• Środa, 8 kwietnia 2026

    imieniny: Maksyma, Seweryna, Waltera

Kolejna afera pod dywan

Poniedziałek, 2 grudnia 2013 (18:37)

Nie będzie śledztwa w sprawie korupcji politycznej w związku z wyborami szefa dolnośląskiej PO – zdecydowała Prokuratura Okręgowa w Legnicy.

Odmowa wszczęcia śledztwa to efekt oceny zabranych dowodów, które nie przekonały prokuratury do zakwalifikowania zachowań polityków PO jako niezgodnych z prawem. Legnicka prokuratura uznała bowiem, że w całej tzw. aferze taśmowej „nie ma znamion przestępstwa płatnej protekcji czy też innych czynów będących przedmiotem złożonych zawiadomień”.

Jak poinformowała Lilianna Łukasiewicz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Legnicy, śledczy poddali analizie wszystkie ujawnione w mediach taśmy z kuluarów wyborów w dolnośląskiej PO. Jednak w trakcie postępowania sprawdzającego prokuratura nie dopatrzyła się w czynach działaczy PO przestępstw związanych z przyjęciem korzyści majątkowej lub jej udzielenia albo obietnicy korzyści majątkowej lub osobistej osobie pełniącej funkcję publiczną w związku z pełnieniem tej funkcji. Prokuratura oceniła, że politycy PO nie działali jako funkcjonariusze publiczni lub osoby pełniące funkcje publiczne, ale występowali jako działacze określonej partii politycznej. Według prokuratury w sprawie nie doszło również do przestępstwa przekupstwa wyborczego.

 – Przedmiotem ochrony w tym przypadku są wybory do Sejmu i Senatu, organów samorządu terytorialnego, wybory prezydenta RP oraz przebieg referendum. (...) Zatem zachowania określonych osób w związku z wyborami przewodniczącego Regionalnego Zarządu Platformy Obywatelskiej nie podlegają penalizacji z tego przepisu – podkreśliła Łukasiewicz.

W toku postępowania prokuratura przesłuchała działaczy PO i żaden z nich nie potwierdził, by kierował obietnicę uzyskania zatrudnienia w KGHM Polska Miedź SA lub uzyskania innych korzyści osobistych w zamian za oddanie głosu na Protasiewicza.

– Prokurator do oświadczeń tych podszedł ze stosowną rezerwą, albowiem słuchając nagrań, można wysunąć wniosek, że w trakcie spotkań czyniono jednak, w sposób bardziej czy mniej wyraźny, sugestie udzielenia Edwardowi Klimce pomocy w uzyskaniu pracy w KGHM czy też wykorzystania posiadanych przez Pawła Frosta uprawnień do zasiadania w radach nadzorczych tej spółki – podano w uzasadnieniu decyzji.

Jak wyjaśniła prokuratura, to dlatego zachowanie osób czyniących propozycje przeanalizowano w kontekście ewentualnej realizacji znamion takich przestępstw jak płatna protekcja, przyjęcie korzyści majątkowej oraz obietnica udzielenia korzyści majątkowej, przekroczenie uprawnień przez funkcjonariuszy publicznych oraz przekupstwo wyborcze.

Postępowanie sprawdzające w związku z aferą taśmową było podjęte 30 października po doniesieniach medialnych i zawiadomieniu złożonym przez europosła PO Piotra Borysa, szefa lubińskich struktur PO. Chodziło o nagrania rozmów kilku dolnośląskich działaczy PO prowadzonych przed wyborami władz regionu, z których wynikało, że delegaci oferowali swoim kolegom stanowiska w KGHM w zamian za głosowanie na właściwego kandydata. Na taśmach opublikowanych przez „Newsweek” słychać, jak poseł PO Norbert Wojnarowski, stronnik Jacka Protasiewicza, obiecywał Edwardowi Klimce załatwienie stanowiska w KGHM w zamian za głos na Protasiewicza. Później Klimka ocenił, że samo spotkanie miało na celu zaproponowanie mu pracy, ale „z sugestią odpowiedniego głosowania”.

Prokuratura uznała jednak, że KGHM nie jest „krajową jednostką organizacyjną dysponującą środkami publicznymi”, lecz spółką prawa handlowego działającą zgodnie z prawidłami gospodarki wolnorynkowej. Dlatego też nie można mówić tu o płatnej protekcji.

Kolejne nagranie to film, który dokumentuje, jak poseł Michał Jaros i radny z Polkowic Tomasz Borkowski mieli namawiać Pawła Frosta do głosowania na Protasiewicza, a w zamian sugerować, że ten mógłby trafić do rady nadzorczej jednej z państwowych spółek. Jaros miał też obiecywać Frostowi uzyskanie pomocy w MSZ w celu sprowadzenia do Polski rodziny Frosta.

Śledczy uznali jednak, że z kontekstu tej rozmowy nie wynika, aby działacze obiecali sprowadzenie rodziny Frosta z Ukrainy przy pomocy MSZ. Prokuratura uznała też, że postępowania Wojnarowskiego, Borkowskiego i Jarosa nie można odczytywać jako działań funkcjonariuszy publicznych, ale członków określonej partii politycznej, działających w jej imieniu i na jej rzecz.

Adam Szejnfeld (PO) podkreślił, że niezależnie od decyzji prokuratury sprawą dolnośląskich wyborów zajmie się partyjny sąd. Jak dodał, prokuratura zbadała prawny aspekt sprawy, ale pozostaje jeszcze wymiar etyczno-moralny dolnośląskich wyborów.

Z kolei Zbigniew Ziobro, szef SP, decyzję prokuratury uznał za skandaliczną i podkreślił, że rozumowanie śledczych jest błędne i sprzeczne z linią orzecznictwa sądowego, które nakazywałoby ocenić, że KGHM dysponuje mieniem publicznym. – To, że Skarb Państwa jest wyłącznie udziałowcem KGHM, nie zmienia faktu, iż KGHM jest dysponentem mienia publicznego w zakresie, jakim SP partycypuje w tym mieniu – zaznaczył Ziobro. Jego zdaniem, decyzja prokuratury pokazuje, że „mamy do czynienia z ordynarnym zamiataniem sprawy korupcji w PO pod dywan”, i wskazuje, że rzekome zmiany w prokuraturze, jej odpolitycznienie, mające gwarantować niezależność, były fikcją. – Prokuratura działa na zamówienie rządu, na zamówienie PO, pod osłoną wydarzeń na Ukrainie ukręca łeb sprawie korupcji politycznej w PO – dodał.

W podobnym tonie decyzję prokuratury oceniło PiS. – Ja nawet nie muszę sugerować, czy prokuratura jest niezależna, czy nie jest – skomentował Andrzej Duda, rzecznik PiS. Parlamentarzysta wskazał na przepisy dotyczące przyjęcia sprawozdania prokuratora generalnego przez premiera, które - jak ocenił - stanowią swoisty „postronek polityczny, na jakim premier trzyma prokuratura generalnego”.

Marcin Austyn