• Niedziela, 15 marca 2026

    imieniny: Klemensa, Ludwiki, Longina

Pierwsze soboty – prawdziwy ratunek

Wtorek, 10 grudnia 2013 (02:00)

W zamyśleniu o drodze fatimskiej dzień dzisiejszy ma wyjątkowe znaczenie. Jest to 88. rocznica objawienia, jakie miała Łucja dos Santos, postulantka w Zgromadzeniu Sióstr św. Doroty w Pontevedra, w Hiszpanii, a dotyczyło ono praktyki pierwszych sobót miesiąca.

W jej notatce czytamy: „10 grudnia 1925 ukazała mi się Najświętsza Dziewica i obok Niej, niesione przez świetlaną chmurę, Dzieciątko Jezus. Najświętsza Dziewica położyła rękę na moim ramieniu i pokazała mi jednocześnie Serce otoczone cierniami, które Ona trzymała w drugiej ręce. Równocześnie Dzieciątko Jezus mi powiedziało: ’Miej współczucie dla Serca Najświętszej Matki, pokrytego cierniami, które niewdzięczni ludzie każdej chwili w nie wbijają, a nikt przez akt zadośćuczynienia ich nie wyciąga’”.

Następnie Najświętsza Dziewica mi powiedziała: „Patrz, moja córko, moje Serce jest otoczone cierniami, które niewdzięczni ludzie każdej chwili w nie wbijają przez swoje bluźnierstwa i niewdzięczność. Ty przynajmniej staraj się mnie pocieszyć i mów, że wszystkim tym, którzy przez pięć miesięcy, w pierwszą sobotę przystąpią do spowiedzi, przyjmą Komunię Świętą, odmówią Różaniec i dotrzymają mi towarzystwa przez piętnaście minut, rozważając piętnaście tajemnic różańca w duchu zadośćuczynienia, obiecuję, że będę przy nich w godzinie śmierci, z wszystkimi łaskami potrzebnymi do zbawienia duszy”.

10 grudnia 1925 r. s. Łucja była sama. Franciszek umarł 4 kwietnia 1919 r., w sierpniu tegoż roku jej ojciec Antoni. Hiacynta zmarła 20 lutego 1920 roku. Łucja nie nadążała za tokiem tych zdarzeń. Została sama z tajemnicą powierzoną przez Matkę Bożą. Biskup José Alves Correia da Silva, który powołał komisję dla zbadania objawień, dla dobra sprawy wysłał Łucję do Vilar, gdzie nikt jej nie znał ani ona nikogo. Ze swojej wioski wyszła 16 czerwca 1921 r. wraz z matką i tylko ona wiedziała, gdzie będzie córka. Łucja po prostu miała zniknąć z horyzontu. Została przyjęta do szkoły jako Maria Dolores spod Lizbony i zaczęła żyć jako nieznana dziewczyna, nic nikomu nie mówiąc o swojej prawdziwej historii i objawieniach – zachowując „nienaruszoną tajemnicę”.

Oto powierniczka objawień, Maria Dolores. Dziewczyna osiemnastoletnia, na obcej ziemi, żyjąca pod pseudonimem, w otoczeniu niezbyt życzliwym; o objawieniach w Cova da Iria, które były dla niej czymś najważniejszym, mówić jej nie wolno, a do tego matka, złączona z nią tajemnicą jej zniknięcia, co do objawień ma wątpliwości, podejrzewa ją o kłamstwo.

Siostra Maria Dolores (do profesji wieczystej 3 października 1934 r.) – młoda dziewczyna, ciągle doświadczana życiem, żyjąca duchem posłuszeństwa władzy kościelnej i zawierzenia Bogu w swojej słabości, z poczuciem wielkiej odpowiedzialności! Takiego narzędzia Bóg potrzebował. A jej gorliwość i skrupulatna wierność w wypełnianiu poleceń i żądań Matki Bożej i Pana Jezusa jest wzorem, jak przyjmować to, co daje Niebo.

Nabożeństwo pierwszych sobót – wielka obietnica i pewny ratunek, podany biednym, słabym ludziom, jaki tylko wszechmocna miłość może ofiarować. Co do sposobu jego przeżywania nie ma już żadnych wątpliwości. Siostra Maria Dolores (s. Łucja), na przestrzeni lat zasypywana pytaniami, sama przedstawiała je w nocnych czuwaniach Panu Jezusowi i Matce Najświętszej i wszystko zostało wyjaśnione.

Ratunek podany z miłości, dla naszego ocalenia, lecz nie na prywatnych warunkach, dowolnie lub połowicznie. Mamy wyraźnie i jednoznacznie określone akty religijnej czci i postawy duchowe, które stanowią rdzeń tego nabożeństwa. Przede wszystkim z naszej strony musi to być działanie świadome.

Przystępując do spowiedzi świętej, wzbudzamy intencję, że to z miłości do Matki Najświętszej, aby wynagradzać Jej Niepokalanemu Sercu zniewagi, jakich doznaje. Chodzi o to, żeby nie wkradła się rutyna – „spowiedź kalendarzowa” – i „pobożny” egoizm z poczuciem zabezpieczenia: „odprawiłem pięć pierwszych sobót i jestem spokojny”.

Mądrość duchowa każe się zastanowić, czy odprawiłem dobrze, świadomie, w duchu wiary, ze szczerą intencją wynagradzającą za zniewagi – wyjmowania cierni z Niepokalanego Serca i z wdzięczności za Jej opiekę, a nie tylko powierzchownie może nawet półniewolniczo, z poczuciem ciężaru i przymusu. Najwięcej wątpliwości może budzić sprawa rozważania tajemnic różańcowych, owo „dotrzymywanie towarzystwa” Maryi przez 15 minut – w trakcie odmawiania Różańca lub przed dziesiątkami. To może budzić wątpliwości, bo dla wielu Różaniec ciągle jest tylko modlitwą ustną („ciało bez duszy”, Paweł VI) i nudną, a nie medytacyjną i chrystologiczną. Właśnie dlatego potrzeba tych pięciu miesięcy i więcej, aby tego się uczyć, a wchodząc umysłem i sercem w zbawcze tajemnice, przemieniać się w swoim myśleniu i działaniu, zapewniać sobie obecność Maryi w godzinie śmierci.

Czy człowiek świadomy swojej wiary, który żyje w Polsce, może dzisiaj nie doznawać bólu, goryczy i niepokoju w obliczu bezwstydnych, a bezkarnych i jakby pod ochroną prawa aktów bluźnierstwa, bezczeszczenia najświętszych znaków – ukrzyżowanego Zbawiciela, obrazów Matki Bożej? To nie tylko obraza uczuć wierzących. To obraza, znieważanie Boga! A walka z Jego Prawem?

Wypaczanie sumień ludzkich od dziecięctwa i dążenie do zniszczenia ludzkiej natury? A zatapianie całego życia politycznego i społecznego w morzu kłamstwa, którego ojcem jest szatan?! Nieustające bluźniercze ekscesy wołają o pomstę do nieba i można obawiać się najgorszego. A Bóg nie chce karać, tylko zbawiać. Matka Najświętsza daje nam ratunek, „Serce Jezusa i Serce Maryi chcą okazać miłosierdzie”, postawić tamę złu, ukazać drogę nadziei. Warto się zastanowić i – obojętnie który raz – podjąć od nowa cykl pięciu pierwszych sobót – ratunek nie na prywatnych warunkach, ale podanych przez Niebo.

O. Leonard Głowacki OMI