Przed nami wiele lat pracy
Poniedziałek, 9 grudnia 2013 (19:34)Z prof. Krzysztofem Szwagrzykiem, pełnomocnikiem prezesa Instytutu Pamięci Narodowej ds. poszukiwań miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Kiedy ostatni raz kierowany przez Pana zespół prowadził ekshumacje na Łączce?
– Ostatnie działania na Łączce na warszawskich Powązkach zakończyliśmy na początku czerwca, realizując czterotygodniowe badania ekshumacyjne. W wyniku tych prac odnaleziono ponad 80 kolejnych szczątków ciał, co łącznie z wydobytymi rok wcześniej daje liczbę 194 odnalezionych szczątków ludzkich – więźniów okresu stalinowskiego.
Czy prace te nie mogły być kontynuowane jeszcze w tym roku?
– Niestety nie. To, co udało się ustalić i odkryć w maju i czerwcu, wzbogaciło naszą wiedzę o kolejne elementy, których wcześniej do końca nie mieliśmy. Ta wiedza pozwoliła nam określić kierunki, w jakich przebiegają rzędy pochówków więziennych i dokąd dochodzą. Okazuje się, że dochodzą one aż do samego cmentarnego muru. Nie da się przeprowadzić tego typu czterotygodniowych prac, jakie zostały wykonane w drugim etapie, niejako z marszu. To jest zwyczajnie niemożliwe. Dlatego już wówczas wiedzieliśmy, że trzeci etap będzie konieczny. Z naszych obliczeń wynika, że ciągle szczątki ok. 90 więźniów znajdują się pod współczesnymi pomnikami. Obecnie oczekujemy na możliwość realizacji tego trzeciego etapu. Jestem przekonany, że w przyszłym roku dalsze prace ekshumacyjne na Łączce zostaną przeprowadzone.
Czy wiadomo już coś na temat szczątków zamordowanych w więzieniu na Mokotowie dowódców IV Zarządu Głównego Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość” z płk. Łukaszem Cieplińskim?
– Do tej pory nie udało nam się zidentyfikować szczątków któregokolwiek z członków IV Zarządu Głównego Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”. Na razie nie mogę też powiedzieć, czy szczątki którejkolwiek z tych osób zostały już wydobyte, czy być może nadal spoczywają pod którymś ze współczesnych pomników. Odpowiedź na to pytanie padnie, kiedy uda się nam odnaleźć i zidentyfikować, a więc potwierdzić genetycznie te osoby. Te badania wymagają jednak dokładności, precyzji i oczywiście cierpliwości. Na razie nie mamy żadnej pewności. Dotyczy to również szczątków gen. Augusta Emila Fieldorfa „Nila” czy chociażby Witolda Pileckiego. W tej sytuacji prace na Łączce muszą być kontynuowane i nie zostaną zakończone, dopóki nie odnajdziemy i nie wydobędziemy wszystkich żołnierzy wyklętych.
Plany kolejnych badań są już gotowe?
– Mamy już gotowe plany. Zależy nam, żeby te prace odbyły się możliwie jak najszybciej, a więc na wiosnę 2014 r. Nie potrafię jednak określić żadnego konkretnego terminu ich rozpoczęcia. To ogromna praca logistyczna, którą musimy jeszcze w międzyczasie wykonać. Jestem jednak przekonany, że w wyniku porozumienia Instytutu Pamięci Narodowej razem z Radą Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa uda nam się znaleźć środki na realizację trzeciego etapu prac. Nie ma innej możliwości, te pieniądze po prostu muszą się znaleźć.
Są deklaracje, że spalona tęcza na placu Zbawiciela w Warszawie będzie odtwarzana do skutku, a pieniędzy na odkrywanie prawdy historycznej i na upamiętnienie tych, którzy walczyli o wolną Polskę, nie ma. Pieniędzy brakuje m.in. na tworzenie Polskiej Bazy Genetycznej Ofiar Totalitaryzmów…
– Kwestie polityczne są poza nami i to nas nie interesuje. Natomiast wierzę, że działania ekshumacyjne, jakie zostały podjęte w Warszawie, będą kontynuowane i że pieniądze na te badania się znajdą. Jestem o to spokojny mimo zawirowań i informacji medialnych, z których wynika, że tych środków może nie być. Chcę też zaznaczyć, że środki na prace ekshumacyjne są zabezpieczone ze strony IPN i ROPWiM. Problem oczywiście jest, ale z brakiem środków na badania genetyczne, a więc na niezwykle istotną, a zarazem najdroższą część procesu badawczego. Przypomnę, że w Polskiej Bazie Genetycznej Ofiar Totalitaryzmów, którą w ubiegłym roku powołał IPN razem z Pomorskim Uniwersytetem Medycznym w Szczecinie, udało się dotychczas zgromadzić genetyczny materiał porównawczy od blisko czterystu najbliższych krewnych ofiar komunizmu, nie tylko z Warszawy, ale z całej Polski. Chcę dodać, że liczba ta stale rośnie. To ogromne przedsięwzięcie, które wymaga stałego źródła finansowania. Mam nadzieję, że nowy rok przyniesie nowe rozwiązania w tej kwestii i podobnych kłopotów finansowych więcej nie będzie.
Łączkami jak ta na cmentarzu Powązkowskim w Warszawie i bezimiennymi dołami śmierci Polska jest usiana wzdłuż i wszerz. Czy jest szansa że wszystkie ofiary komunistycznego terroru zostaną godnie upamiętnione?
– Po to właśnie realizujemy projekt naukowo-badawczy IPN pt. „Poszukiwania nieznanych miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego 1944-1956”, aby takie miejsca odnaleźć, zbadać, zidentyfikować pogrzebane tam ofiary, odpowiednio godnie to miejsce upamiętnić, a szczątki ludzi tam odnalezionych pochować z honorami. Takich miejsc do przebadania w skali całego kraju mamy kilkadziesiąt. W kilkunastu z nich prowadziliśmy już bądź aktualnie prowadzimy prace poszukiwawcze.
Na czym te prace polegają?
– W zależności od miejsca, o którym mówimy, mają one różny charakter. Praktycznie nie ma województwa w Polsce, gdzie nie byłby realizowany etap tego projektu. Praktycznie w każdym regionie, gdzie funkcjonuje oddział IPN, jest kilka miejsc, które już teraz wymagają podjęcia prac badawczych, a nawet ekshumacyjnych. Powiedzmy to wprost: przed nami wiele lat pracy. Nie są to bowiem działania, które można by zakończyć na przestrzeni roku czy nawet dwóch lat. To jest zwyczajnie niemożliwe. Cieszy natomiast fakt, że w końcu udało się przekroczyć granicę niemożności czy wątpliwości: po co to w ogóle robić. Myślę, że efekty naszych dotychczasowych działań przekonały nawet największych niedowiarków, że te prace są nie tylko potrzebne, ale wręcz niezbędne dla nas wszystkich, dla wszystkich Polaków, bez względu na wykształcenie czy środowisko polityczne, z którego się wywodzą. To jest element naszej historii o ludziach, którzy walczyli o niepodległość Polski. Musimy zrobić wszystko, aby odnaleźć szczątki naszych narodowych bohaterów i z należną im czcią i godnością je pochować.
Słowa Zbigniewa Herberta „Nie dajmy zginąć poległym” są zatem wciąż aktualne?
– Na pewno nie pozwolimy, aby pamięć o bohaterach poległych za wolność naszej Ojczyzny zginęła wraz z ich odejściem. Nie damy im zginąć. Zadaniem państwa jest poszukiwanie i znalezienie ich doczesnych szczątków, a rolą społeczeństwa jest o nich pamiętać.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki