• Niedziela, 22 marca 2026

    imieniny: Katarzyny, Bogusława

Zielone cięcia

Środa, 11 grudnia 2013 (02:00)

Ministerstwo rolnictwa chce znacznie ograniczyć dotacje dla gospodarstw ekologicznych. Protestują gospodarze i posłowie, ostrzegając, że taka polityka doprowadzi do rezygnacji z tego typu produkcji.

Nowe zasady miałyby obowiązywać w ramach Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2014-2020. Cięcia – zdaniem opozycji – wymusza to, że Polska otrzymała o kilka miliardów euro mniej pieniędzy na rolnictwo w nowym unijnym budżecie w stosunku do tego z lat 2007-2013.

Wiceminister rolnictwa Zofia Szalczyk przekonuje zaś, że trzeba wprowadzić ograniczenia, bo gospodarstw ekologicznych stale przybywa, a nie można w nieskończoność zwiększać funduszy na ich wsparcie.

– W 2013 roku płatności rolnośrodowiskowe [dostają je rolnicy ekologiczni – przy. red.] wyniosą 1,6 mld złotych. Nie ma szans, aby zwiększać stale te wydatki – mówi wiceminister Szalczyk. – Musi być czynnik ograniczający pomoc, inne grupy beneficjentów PROW też oczekują wsparcia – wyjaśnia.

Duzi stracą

W Polsce działa ponad 25 tys. gospodarstw ekologicznych – najwięcej w województwach: warmińsko-mazurskim, zachodniopomorskim i podlaskim. Zajmują one powierzchnię ponad 660 tys. ha (3,4 proc. powierzchni wszystkich gospodarstw rolnych w Polsce). I od kilkunastu lat obserwujemy dynamiczny rozwój tego sektora. Zofia Szalczyk przyznaje, że w latach 2003-2012 obszar zajmowany przez ekogospodarstwa wzrósł jedenastokrotnie. W dużym stopniu był to efekt systemu dotacji rolnośrodowiskowych.

W latach 2014-2020 dopłaty te zastąpi odrębny program dla rolnictwa ekologicznego. Będą dalej obowiązywać pakiety wsparcia ze względu na rodzaj prowadzonej produkcji, ale już wiadomo, że resort rolnictwa chce ograniczyć dopłaty, wprowadzając limity powierzchniowe. Teraz płatności wynoszą od 260 zł do 1800 zł za każdy hektar ziemi w zależności od rodzaju upraw, oprócz płatności podstawowych, które otrzymuje każdy rolnik.

Po wprowadzeniu limitów, w przypadku upraw rolniczych (np. zboża, rzepak) pełne dopłaty otrzyma rolnik tylko na pierwsze 20 ha plantacji. Dopłaty spadają o połowę w przedziale 20-30 ha, a to, co rolnik uprawia powyżej 30 ha, nie będzie już objęte dopłatami ekologicznymi. W przypadku warzyw te limity to odpowiednio: 15 ha (100 proc. dopłat) i 15-30 ha (50 proc.). W przypadku trwałych użytków zielonych płatności będą przysługiwały tylko do powierzchni 15 ha, a właściciele sadów i upraw zielarskich będą mieli jeszcze niższy limit – 10 hektarów.

Przeciwko takim zmianom protestują rolnicy i posłowie z sejmowej komisji rolnictwa. Rolnicy argumentują, że krzywdzi się osoby, które sporo zainwestowały w tę produkcję, zadłużyły się na duże kwoty, aby rozwijać gospodarstwa. Kazimierz Tur ze Związku Zawodowego Rolników Ekologicznych św. Franciszka z Asyżu twierdzi, że ministerstwo szuka oszczędności nie tam, gdzie powinno. Jego zdaniem, dotacje trzeba odbierać np. tym osobom, które mają trwałe użytki zielone, ale nie hodują zwierząt, bo to znaczy, że chodzi im tylko o wyciągnięcie dotacji. Podobnie rzecz się ma z właścicielami plantacji sadowniczych, gdzie nie zbiera się owoców. – Tu trzeba robić oszczędności – uważa Kazimierz Tur.

Danuta Pilarska ze Stowarzyszenia Producentów Żywności Metodami Ekologicznymi „Ekoland” podkreśla, że takie cięcia dotacji nie zdarzają się w żadnym innym unijnym kraju. – Ucierpią na tym przede wszystkim rolnicy – zaznacza Pilarska. Jej zdaniem, to, co proponuje ministerstwo rolnictwa, to utrudnianie działalności ekologicznych gospodarstw. Według niej, kiepsko funkcjonuje nadzór państwowy nad tym sektorem, który nie wyłapuje nieuczciwych ekogospodarstw.

Posłowie się dziwią

Ekologiczni rolnicy mają wsparcie posłów, którzy dziwią się planom ministerstwa. – Eko ma być priorytetem, ale jak to się ma do tego, że w latach 2014-2020 proponuje się zwijanie, a nie rozwijanie gospodarstw ekologicznych? – pytał poseł Zbigniew Babalski (PiS). Jego zdaniem, małe gospodarstwa nie będą konkurencyjne wobec innych krajów UE. – Nie mamy pieniędzy i stąd ograniczanie, ale brakuje odwagi, żeby o tym powiedzieć – podkreślił Babalski.

Marek Sawicki (PSL), były minister rolnictwa, nie rozumie propozycji resortu. Wskazuje, że Polska ma warunki, aby stać się znaczącym producentem żywności ekologicznej w Europie, ale projekt resortu w tym przeszkodzi.

– Kto wam podpowiedział, aby obniżać progi powierzchniowe? – pytał urzędników ministerstwa rolnictwa poseł Sawicki. – 50 ha to jest to minimum, gdy rolnik może podjąć konkurencję na rynku. Ustawa o ustroju rolnym mówi o 300 ha, proszę opierać się o tę ustawę, ewentualnie zostawić obecne rozwiązania – radził Marek Sawicki. I ostrzegał ministerstwo rolnictwa: „Chcecie zablokować koncentrację, to pomysł uwsteczniający, a nie rozwijający polskie rolnictwo ekologiczne”.

Jan K. Ardanowski (PiS), były wiceminister rolnictwa, zaznaczył, że Polska ze względu na pewne zapóźnienia może mieć wyjątkową okazję, by rozwinąć produkcję ekologiczną, by wypełnić europejską niszę rynkową. On też radził rządowi, żeby zamiast obcinać dotacje wszystkim rolnikom, odebrać pomoc tym gospodarstwom, które tak naprawdę nie prowadzą produkcji, bo nie dostarczają żywności ekologicznej na rynek.

– Nie ma powodu, by wspierać gospodarstwa niedostarczające na rynek żadnych produktów, a istnieją dlatego że – jak mówią ekolodzy – ich właściciele w ten sposób „stosują swoją filozofię życia” – argumentował Ardanowski.

– Są gospodarstwa nastawione na wyłudzanie wsparcia finansowego – podkreślił. Zdaniem Ardanowskiego, to, co zaproponowało ministerstwo rolnictwa, jest zaprzeczeniem całej idei polityki rolnej, której celem jest dążenie do koncentracji produkcji rolnej w dużych gospodarstwach.

– Jest presja na powiększanie gospodarstw, a jednocześnie w rolnictwie ekologicznym, które wymaga dużych powierzchni, chcemy wsparcie ograniczać. To nielogiczne – uważa poseł PiS.

Według niego, rząd, zamiast szukać tu oszczędności, powinien skoncentrować się na wspieraniu przetwórstwa i ułatwianiu rolnikom bezpośredniej sprzedaży ich żywności. Zamiast tego jest jednak –uważa Ardanowski – niechęć Ministerstwa Finansów i inspekcji nadzorujących rolnictwo ekologiczne.

Wiceminister Zofia Szalczyk protestuje przeciwko oskarżaniu rządu o niszczenie rolnictwa ekologicznego. Przekonuje, że tych największych ekogospodarstw jest tylko 3 proc., a ograniczenie finansowania to nie to samo co niszczenie.

– Nie jest to propozycja ograniczenia liczby beneficjentów, ale umożliwia ona jak największej liczbie rolników możliwość składania wniosków i otrzymywania pomocy – stwierdza Szalczyk. Jak argumentuje, cały czas trwają konsultacje nad PROW 2014-2020, a projekt, który teraz przedstawiło ministerstwo, także powstał po konsultacjach z organizacjami rolniczymi. Projekty konkretnych rozporządzeń i innych aktów prawnych dotyczących rolnictwa ekologicznego mają być znane za kilka miesięcy.

Krzysztof Losz