• Niedziela, 22 marca 2026

    imieniny: Katarzyny, Bogusława

Negocjacje kosztem rolników?

Wtorek, 3 grudnia 2013 (17:08)

Rolnicy obawiają się, że ich branża padnie ofiarą negocjacji między Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi nad umową o Transatlantyckim Partnerstwie Handlowym i Inwestycyjnym (TTIP). Te obawy wynikają z przykrych doświadczeń związanych z innymi podobnymi traktatami.

 

Negocjacje Brukseli i Waszyngtonu potrwają jeszcze długo, przeciągną się zapewne do 2015 roku, ale od dawna wiadomo, że rolnictwo i żywność to jedne z najtrudniejszych tematów rozmów na temat TTIP. Rolnicy boją się, że władze Unii Europejskiej ich kosztem mogą chcieć wytargować od USA lepsze warunki dotyczące takich kwestii jak usługi finansowe, prawa własności intelektualnej czy transport.

Dotychczas spory handlowe między Unią a USA w dużym stopniu dotyczyły właśnie rolnictwa, a zwłaszcza kwestii standardów fitosanitarnych i jakości żywności. Chodzi np. o uprawę roślin modyfikowanych genetycznie (GMO), stosowanie hormonów w hodowli zwierząt czy płukanie mięsa kurczaków chlorem. Odrębnym problemem są dotacje do rolnictwa i cła ochronne.

Na porozumieniu zależy obu stronom, bo liczą na rozwój handlu artykułami rolno-spożywczymi. Z krajów unijnych do USA są co roku wywożone towary o wartości około 15 mld euro, a w drugą stronę wędruje żywność o wartości około 10 mld euro. Według części ekspertów, wymiana handlowa byłaby o wiele większa, gdyby nie cła, jakie są nakładane na wiele rodzajów żywności przez Brukselę i Waszyngton. I korzyści z tego mieliby odnieść także rolnicy, w tym polscy, bo nasz eksport do USA ma wartość niespełna 230 mln euro, podczas gdy cały eksport polskiej żywności w tym roku osiągnie 15 mld euro. Pokusa ekspansji na amerykański rynek dla polskich firm spożywczych jest kusząca, ale trzeba się liczyć też z tym, że i tamtejsze koncerny mogą zawojować europejski rynek.

Polska domaga się przede wszystkim, aby importerzy musieli spełnić takie same warunki i wymogi, jakie stawiane są europejskim rolnikom. Amerykanie chcieliby to złagodzić, bo muszą ponosić dodatkowe koszty, gdyż niektóre technologie stosowane przez nich przy hodowli zwierząt czy w przetwórstwie są zakazane w UE. Możemy liczyć w tym względzie na poparcie Francji, gdzie rolnictwo też jest silnym sektorem gospodarki.

O umowie handlowej z USA i Kanadą rozmawiano także podczas spotkania ministrów rolnictwa Polski i Francji: Stanisława Kalemby i Stephana Le Folla. Nie wiadomo jednak, czy sojusz polsko-francuski wystarczy. Duże są bowiem naciski niektórych rządów i dużych międzynarodowych koncernów na Komisję Europejską, aby rolnictwo poświęcić w celu osiągnięcia postępów w innych dziedzinach. Takiego scenariusza obawia się także komitet Copa-Cogeca – unijna reprezentacja rolników i spółdzielni rolniczych. Albert Jan Maat, przewodniczący komitetu, podkreślił podczas spotkania z unijnym komisarzem rolnictwa Dacianem Ciolosem, że celem UE powinno być zarówno uzyskanie lepszego dostępu do innych rynków dla unijnych produktów, jak i zagwarantowanie poszanowania europejskich norm produkcji. – Rolnictwo nie może być narzędziem do uzyskania lepszego dostępu w innych dziedzinach – podkreślił Albert Jan Maat.

 

 

Krzysztof Losz