• Niedziela, 15 marca 2026

    imieniny: Klemensa, Ludwiki, Longina

"Marsz miliona" w Kijowie

Niedziela, 8 grudnia 2013 (20:53)

W Kijowie powalono dziś wieczorem pomnik wodza bolszewickiej rewolucji Włodzimierza Lenina, który stał w centrum miasta nieprzerwanie od 1946 roku. Informację, która najpierw obiegła portale społecznościowe, oficjalnie potwierdziła ukraińska milicja.

W stolicy Ukrainy odbył się "Marsz miliona", akcja opozycji, która domaga się zmiany władz w związku z ich decyzją o odmowie podpisania umowy stowarzyszeniową z UE. W centrum miasta, w którym prócz drogówki prawie nie widać milicji, znajdują się setki tysięcy ludzi. Siły milicyjne skoncentrowane są przy budynkach rządowych.

Ludzie, którzy obalili monument, przyszli pod pomnik Lenina z Majdanu Niepodległości, gdzie odbywa się wielotysięczna akcja przeciwników władz. Przynieśli ze sobą drabinę. Towarzyszący im tłum śpiewał hymn państwowy. Wszystko to transmitowali na żywo obecni na miejscu internauci.

Postać Lenina owinięto sznurem, za który raz po raz pociągali z całej siły młodzi mężczyźni. Kierowcy przejeżdżających obok trąbili, pozdrawiając zgromadzonych.

Próby obalenia monumentu trwały dobrych kilkanaście minut. Gdy postać Lenina lekko się przechyliła, ludzie zaczęli głośno klaskać i radośnie wykrzykiwać „Chwała Ukrainie!”. Kiedy Lenin runął na ziemię, tłum rzucił się w jego kierunku; monument zaczęto rozbijać ogromnymi młotami.

Wiadomość o powaleniu pomnika szybko przedostała się na Majdan Niepodległości. Dotarł tam następnie jeden z polityków opozycyjnej, nacjonalistycznej partii Swoboda Andrij Ilienko, który pokazał fragment pomnika ze sceny.

W Kijowie nie ustają prounijne demonstracje. Demonstranci wznoszą barykady przed siedzibą rządu Ukrainy, domagając się dymisji władz, które odmówiły podpisania umowy stowarzyszeniowej z UE.

Ukraińska opozycja nawołuje do całkowitego unieruchomienia pracy instytucji państwowych, a jednocześnie podkreśla, że jej zwolennicy nie mają zamiaru użyć siły. Dojazdy do siedzib ważnych instytucji państwowych chronione są przez specjalne oddziały milicji, zaś naprzeciwko nich stoją oburzeni zachowaniem władz ludzie. Mówią, że nie pozwolą urzędnikom na powrót do swych gabinetów.

IK, PAP