Gniew tłumu
Środa, 4 grudnia 2013 (02:07)Rada Najwyższa Ukrainy odrzuciła wniosek o dymisję rządu Mykoły Azarowa. Kluczowe głosowanie odbyło się w atmosferze zgiełku, okrzyków i wątpliwości prawnych.
Opozycja od początku nie miała szans na zebranie bezwzględnej większości 226 głosów. Ale liczono na wsparcie komunistów, których koalicja z Partią Regionów nie jest wcale taka mocna. A to cenne 32 głosy, które przeważyły szalę. Ich lider Piotr Simonienko zaproponował, że jego frakcja poprze wniosek o wotum nieufności dla rządu, ale nieco inaczej sformułowany.
Arsenij Jaceniuk z Batkiwszczyny wszedł na mównicę i oświadczył, że opozycja ten warunek przyjmuje. Wtedy przewodniczący parlamentu Władimir Rybak nagle zarządził głosowanie. Jego wynik jest zgodny z przewidywaniami. Z 450-osobowej Rady Najwyższej obecnych było tylko 338 deputowanych. Za odwołaniem rządu zagłosowało 186. To Batkiwszczyna Julii Tymoszenko i Jaceniuka, Udar Witalija Kliczki, nacjonalistyczna Swoboda i kilka mniejszych. Przyłączył się do nich jeden deputowany Partii Regionów, Jurij Błagadir. Ma zostać „osądzony” przez partię. Przeciw było tylko 5 członków Rady, 12 wstrzymało się, a 135 nie głosowało.
Na protesty z sali Rybak odpowiedział, że projekt komunistów nie został oficjalnie zarejestrowany, i zamknął posiedzenie. Azarow, wychodząc, powiedział głośno: „na razie”. Według prawa kolejny wniosek o dymisję rządu można złożyć dopiero w nowym roku.
Liderzy opozycji zamierzają wykorzystać jeszcze jedną szansę. Będą prosić prezydenta, aby ten odwołał rząd. To jednak wydaje się zupełnie nierealne. Jaceniuk ogłosił jednocześnie, że politycy stają na czele tłumu, który idzie w stronę administracji prezydenta „domagać się rozpisania przedterminowych wyborów prezydenckich i parlamentarnych”.
Ukraińska opozycja ogłosiła wczoraj początek blokady siedziby prezydenta Wiktora Janukowycza w centrum Kijowa. Dojazdy do prezydenckiego kompleksu są strzeżone przez zwolenników opozycji, którzy stworzyli tu punkty kontrolne.
Gorąca dyskusja w parlamencie
Głosowanie w Radzie poprzedziła niezwykle burzliwa debata. Najczęściej padało słowo „hańba”. Podczas wystąpień wnioskodawców i liderów frakcji żaden z członków rządu nie był obecny, wbrew postanowieniom regulaminu. Nie było też prezydenta, który rozpoczął planowaną wizytę w Chinach i – mimo napiętej sytuacji w kraju – jej nie odwołał.
Mówiono o „władzy, która po raz pierwszy w historii niepodległej Ukrainy przelewa krew obywateli”, „zmarnowanej szansie”, „ukradzionych marzeniach”, „zdradzie”. Witalij Kliczko zaapelował do Janukowycza o dobrowolną dymisję i obarczył go całkowitą odpowiedzialnością za ostatnie wydarzenia w Kijowie oraz użycie siły przez milicję wobec uczestników proeuropejskich demonstracji. Jaceniuk domagał się także ukarania ministra spraw wewnętrznych Witalija Zacharczenki. – Zacharczenkę należy posadzić, a prezydent Janukowycz powinien zostać odsunięty od władzy. Kto nie poprze dziś na tej sali dymisji rządu premiera Mykoły Azarowa, będzie odpowiedzialny za bicie dzieci i krwawe działania milicyjnych oddziałów specjalnych Berkut – oświadczył.
W imieniu Partii Regionów Anatolij Kinach zachęcił do rozpoczęcia obrad okrągłego stołu i zaproponował powołanie komisji śledczej w sprawie wydarzeń w Kijowe w ciągu ostatnich dni. To przemówienie było łagodne, ale inny deputowany Regionów, Wadim Kolesniczenko, powiedział na wiecu zwolenników rządzącego ugrupowania, że protestujący to „męty próbujące zagarnąć władzę”.
Obrady na chwilę przerwało wejście grupy ubranych na sportowo młodych mężczyzn z paramilitarnych grup wspierających władzę, tzw. tituszek. Zajęli oni jeden z placów przed budynkiem Rady. Z drugiej strony protestowało kilka tysięcy uczestników proeuropejskich manifestacji na Majdanie. Obie grupy oddzielały potężne zapory i kordony milicji.
Azarow przeprasza
Kiedy wreszcie pojawił się premier Azarow z częścią ministrów, wygłosił przemówienie po rosyjsku, co wywołało kolejne protesty. Przeprosił w imieniu prezydenta i rządu za działania milicji na Majdanie. Zapewnił, że toczy się śledztwo i winni użycia siły będą ukarani. Wskazał, że nikt z poszkodowanych nie miał mniej niż 20 lat, więc opozycja nie może mówić o ofiarach wśród dzieci, chociaż jest jasne, że mówcom chodziło o studentów i takie określenie jest w języku ukraińskim (ale nie rosyjskim) zupełnie normalne. Przypomniał, że w starciach obrażenia odniosło także 162 funkcjonariuszy, w tym 92 trafiło do szpitali.
Premier obarczył odpowiedzialnością za sytuację w kraju przebywającą w więzieniu byłą premier Julię Tymoszenko. – Moi drodzy, kto sprzedał Ukrainę? Kto podpisał kontrakt gazowy z Rosją, który w efekcie rzuca Ukrainę na kolana, wykrwawia system finansowy i ekonomiczny Ukrainy. Przez trzy i pół roku prezydent i rząd wytrzymali ten ucisk, ten straszny dyktat. Ale kraj już tego więcej nie zniesie. Nie możemy co miesiąc przepłacać po 800 milionów dolarów. To droga donikąd. A teraz pytanie, kto rzucił Ukrainę na kolana. Czy my, którzy robimy wszystko, żeby ją podnieść z kolan, czy ci, którzy podpisali to porozumienie? – wołał Azarow.
Następnie zapewnił, że rząd zachowuje kurs na integrację europejską. – Wczoraj w mojej obecności prezydent długo rozmawiał przez telefon z przewodniczącym Komisji Europejskiej Barroso. Ustalili, że rozmowy o warunkach zawarcia umowy o strefie wolnego handlu będą kontynuowane. Komisja zgadza się rozpatrzyć kwestię rekompensat dla Ukrainy – stwierdził. Zażądał też odblokowania budynków rządu.
Azarow domaga się od UE finansowego zadośćuczynienia strat, jakie Ukraina poniesie w związku z przewidywaną wojną handlową z Rosją i wprowadzaniem kosztownych reform zalecanych przez Brukselę. Cena gazu, za jaką kupuje go w Rosji Ukraina, jest jedną z najwyższych i wynosi ok. 430 dolarów za metr sześcienny. Zakup tego samego rosyjskiego gazu w Niemczech wraz z przesyłem przez Polskę, Słowację lub Węgry na Ukrainę okazuje się bardziej opłacalny – metr sześcienny kosztuje tylko 360-380 dolarów. Najwyższą cenę (480 dolarów) płaci Polska.
Dwa dni wcześniej ukraińskie wydanie rosyjskiego „Kommiersanta” donosiło, że w kręgach KE już zrezygnowano ze starań o porozumienie z Kijowem, dopóki rządzi ekipa Janukowycza. Według gazety, tuż przez szczytem w Wilnie obie strony miały już gotowy kompromis zakładający powołanie grupy roboczej mającej stworzyć mechanizm oceniania strat Ukrainy i przyznawania jej pomocy. Jednak Janukowycz nie zatwierdził przedłożonego mu memorandum, które wypracował wicepremier Siergiej Arbuzow. Żądał włączenia do konsultacji Rosji, na co strona unijna się nie zgodziła.
Solidarni z Majdanem
Frakcja w PE, Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy, domaga się przeprowadzenia debaty na temat wydarzeń na Ukrainie oraz przyjęcia na sesji PE w Strasburgu w przyszłym tygodniu rezolucji wzywającej do powstrzymania się od przemocy oraz do przeprowadzenia wcześniejszych wyborów na Ukrainie. Projekt rezolucji powstał także w największej frakcji w PE, Europejskiej Partii Ludowej. Tekst wyraża poparcie dla proeuropejskich demonstracji, demokratycznej opozycji ukraińskiej i dla jej żądań w sprawie wcześniejszych wyborów na Ukrainie, „aby wyposażyć nowe władze w pełną demokratyczną legitymację, pozwalającą zawrzeć umowę stowarzyszeniową” z UE.
Uchwałę w sprawie sytuacji na Ukrainie przyjął polski Sejm. „Apelujemy do rządzących i opozycji o pilne podjęcie rozmów na rzecz narodowego porozumienia w sprawie integracji europejskiej” – głosi dokument. Potępiono w nim też użycie siły wobec demonstrantów w Kijowie.
Gazprom zgodził się odroczyć płatności za gaz z ostatniego kwartału tego roku do wiosny. Poinformował o tym szef Naftohazu Jewhen Bakulin. Ukraińcom pozostał jeszcze niezapłacony rachunek za dostawy z sierpnia w wysokości 765 mln dol., który ma być regulowany wkrótce, jednak raczej nie przed 7grudnia, jak wcześniej uzgodniono. Porozumienie uchroni Ukrainę od kolejnej wojny gazowej z Rosją i zamknięcia dostaw, gdyż Gazprom groził już, że zacznie wymagać od Naftohazu zapłaty z góry, co jest dla Kijowa nierealne. Wyraźny postęp w negocjacjach nastąpił po ogłoszeniu przez rząd Ukrainy wstrzymania podpisania umowy stowarzyszeniowej z UE.
Piotr Falkowski