasem jeszcze w 2004 roku konsumpcja wołowiny wyniosła 5,3 kg na osobę.

Danuta Rycombel, ekspert z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej, ten spadek tłumaczy tym, że w latach 2004-2012 wzrost cen detalicznych wołowiny był większy niż wieprzowiny i drobiu. I to jest zapewne główny powód tego, że w polskch domach rzadko gości wołowina.

– I trudno się dziwić, bo przecież dochody rodzin ciągle spadają, a szczególnie tych dotkniętych klęską bezrobocia. Ludzie więc oszczędzają i może by chętnie kupili wołowinę, tylko że ich na nią nie stać – mówi ekonomista Dorota Namysłowska.

Nic więc dziwnego, że spożycie wieprzowiny na głowę statystycznego Polaka było w 2012 roku 22 razy wyższe niż wołowiny, a drobiu – 15 razy. W tym roku ta różnica będzie jeszcze większa. Wiele osób z żalem rezygnuje z zakupu wołowiny albo robią to bardzo rzadko, raz, dwa razy do roku, bo to mięso jest cenione nie tylko przez smakoszy.

– Wołowina ma wiele walorów zdrowotnych – mówi dietetyk Agnieszka Szumińska. – Ma ona dużą zawartość łatwo przyswajalnego białka, zawiera też niedużo tłuszczu w przeciwieństwie do innych gatunków mięsa. Wołowina to także źródło witamin A, B, E, D, H i żelaza – dodaje.

Ponieważ rynek krajowy jest niewielki, nasi hodowcy i zakłady mięsne muszą nastawić się na eksport – na zagraniczne rynki trafia ponad 80 proc. naszej wołowiny, głównie w postaci surowego mięsa (82 proc. w strukturze eksportu). To dlatego w okresie od stycznia do września wyeksportowano z Polski 255 tys. ton żywca, mięsa oraz przetworów wołowych i cielęcych (o 1 proc. więcej niż w porównywalnym okresie 2012 r.). Biuro Analiz ARR wyliczyło też, że dodatnie saldo ilościowe w handlu zagranicznym wołowiną i cielęciną wyniosło 235 tys. ton, zaś saldo wartościowe – aż 732 mln euro.

Danuta Rycombel porównuje, że od 2004 roku eksport wołowiny wzrósł dwukrotnie. – Polska w latach 2010-2012 była drugim po Irlandii eksporterem netto mięsa wołowego. W Irlandii wynosił on rocznie 476,8 tys. ton, w Polsce 256,5 tys. ton, w Niemczech 139,8 tys., a w Holandii 88,8 tys. ton – informuje Rycombel. Dodaje, że konkurencyjność polskiej wołowiny wynikała głównie z jej relatywnie niskich cen w porównaniu z krajami starej Unii Eeuropejskiej. Eksportowi sprzyja też to, że państwa zachodnie nie są już samowystarczalne pod względem zaopatrzenia rynku w ten gatunek mięsa.

Ale jednocześnie udział wołowiny w produkcji mięsa w Polsce zmniejszył się z 14 proc. w latach 1995-1999 do 10 proc. w latach 2004-2011 – to właśnie skutek głównie spadku spożycia krajowego. Co ciekawe, udział Polski w latach 2010-2012 w produkcji wołowiny w całej Unii Europejskiej wynosił 5 proc., w eksporcie mięsa wołowego – 8 proc. a w eksporcie bydła –  7 proc. (dane te nie obejmują Chorwacji).

Trzeba jednak zauważyć, że u nas hodowla bydła ma w większości na celu produkcję mleka. Dla porównania: w Hiszpanii i Portugalii bydło jest przenaczone głównie na mięso, a we Francji i Wielkiej Brytanii mamy dwutorową hodowlę bydła. Danuta Rycombel przypomina, że w 2011 roku bydło hodowało niespełna 445 tys. gospodarstw, z czego 85 proc. krowy mleczne. I ten wskaźnik raczej się szybko nie zmieni.

Krzysztof Losz