Traktory wracają na ulice
Czwartek, 5 grudnia 2013 (02:00)Jutro, w pierwszą rocznicę wybuchu protestu rolników z województwa zachodniopomorskiego, traktory znowu pojawią się przed budynkiem urzędu wojewódzkiego w Szczecinie. Rolnicy twierdzą, że wiele ich postulatów jest wciąż niespełnionych.
Kilkugodzinna manifestacja rozpocznie się około południa. Na Wałach Chrobrego pojawi się przynajmniej 30 ciągników. – Taką ilość pojazdów zaplanowaliśmy przyprowadzić przed urząd wojewódzki, ale może być ich więcej, bo ciągle zgłaszają się rolnicy chętni do udziału w manifestacji – powiedział nam Edward Kosmal, przewodniczący Komitetu Protestacyjnego Rolników Województwa Zachodniopomorskiego. I dodał, że tym razem protest rolniczy odbędzie się razem z manifestacją robotniczej „Solidarności”.
Związek będzie protestował przeciwko zerwaniu przez rząd dialogu społecznego. Protest dotyczy także postulatów ekonomicznych, takich jak likwidacja umów śmieciowych, podniesienie płacy minimalnej, rezygnacja z wydłużenia wieku emerytalnego do 67. roku życia, czy rewitalizacji przemysłu stoczniowego. „Solidarność” będzie też popierać postulaty rolników. Te zaś przede wszystkim dotyczą ułatwienia właścicielom gospodarstw rodzinnych nabywania państwowej ziemi będącej w zasobach Agencji Nieruchomości Rolnych.
To właśnie problemy w nabywaniu gruntów przez rolników indywidualnych spowodowały w tamtym roku wybuch ich największego od lat protestu. Przez ponad dwa miesiące rolnicy pikietowali przed urzędem wojewódzkim, gdzie siedzibę ma także zachodniopomorski oddział ANR. Kilka razy traktory wyjeżdżały na ulice Szczecina. To, co udało się rolnikom wtedy wywalczyć, to zagwarantowanie izbom rolniczym prawa weta w przetargach na sprzedaż państwowej ziemi, jeśli pojawiały się podejrzenia, że grunty chcą kupić duże spółki, zwłaszcza zachodnie, przez podstawione osoby, tzw. słupy. To jednak tylko częściowo zmieniło sytuację.
– Zmiany przepisów, jakie wprowadzono, nie spowodowały jednak, że rolnicy indywidualni mają łatwiejszy dostęp do ziemi. Przetargi są często blokowane przez izbę rolniczą, to prawda. Ale to nie oznacza, że ta ziemia trafia potem w ręce polskich chłopów. Ona po prostu dalej jest w zasobach Agencji – podkreśla Edward Kosmal.
I narzeka, że rolnikom oferuje się zakup gorszych gruntów, położonych w mniej atrakcyjnych miejscach, i to często po 40-60 tys. zł za hektar, podczas gdy na innych przetargach ziemia kosztuje 18 tys. złotych. Nie udało się rolnikom całkowicie zablokować możliwości sprzedaży ziemi cudzoziemcom, bo zagraniczne spółki znajdują sposoby na ominięcie prawa. Powołują np. wiele zależnych od siebie podmiotów, które skupują mniejsze działki, ale daje im to w sumie duże połacie ziemi.
Komitet protestacyjny domaga się dużo większych zmian przepisów o obrocie ziemią. Ustawa, która teraz obowiązuje, stanowi, że wielcy dzierżawcy powinni oddać część użytkowanej ziemi, którą ANR ma sprzedać potem rolnikom indywidualnym.
– Ale często są to martwe przepisy – podkreśla Edward Kosmal. Zdaniem protestujących rolników, kluczem do rozwiązania problemu są decyzje, które powinien podjąć rząd i parlament. Nie mają oni złudzeń, że coś zmieni kolejna rotacja na stanowisku dyrektora oddziału ANR w Szczecinie: Jacka Malickiego zastąpił niedawno Robert Zborowski. Doszło już do spotkania delegacji protestujących rolników z dyrektorem Zborowskim i przebiegało ono w dobrej atmosferze. – Dyrektor Zborowski wykazuje dobrą wolę, ale od niego niewiele zależy – podsumowuje Kosmal.
Krzysztof Losz