Boko Haram działa także w Kamerunie
Środa, 11 grudnia 2013 (09:53)Według meldunków międzynarodowego dzieła chrześcijańskiego Open Doors, nigeryjskie bojówki terrorystyczne, odnoga Al-Kaidy w tym regionie dokonuje coraz skuteczniejszych ataków. Ostatnio zaczęły grasować w Kamerunie.
W zamachach nigeryjskiego ugrupowania Boko Haram w Kamerunie zabito misjonarza, a wiele kościołów zostało podpalonych. Misjonarz Christian Missionary Foundation, David Dina Mataware został zamordowany 13 listopada niedaleko granicy swojej ojczyzny – Nigerii. Tego samego dnia w tej okolicy porwano również francuskiego duchownego Georges’a Vandenbeusch. Jego los jest jak dotąd nieznany.
Zbrodnie miały być koordynowane przez Ansaru, które jest jedną z frakcji grupy Boko Haram. W tym roku organizacja przyznała się do porwania i zamordowania siedmiu robotników budowlanych w Kamerunie.
„Nieokreślona ilość uzbrojonych mężczyzn wtargnęła o północy do Kamerunu”, relacjonuje jeden z informatorów Open Doors. „W drodze powrotnej zaatakowali oni fabrykę CMF. Niestety, jednemu z sześciu misjonarzy podcięto gardło. Pięciu innym udało się uciec”.
Ataki
W czasie weekendu od 15 do 17 listopada wzdłuż granicy z Nigerią wydarzyło się kilka brutalnych zajść. Łącznicy Open Doors donoszą o zamachach na dziesiątki budynków, w tym na kościół w Tourou (Kamerun).
Po nigeryjskiej stronie miasta granicznego spalono między innymi kościół. Co najmniej cztery osoby zginęły, a wielu zostało rannych. Chociaż wzmocniono obecność sił bezpieczeństwa, mieszkańcy wioski ciągle obawiają się nieustannych ataków ze strony islamistów z Nigerii.
Kamerun graniczy m.in. z Nigerią, Republiką Środkowoafrykańską oraz z Czadem. W ostatnich latach wzrosła na tych obszarach przestępczość. Śmiertelne zamachy Boko Haram od 2009 r., jak również ofensywa nigeryjskiego rządu przeciwko Boko Haram wygnały tysiące uchodźców do krajów sąsiadujących z Kamerunem i Nigerią i nie wróżą bezpiecznych świąt Bożego Narodzenia. Północne części Kamerunu stały się bazą dla wojujących islamistów. Niepokojące jest szczególnie to, że lokalne władze (północne części Kamerunu zamieszkują głównie muzułmanie) wydały kilku Nigeryjczykom kameruńskie paszporty.
„Wielu domniemanych sprawców ataków zostało oficjalnie obywatelami Kamerunu, przez co mogą swobodnie się poruszać, po tym jak przeprowadzili zamachy w Nigerii”, skarży się Emmanuel Momo, prezes organizacji na rzecz praw człowieka Cameroon Human Rights Monitoring.
Próżna nadzieja w siłach bezpieczeństwa
„Gdy Boko Haram w listopadzie rozsyłało listy z pogróżkami i groziło porwaniami, władze dotkniętej zagrożeniem dzielnicy Mora, milczały. Jak można to wyjaśnić?”, pyta Momo.
„Gdzie były siły bezpieczeństwa, gdy francuski duchowny został porwany przez konwój 18 motocykli z uzbrojonymi mężczyznami, którzy poruszali się przed północą główną ulicą?”.
Cameroon Human Rights Monitoring poinformowało m.in. w czasie Wielkanocy w 2012 r. o zamachu, za którym przypuszczalnie stało Boko Haram. Zniszczono wówczas wiele kościołów, kilku ofiarom podcięto gardła, inni zostali pobici na śmierć lub spaleni żywcem. W listopadzie prezydent Nigerii Goodluck Jonathan poprosił o pomoc w walce z Boko Haram.
Dr Tomasz M. Korczyński