Rząd ściąga wojsko
Wtorek, 3 grudnia 2013 (02:05)Liderzy ukraińskiej opozycji oskarżają władze o prowokacje i zapowiadają powołanie specjalnych oddziałów wykrywających sabotaż Partii Regionów.
Po niedzielnym krwawym wiecu wczorajsza noc na Majdanie Niepodległości minęła dość spokojnie, jeśli nie liczyć incydentu związanego z zatrzymaniem deputowanego nacjonalistycznej partii Swoboda Aleksandra Sołonienki. Natomiast wczoraj w Kijowie doszło do blokady budynków rządowych w centrum miasta. Okoliczności są dość niejasne. Nie wiadomo, jak tłum 5-6 tysięcy osób przerwał blokady i dostał się na Instytutską i inne chronione uliczki przed siedzibą Rady Ministrów.
Opozycja oskarża prowokatorów, którzy podburzali zgromadzonych do „szturmu rządu”. W niedzielę w podobnych okolicznościach doszło do ataku na gmach administracji prezydenta przy ulicy Bankowej. Nie wiadomo, jak w ręce bojowo nastawionych manifestantów dostał się wtedy buldożer z kluczykami w stacyjce i zapasem paliwa. Jeden z liderów Majdanu Witalij Kliczko od razu odciął się od tych działań.
Jurij Łucenko z partii Julii Tymoszenko Batkiwszczyna zapowiada, że Euromajdan, który powoli przeobraża się w eurorewolucję, będzie miał swoje specjalne oddziały wykrywające sabotaż Partii Regionów. – To pokojowa demonstracja. W każdym normalnym kraju byłaby chroniona przez siły porządkowe. Milicja jest po to, żeby bronić prawa ludzi do wyrażania swoich poglądów. Ale żyjemy w kraju nienormalnym, gdzie milicja jest bandą w mundurach – powiedział były szef ukraińskiego MSW. Dlatego nie może zagwarantować, że już więcej nie dojdzie do żadnych prowokacji, ale powstał specjalny oddział mający im zapobiegać. Prowokatorzy będą „zatrzymywani” w ramach „ochrony ludzi”. Podczas „pomarańczowej rewolucji” w 2004 roku organizatorom pikiety na Majdanie doradzali byli funkcjonariusze kijowskiej milicji i KGB.
Wsparcie dla władzy
Na Majdan dochodzą informacje o autobusach z nowymi oddziałami milicji i Berkutu, a także specjalnych wojsk wewnętrznych. Podobnie jak w 2004 roku pojawiła się plotka o sprowadzeniu rosyjskiego specnazu oraz o ogłoszeniu stanu wyjątkowego. – Kwestii wprowadzenia stanu wyjątkowego na razie nie rozpatruje się – oświadczył rzecznik premiera Mykoły Azarowa Witalij Łukjanienko. Zdementował też doniesienia o Rosjanach.
W związku z blokadą budynków rządowych urzędnikom kazano nie przychodzić do pracy. Część obowiązków mają wykonywać z domu przez internet. Dyrektor departamentu współpracy międzynarodowej w ministerstwie rolnictwa Widim Triuchan opowiedział się po stronie protestu i podał do dymisji. Także kilku znanych działaczy Partii Regionów (w tym dwoje deputowanych) opuściło partię. Kilka jej organizacji lokalnych (m.in. we Lwowie) rozwiązało się. Z drugiej strony poinformowano, że szef prezydenckiej administracji Siergiej Lewoczkin, uznawany za organizatora sobotniej rozprawy Berkutu z Majdanem, pozostaje na stanowisku.
O prowokacje i szczególnie brutalne akcje przeciwko protestującym oskarża się „tituszki” (od nazwiska jednego z liderów Wadima Tituszki), czyli przywożonych przez władze i wykonujących jej dyskretne zalecenia młodych „dresiarzy”, często jednocześnie kibiców prowincjonalnych klubów sportowych. Jako cywile działają bezkarnie, bo milicja ich nie ściga, a jednocześnie mniej ostentacyjnie niż umundurowane i zorganizowane oddziały Berkutu. Dla odmiany fani zespołów pierwszej ligi (jak Dynamo Kijów, a nawet Szachtar Donieck) raczej sympatyzują z demonstrantami. W niedzielę 165 osób odniosło obrażenia podczas szturmu Berkutu na protestujących, 109 osób trafiło do szpitali, w tym dwóch polskich dziennikarzy.
Debata w sprawie dymisji
Liderzy Batkiwszczyny, Udaru i Swobody – trzech partii domagających się podpisania umowy z Brukselą – odmówili wczoraj udziału w „okrągłym stole”, który chciał zorganizować przewodniczący Rady Najwyższej Władimir Rybak. Lider Batkiwszczyny Arsenij Jaceniuk przedstawił dwa żądania: dymisji rządu Mykoły Azarowa i zwolnienia więźniów politycznych (w tym Julii Tymoszenko i zatrzymanych w ostatnich dniach demonstrantów). Jaceniuk stwierdził, że rozmowy z Rybakiem nie mają sensu i lepiej wrócić na Majdan, gdzie jest „mnóstwo roboty”. Wskazał, że niedawno odbywały się międzypartyjne negocjacje, gdy uzgadniano pracę nad pakietem ustaw europejskich, i – jak wiadomo – zakończyły się fiaskiem. Rybak ogłosił jednak, że dzisiaj parlament zajmie się dwoma „punktami Jaceniuka”.
Tymczasem rzeczywiście na Majdanie cały czas coś się dzieje. W ciągu 9 lat od „pomarańczowej rewolucji” wiele się zmieniło. Przede wszystkim organizacją zawładnął wszechobecny internet. Uczestnicy komunikują się błyskawicznie przez sieci społecznościowe, taką drogą rozchodzą się ogłoszenia, ale też plotki. Wczoraj pojawiły się ogrzewane namioty i kuchnia polowa. Na scenie wciąż występują politycy i artyści. Po witanej owacyjnie polskiej delegacji z Jarosławem Kaczyńskim na czele do Kijowa ma przyjechać w celu wsparcia demonstracji były gruziński prezydent Micheil Saakaszwili.
Wczoraj zdymisjonowany został Wałerij Koriak, szef milicji w Kijowie. – Po wydarzeniach w nocy z piątku na sobotę zwolniony został naczelnik milicji ze współpracownikami – powiedział premier Ukrainy Mykoła Azarow na spotkaniu z ambasadorami państw UE, USA i Kanady w Kijowie. Szef ukraińskiego rządu zapewniał, że ani on, ani prezydent Wiktor Janukowycz nie wiedzieli o planach rozpędzenia przez milicję w sobotę nad ranem ludzi zebranych na Majdanie.
Kijowski sąd umorzył sprawy karne kilkunastu zatrzymanych w ostatnich dniach manifestantów, głównie studentów. „Dowody w postaci materiałów milicji oddala się jako pozyskane z naruszeniem prawa. Zatrzymanych zwolnić” – brzmią postanowienia. Jednocześnie inny sąd wydał zakaz zgromadzeń w centrum Kijowa od 1 grudnia do 7 stycznia. Na razie jednak pozostaje on martwy.
Wczoraj około połowy wszystkich rad samorządów terytorialnych zebrało się na nadzwyczajnych posiedzeniach. W miastach i rejonach radni włączają się w centralną politykę. W bardzo różny sposób. We Lwowie, Tarnopolu i Iwano-Frankowsku (Stanisławowie) same wezwały ludzi do wyjścia na ulice i strajku powszechnego. Wcześniej mer Lwowa ogłosił, że nie pozwoli na użycie milicji przeciw obywatelskim wystąpieniom. Z poparciem dla integracji europejskiej Ukrainy i potępieniem „brutalnego rozpędzenia pokojowej demonstracji przez rząd” wystąpił nieuznawany przez władze Medżlis – parlament Tatarów krymskich.
Wschód trzyma z Janukowyczem
Jednak administracja wschodnich i południowych regionów zasadniczo trzyma z rządem i Partią Regionów. W związku z tym niekiedy dochodzi do starć z protestującymi. W Zaporożu studenci wtargnęli do siedziby władz miejskich i zażądali ich dymisji po przyjęciu uchwały wzywającej prezydenta do „zaprowadzenia porządku w kraju”. Podobny apel wydał też zdominowany przez rosyjską mniejszość parlament autonomicznego Półwyspu Krymskiego. Rada rejonu wradijiwskiego w obwodzie mikołajewskim oficjalnie wniosła do Janukowycza o stan wyjątkowy.
Najdalej poszedł radny Sewastopola (także na Krymie) Siergiej Smoljaninow, który napisał list otwarty do prezydenta Rosji Władimira Putina z prośbą o interwencję zbrojną. Pod petycją podpisało się około 30 osób. „W efekcie odmowy podpisania przez naród Ukrainy i jej legalnie wybranego prezydenta Wiktora Janukowycza grabieżczej umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską zachodnie służby specjalne i ich agenci zainicjowały próbę obalenia legalnej władzy w kraju. Prosimy o udzielenie wojskowej i każdej innej pomocy bratniemu narodowi (…) w celu ochrony suwerenności kraju, rosyjskiej ludności Krymu i innych regionów Ukrainy. Prosimy o uzgodnienie z rządem Ukrainy wprowadzenia na terytorium kraju sił zbrojnych Federacji Rosyjskiej” – napisał Smoljaninow.
Piotr Falkowski