Gabinetowe rozmówki nie pomogły
Poniedziałek, 2 grudnia 2013 (13:29)Misja Pata Coxa & Co. nie zrobiła szczególnego wrażenia na oligarchach ukraińskich, z prezydentem Janukowyczem na czele. Umowa stowarzyszeniowa nie została podpisana, Ukraina wpada w objęcia Moskwy.
Aleksander Kwaśniewski nawet dość trzeźwo uczestniczył w przebiegu spotkań na salonach, ale jak zwykle niczego nie dokonał. Skończony polityk, odgrzewający swój własny mit, nie przekonał dyktatora ukraińskiego do zmiany promoskiewskiego kursu.
Przy okazji, pogaduszki dyplomatyczne służyły do ukrycia farsy, jaka się rozegrała za naszą wschodnią miedzą, a jednocześnie były zasłoną dymną, aby dalej przekonywać, że w Unii Europejskiej panuje demokracja, która w rzeczy samej jest makietką, opartą na fundamentach pozoru obywatelskości.
Dziś nadeszły takie czasy, w których zwykli obywatele tzw. zjednoczonej Europy, nie mając reprezentantów na salonach, oszukani przez sprawujących władzę, którzy zamiast chronić normalność i większość, służą różnej maści zwyrodniałym mniejszościom, aby zostać w ogóle wysłuchani, muszą podejmować walkę uliczną.
Rządzący politycy i ich dobrze uposażeni ideolodzy w biurach poselskich, parlamentach, urzędach miast, stacjach telewizyjnych, w redakcjach mainstreamowej prasy, słowem – wśród elit władzy na żywej tkance społecznej dokonują swoich eksperymentów, rozbrajając groźne dla nich ładunki wybuchowe, przede wszystkim obyczajowość, normalność, narodowość, tradycję i religię.
Rzeczywistość elit władzy i rzeczywistość szarych obywateli już dawno się ze sobą rozjechały. Stąd coraz większa potrzeba zwykłych ludzi, aby gromadzić się, by móc w tłumie wyrażać swoje zdanie w przestrzeni publicznej oraz za pomocą mediów drugiego obiegu poszukiwać prawdy i o nią walczyć.
Razom nas bahato, nas ne podołaty
Ten ruch działa także w Polsce, ale teraz oczy świata skierowane są na wydarzeniach dokonujących się na Ukrainie. Na kijowskim pl. Niepodległości zgromadziło się, według nieoficjalnych danych, nawet pół miliona obywateli.
Chcą Unii Europejskiej. Chcą demokracji. Nie wiedzą, że w tym brukselskim sosie przebiega prężnie demontaż swobód obywatelskich, na rzecz aksamitnego totalitaryzmu, z wolnością, równością i tolerancją niemającego nic wspólnego.
Na Ukrainie wolności nie ma. Jest reżim oligarchów. Ordynarny, brutalny, perfidny i skorumpowany. W państwach Unii Europejskiej, niejawnie, w białych rękawiczkach demoluje się demokrację. A zatem Ukraińcom aksamitna dyktatura, z daleka, jawi się jako bajka i ziemia obiecana.
Doskonałym przykładem jest tu Francja Hollande’a czy przed kilkoma latami Hiszpania Zapatero. Przeprowadzone tam zmiany i wynikłe z tego tragedie są nie do odwrócenia. Dziś w pracowniach ideologicznych eksperymentatorów pracuje się nad katolicką Polską.
Katolicy, czyli milcząca większość, zostali zepchnięci do defensywy, przygnieceni demagogią inżynierów społecznych, atakujących najmłodszych, pozwolili, aby tamci wydarli z ich ramion dzieci. Tak. Dziecko we Francji stało się własnością Republiki, a rodzina w Hiszpanii niewolnikiem Królestwa. Ożywienie platońskiego trupa z jego trującego dzieła „Państwo” stało się faktem.
Ukraińcy nie wiedzą jeszcze, do czego prowadzi uczestnictwo w sześciobarwnej (nie siedmiobarwnej) „tęczy” oplatającej jak bluszcz struktury Unii Europejskiej. Polacy na szczęście zaczęli powoli dostrzegać zagrożenia i absurd ideologii gender. Widzą politykę tworzenia nowego człowieka i nowego państwa, które sypiąc z góry błyskotkami w postaci unijnych dopłat i dofinansowując najbardziej groteskowe przedsięwzięcia, forsuje cywilizację zagłady, nienarodzonych, chorych, starszych, oraz demoralizację dzieci, oddawanych pod dachy gejów i lesbijek.
Katolicy z Chorwacji są jeszcze mądrzejsi. Już na „dzień dobry” wejścia do struktur UE, ku wściekłości heterofobicznych środowisk, w narodowym referendum opowiedzieli się za normalnością. Blisko dwie trzecie Chorwatów powiedziało, że domaga się, aby do konstytucji wprowadzono zapis, że małżeństwo to związek mężczyzny i kobiety. Parlament musiał ogłosić referendum, gdy katolickie ugrupowanie W Imieniu Rodziny zebrało ponad 740 tys. podpisów w sprawie jego przeprowadzenia.
Rząd polski papugą Europy
A u nas? Centrolewicowy rząd Tuska pod rękę z think tankami „nowoczesności” realizuje program pod tytułem: im więcej geja, tym lepiej, im więcej feministki, tym poprawniej, im więcej gender, tym nowocześniej, im więcej bluźnierstwa, tym obficiej się wynagradza obrazoburców, im więcej wulgarnego seksu, tym więcej nagród dla reżyserów-naturszczyków. I odwrotnie, im mniej Kościoła, tym lepiej, im mniej rodziny, tym korzystniej, im mniej dzieci, tym większe szanse na otrzymanie lukratywnych stanowisk w Komisji Europejskiej, bo sprawa polska zniknie, gdy nie będzie zastępowalności pokoleń.
Póki walka trwa, trzeba próbować szukać sojuszników, właśnie na prawosławnym Wschodzie, gdzie jeszcze zręby tradycji, normalności, wrażliwości, rozpoznanie dewiacji zielono, a nie tęczowo sobie kwitną.
Dlatego tak bardzo potrzebujemy silnego niezdemoralizowanego sąsiada w orbicie naszej galaktyki, nie tylko z punktu widzenia polskiej racji stanu, nie tylko z punktu widzenia politycznego czy ekonomicznego, ale kulturowego i moralnego. Sojusznika, który stanie w obronie cywilizacji życia. Tym przyjacielem może być Ukraina.
Nieudolna polityka zagraniczna ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego, który nie potrafi zrozumieć, że dziś zaniedbanie sprawy wschodniej, porzucenie dziedzictwa śp. Lecha Kaczyńskiego, wpadnięcie w szpony Rosjan, Niemców i komisarzy z Brukseli, odwrócenie się od naszych rodaków na Wschodzie, i braci Słowian jest kardynalnym błędem, o czym przypomniał na Majdanie Jarosław Kaczyński.
Milicja okładająca pałkami demonstrantów, w tym polskich obywateli, ukazuje ordynarną, prostacką gębę reżimu ukraińskiego, który ze względu na swoje miliardowe interesy, osobiste animozje woli grzęznąć w układzie postsowieckiej zmory niż wysłuchać woli obywateli.
Droga Ukraińców do Unii Europejskiej jest już właściwie zamknięta, a na pewno poważnie wydłużył się czas na osiągnięcie członkostwa, o ile nie dojdzie do jakiegoś nieoczekiwanego zwrotu akcji.
Jednak teraz, co sami przyznają, to, co im pozostało, to chęć obrony honoru kraju i narodu w oczach sąsiadów, Europy i świata. Stąd pokojowa demonstracja i półmilionowy protest. Dlatego należy ich w tym cały czas wspierać.
A my, po wyzwoleniu się spod władz totalitarnego komunizmu, uważajmy, żeby nie dać się spętać heterofobicznej dyktaturze, libertyńskim środowiskom agresywnej mniejszości, która maszeruje z pełnym sukcesem przez instytucje, egoistycznie poszerzając pole walki. I red. nacz. Michnik dobrze wie, o co się toczy ta walka, wiedzą to również feministki z ukraińskiego Kobiecego Ruchu Femen.
Przeciwnie do tych wyżej wymienionych, bądźmy mądrzy jak Chorwaci i nie tak miękcy jak Hiszpanie czy Francuzi. Sfalsyfikujmy nareszcie słynne powiedzenie: „Mądry Polak po szkodzie”. Nie dajmy się zastraszyć rozhisteryzowanej mniejszości, nie pozwólmy się sterroryzować zwyrodnialcom chcącym bezkarnie rozszarpywać nasze dzieci i podeptać naszą Ojczyznę w marszu barbarzyńskich neopogan.
dr Tomasz M. Korczyński