• Niedziela, 22 marca 2026

    imieniny: Katarzyny, Bogusława

Akrobacje Szczurka

Czwartek, 12 grudnia 2013 (02:05)

Na początku rządów PO – PSL zadłużenie kraju wynosiło około 500 miliardów złotych, dziś już ponad 800 miliardów. Minister finansów Mateusz Szczurek uważa jednak, że wzrost długu jest „bardzo mały”.

 

Opozycja zapowiada głosowanie przeciw zaproponowanemu przez rząd budżetowi. Koalicyjna większość, dysponująca do tej pory zaledwie dwoma głosami ponad połowę liczby posłów, nie będzie już jednak musiała drżeć o wynik głosowania. Ekipę Donalda Tuska zasiliło czworo parlamentarzystów.

Poparcie dla Tuska rośnie, ale najwyżej wśród posłów – i to tylko tych, dla których wcześniejsze zakończenie tej kadencji Sejmu, np. w konsekwencji przegrania przez koalicję głosowania dotyczącego istotnej dla rządu ustawy, równałoby się z przedwczesnym zakończeniem przygody z poselską dietą, bez perspektywy na reelekcję.

Koalicja PO – PSL urosła o czworo byłych posłów Palikota, którzy ostatnio tworzyli koło poselskie Inicjatywa Dialogu. Szef klubu PSL Jan Bury ogłosił wczoraj, że „po trzech miesiącach rozmów” porozumieniem zakończyły się negocjacje z posłami: Haliną Szymiec-Raczyńską, Bartłomiejem Bodiem, Dariuszem Dziadziem i Arturem Bramorą.

– Posłowie złożyli formalnie deklarację wstąpienia do klubu PSL. (…). Klub PSL będzie liczył 33 posłów, koalicja rządowa zwiększy swoją siłę o czterech posłów. To ważne przed piątkowym głosowaniem nad budżetem na 2014 rok – mówił wczoraj Bury.

Debiut ministra

W czasie drugiego czytania projektu ustawy budżetowej w Sejmie kluby opozycji jednoznacznie zapowiedziały wczoraj głosowanie przeciwko zaproponowanemu przez rząd Donalda Tuska budżetowi. Minister finansów Mateusz Szczurek, który wczoraj po raz pierwszy brał udział w sejmowej debacie, ocenił, że zaprojektowany na przyszły rok budżet „nie jest łatwy”, choć – jak uznał – jest możliwość, że wzrost gospodarczy może być w przyszłym roku wyższy od planowanego na poziomie 2,5 procent.

Szczurek ocenił, że przyszłoroczny budżet jest „bezpieczniejszy” niż tegoroczny ze względu na bezpieczniejszą sytuację gospodarczą. Ale też przyjęty w projekcie wskaźnik inflacji – 2,4 proc. jest dość wysoki i – według Szczurka – dochody budżetowe mogą ucierpieć, jeśli faktycznie inflacja będzie niższa od założonej.

– Nie oczekujemy, że wzrost gospodarczy będzie silny jak w 2011 roku [PKB wzrósł o 4,3 proc. – red.], nie oczekujemy, że wrócimy do normalności pod tym względem, że bezrobocie spadnie do poziomu, który by satysfakcjonował rząd, ale ryzyko recesji jest już za nami, a to oznacza, że możemy z większym bezpieczeństwem planować dalszy rozwój systemu podatkowego, z większym bezpieczeństwem i oczekiwaniem patrzeć na przyszłość i na dalsze priorytety rozwojowe – mówił minister Szczurek.

Odnosił się także do zarzutów formułowanych przez posłów opozycji odnośnie do zwiększenia bezrobocia podczas rządów PO – PSL czy też wzrostu zadłużenia kraju. W interpretacji rzeczywistości nie odbiegał jednak od swojego poprzednika na stanowisku ministra finansów.

Posłowie podnosili, że na początku rządów PO – PSL zadłużenie kraju wynosiło trochę ponad 500 miliardów złotych, a obecnie już ponad 800 miliardów. Szczurek oceniał jednak, że wzrost długu jest „bardzo mały”. – Zmiana w relacji długu do PKB w latach 2008-2012 w Polsce wynosiła 10,6 proc. PKB. To mniej niż połowa tego, co przeciętnie działo się w Unii Europejskiej. (…) Wzrost długu publicznego był niemal najmniejszy w całej Unii Europejskiej – mówił Szczurek. Jak zaznaczył, „nie należy ekscytować się kwotami nominalnymi”.

Desperacja koalicji

Sytuacja na rynku pracy ma też nie być tak zła, jak rysuje to opozycja. W listopadzie stopa bezrobocia wyniosła według GUS 13,2 proc., a np. na koniec 2007 roku, pod koniec rządów Prawa i Sprawiedliwości, 8,9 procent. Minister finansów stwierdził, że pod koniec 2007 r. stopa bezrobocia w naszym kraju należała do najwyższych w Unii Europejskiej, podczas gdy obecnie Polska jest wśród państw Unii Europejskiej, w których następuje największy wzrost liczby pracujących w gospodarce. Jednak do oficjalnych statystyk trzeba doliczyć ukryte bezrobocie na wsi – około 1 mln osób oraz co najmniej 2 mln ludzi, którzy wyjechali w poszukiwaniu pracy za granicę.

Wniosek o odrzucenie projektu budżetu państwa zgłosiła Solidarna Polska. Wiceprezes Prawa i Sprawiedliwości Beata Szydło, informując, że klub nie zagłosuje za tym budżetem, oceniła, że projekt jest wyrazem aktu desperacji ze strony rządzącej koalicji.

– Ma przede wszystkim utrzymać koalicję przy władzy i dać szansę na prolongowanie jej rządów w roku następnym – stwierdziła Szydło. Zarzuciła rządzącym przede wszystkim brak wizji inwestycji wpływających na rozwój kraju, a jedynie oczekiwanie, aż spłyną środki z funduszy unijnych.

W przyszłorocznym budżecie zaplanowano 47,7 mld zł deficytu. Dochody budżetu wynieść mają 276,9 mld zł, a wydatki – 324,6 mld złotych. W projekcie uwzględniono m.in. oszczędności dzięki przejęciu przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych połowy aktywów z otwartych funduszy emerytalnych – ma to przynieść budżetowi ok. 9 mld zł, a także podwyżkę, na kolejne trzy lata, stawek podatku VAT. Wzrośnie – o 15 proc. akcyza na alkohol, a o 5 proc. akcyza na wyroby tytoniowe. Przez kolejny rok zamrożone pozostaną także płace w sferze budżetowej.

Artur Kowalski