Bez konkretów
Środa, 1 sierpnia 2012 (07:24)Dużo historycznych symboli, mało konkretów i pominięcie osoby Lecha Kaczyńskiego wśród licznych historycznych odniesień - tak wyglądało przemówienie gubernatora Mitta Romneya w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego.
Polskę i Polaków Romney określił jako kraj sukcesu gospodarczego, udanego wyjścia z komunizmu, wolności i swobód politycznych. Wcześniej spotkał się z prezydentem, premierem Tuskiem i szefem polskiej dyplomacji, a więc z politykami, których działania są komplementarne wobec polityki Obamy: wycofania USA z Europy, resetu z Rosją i rezygnacji ze strategicznego sojuszu z Polską.
Wśród licznych odwołań do wspólnej historii, idei wolności, demokracji, postaci Jana Pawła II Romney oczywiście zapewniał o polsko-amerykańskim sojuszu i przyjaźni. Państwa takie jak Wielka Brytania, Izrael i Polska przedstawił jako oś głównych sojuszników Ameryki w polityce europejskiej i regionalnej.
Romney mówił również, że Polacy to Naród z ogromnym historycznym dziedzictwem, który jest wzorem rozwoju gospodarczego w sytuacji kryzysu, jaki dotyka Unię Europejską.
- Polska nie ma większego przyjaciela i sojusznika. Pomogliście nam uzyskać niepodległość, podnieść żelazną kurtynę, razem walczyliśmy i umieraliśmy, mamy wspólne cele, nie da się tego rozdzielić. Wspólnie maszerujemy. Niech Bóg was błogosławi, niech błogosławi Ameryce i wielkiemu polskiemu Narodowi - zakończył swoje wystąpienie Romney.
Zabrakło jednak słowa o lojalnym sojuszniku USA, tragicznie zmarłym prezydencie Lechu Kaczyńskim, a także spotkania z opozycją. Zdaniem Krzysztofa Szczerskiego, posła PiS i byłego wiceszefa MSZ, było to najsłabsze wystąpienie podczas podróży republikańskiego kandydata na prezydenta do Europy.
- Oczywiście najsłabsze, jeśli chodzi o przekaz polityczny. W porównaniu z tym choćby, co powiedział w Izraelu. Ot, takie tradycyjne wystąpienie do Polaków, w którym znalazło się sporo odwołań do historii, Papieża, "Solidarności", braterstwa broni, ale za mało konkretów. Trochę rozczarowujące, tak jak rozczarowująca była lista osób, z którymi się spotkał podczas pobytu w Polsce - podkreśla wykładowca z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
- Przemówienie spokojne, stonowane, kojące, ale nie porywające. Na pewno jednak wielu ważnych elementów w nim zabrakło, szczególnie tych związanych z obecną sytuacją międzynarodową, w jakiej znalazła się Polska, mimo pewnych odniesień dotyczących łamania swobód demokratycznych w Rosji - komentuje Witold Waszczykowski, dyplomata. W ocenie Szczerskiego, wynika to z faktu, kto organizował tę wizytę.
Czekanie na korektę
- Ci, którzy się z nim w Polsce spotkali, na pewno nie oczekują od niego korekty polityki zagranicznej, zmiany polityki wobec Rosji. Ani prezydent Komorowski, ani premier Tusk tego nie oczekują i w tym widzę osłabienie jego przekazu w Polsce - mówi Szczerski. W jego ocenie, obecne polskie przywództwo doskonale czuje w się w realiach polityki Obamy w Europie, wobec Rosji i Polski.
- Jesteśmy, można powiedzieć, w przypadku prezydenta Komorowskiego i jego doradcy pana Kuźniara realizatorami polityki resetu - wskazuje Szczerski.
Rozczarowująca jest lista rozmówców Romneya w Polsce. O czym więc rywal Baracka Obamy w prezydenckim wyścigu w USA mówił do Polaków i naszych elit politycznych, a także własnych wyborców z Ameryki? Podkreślał, że istnienie NATO utrzymuje pokój w Europie od ponad 50 lat i jest wciąż gwarantem narodowego bezpieczeństwa. Polskę, Wielką Brytanię i Izrael określił jako kraje, dla których ważne są wartości takie jak demokracja, życie w pokoju.
- Musimy być wierni tym, którzy są wierni w Ameryce. Solidarność jest tym, co pomoże Polsce i USA sprostać wyzwaniom przyszłości - mówił Romney.
Przypomniał, że podczas wizyty w Londynie wspominał postać Winstona Churchilla, który po raz pierwszy powiedział o istnieniu żelaznej kurtyny, a teraz fakt, że przemawia do "kobiet i mężczyzn" z Polski, którzy pomogli ją podnieść.
Romney uczynił mnóstwo symbolicznych odniesień do najnowszej, i nie tylko najnowszej historii, w tym m.in. obrony Westerplatte i Stoczni Gdańskiej. W przeddzień rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego oddał hołd powstańcom, przypominając, że miasto zostało zniszczone.
- Duch jednak przetrwał. Wolni ludzie wiedzą o Polsce tyle, że w najczarniejszych godzinach ubiegłego wieku dawali nadzieję siłą i duchem. Ośmieszyliście ciemięzców i nieśliście światło i wolność - akcentował.
- W Polsce w 1979 r. syn tego kraju wypowiedział słowa, które obaliły imperium i przyniosły słowa, które dały wolność milionom - dodał, przypominając pierwszą i historyczną pielgrzymkę Ojca Świętego Jana Pawła II do Ojczyzny oraz homilię wygłoszoną podczas Mszy św. w Warszawie.
Przypomniał Kazimierza Pułaskiego, Konstytucję 3 Maja, sytuacje, które łączyły Polaków i Amerykanów, wojnę o niepodległość, I i II wojnę światową, operacje w Iraku i Afganistanie. Odwołań było więcej, szczególnie do polskiego Papieża.
- Jan Paweł II wiedział, że naród to nie tylko flaga i terytorium, ale wartości i ludzie, wola bycia wolnym - tłumaczył Romney. W kontraście do nich wymienił listę regionów i krajów, w których te wartości są dławione.
- Są miejsca, gdzie wolność spotyka się z opresją, Białoruś, świat arabski, Syria, Wenezuela, Afryka i Rosja. Na tym tle Polska świeci przykładem i jest obrońcą wolności - podkreślał.
Dotkliwy brak
W imieniu organizatora spotkania - Polskiego Instytutu Stosunków Międzynarodowych - dyrektor tej instytucji Marcin Zaborowski mówił, że polsko-amerykańskie relacje były kluczowe, choć w ostatnim czasie nie tak spektakularne jak w latach 90. Przypomniał, że USA wsparły budowę wspólnego rynku w Europie, a gdyby nie Ronald Reagan, Polska byłaby prawdopodobnie częścią imperium sowieckiego.
Przywołał wizytę George´a Busha seniora z 1987 r., wówczas wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych, który w obecności przedstawicieli komunistycznych władz deklarował, że Ameryka Polaków nie opuści.
Jeśli rzeczywiście wizyta republikańskiego kandydata miała służyć głównie jego kampanii prezydenckiej, przychylnemu przyjęciu jej przez amerykańskich polonusów, to zabrakło w niej odniesienia do osoby Lecha Kaczyńskiego.
- Lech Wałęsa jest przez Polonię nielubiany, a w przeciwieństwie do Obamy jego krótka wizyta w Krakowie mogła zostać przedstawiona na kontrze do tego, w jaki sposób zachował się prezydent Obama, rezygnując z przylotu na pogrzeb w Krakowie z powodu pyłu wulkanicznego - dodaje Waszczykowski.
Bardziej stanowczo wypowiada się Szczerski. Fakt, że Romney nie odniósł się do osoby Lecha Kaczyńskiego, to w jego ocenie dyplomatyczny nietakt. Szczerski tłumaczy to faktem zmonopolizowania wizyty przez tych, którzy ją w Polsce organizowali, a więc m.in. Instytut Lecha Wałęsy.
- To tak, jakby ktoś dwa lata po śmierci Kennedy´ego nie wspomniał o jego śmierci. Tłumaczę to tym, że wizytę tę organizowali ci, którzy prezydenta Kaczyńskiego w Polsce po prostu nienawidzili - podkreśla poseł.
Maciej Walaszczyk