• Niedziela, 15 marca 2026

    imieniny: Klemensa, Ludwiki, Longina

Nie zapominajmy o katolikach z Bośni i Hercegowiny

Niedziela, 1 grudnia 2013 (20:37)

Często, mówiąc o różnych formach zjawisk prześladowań chrześcijaństwa na świecie, zapominamy o Europie. Jeśli zaś ktoś odważy się podjąć wątek dyskryminacji wyznawców Chrystusa na Starym Kontynencie, zazwyczaj kieruje wzrok ku Unii Europejskiej, zapominając, że Europa to nie tylko UE.

Trzeba zatem  czasem to sobie przypomnieć, aby wyjść ze swoistego etnocentryzmu. Bośnia i Hercegowina, Kosowo, Białoruś, Albania, państwa, w których los katolików, prawosławnych i protestantów jest trudny, a życie bywa uciążliwe.

Ponieważ ostatnio JE ks. bp Franjo Komarica, ordynariusz Banja Luki i przewodniczący Episkopatu Bośni i Hercegowiny zażądał zaprzestania dyskryminacji katolików w tym kraju, nie pozostaje nam nic innego, jak przybliżyć problem Kościoła z tego regionu Europy.

Ksiądz biskup Komarica powiedział, że „politycy z Zachodu powinni wywierać presję na bośniackich polityków, aby nareszcie katoliccy uciekinierzy, ofiary wojny domowej mogli powrócić do kraju”.

O sytuacji katolików w Bośni i Hercegowinie międzynarodowe dzieło katolickie Pomoc Kościołowi w Potrzebie (PKWP) informuje niemal w każdym swoim raporcie „Prześladowani i zapomniani”. Nieprzypadkowo. W rozmowie z PKWP ks. bp Komarica zaapelował, aby zawalczyć o prawa katolików poprzez kanały polityczne, by wreszcie władze tego kraju zaczęły uznawać i respektować podstawowe prawa Chorwatów, ponieważ jak dotąd 200 tys. z nich nie może wrócić do domów. Ci, którzy deklarują, że mogliby powrócić nawet natychmiast, tj. ok. 4 tys. rodzin, nie mają żadnych perspektyw na pracę, na prąd, na gaz, na lekarstwa, na szkoły. Wystarczy mieć chorwackie nazwisko, aby udaremniło to szansę katolikom na jakiekolwiek zatrudnienie.

– Bardzo wielu Chorwatów, pomimo wstąpienia Chorwacji do Unii Europejskiej, w Bośni jest obywatelami drugiej kategorii – ubolewa ks. bp Komarica.

W Bośni i Hercegowinie żyje ok. 4 mln ludzi. Ponad połowa, 55 proc., to muzułmanie zamieszkujący Bośnię. Chrześcijanie stanowią 41 proc. populacji i żyją w Hercegowinie i Republice Serbskiej. Aby ukazać dodatkową komplikację, należy wspomnieć, że Bośnia i Hercegowina to twór składający się z dwóch jednostek administracyjnych, oprócz federacji Bośni i Hercegowiny jest jeszcze Republika Serbska, której nie można mylić z Republiką Serbii. W Republice Serbskiej żyją głównie prawosławni chrześcijanie. A to przecież jeden byt państwowy, którego granice, ustawodawstwo i władze zostały ustalone w pokoju z Dayton w 1995 r., który zakończył ponadtrzyletni, najkrwawszy konflikt w Europie po II wojnie światowej.

Tymczasem 18 lat po tej tragedii kraj pogrąża się w kryzysie ekonomicznym, chaosie politycznym i społecznym niezadowoleniu. Fatalne położenie gospodarcze wstrzymuje inwestycje z zagranicy. Gdyby nie nadzór USA i UE kraj ponownie zanurzyłby się w konflikcie. Trudno zatem na co dzień tutaj żyć. Każdemu. Bośnia i Hercegowina to wstyd i porażka międzynarodowej polityki.

Jednak najciężej jest katolikom. Według danych Kościoła katolickiego przed wojną żyło tutaj 835 tys. katolików, a dziś jest ich 440 tysięcy. W Republice Serbskiej jest jeszcze gorzej, ich liczba stopniała z 220 tys. do 11,5 tysiąca. W październiku br., po 22 latach, ponownie przeprowadzono Powszechny Spis Ludności. Według nieoficjalnych statystyk katolicy to zaledwie 10 proc. populacji.

Oprócz utrudnień religijnych problemy przebiegają wzdłuż granic etnicznych, gdyż na każdym obszarze występują animozje religijne i nacjonalistyczne. Krwawa i brutalna wojna domowa z połowy lat 90. nie jest reliktem przeszłości.

Arcybiskup Sarajewa ks. kard. Vinko Puljić za pośrednictwem PKWP wystosował apel, aby katolicy byli traktowani na równi z innymi obywatelami, ponieważ pomimo upływu lat od końca wojny są nadal dyskryminowani.  Dotyczy to ich sytuacji na rynku pracy, w szkołach i innych sferach życia społecznego. Poza tym nadal nie zwrócono Kościołowi zagarniętej własności za czasów komunizmu, chociaż wspólnoty muzułmańskie swoje nieruchomości i tereny odzyskały niemal w 100 procentach.

Zdaniem ks. kard. Puljicia, celem tej polityki jest zmuszenie katolickich Chorwatów do opuszczenia Bośni i Hercegowiny. Poza tym, co trzeba stale przypominać, kraj ten jest objęty wartkim programem islamizacji, co za płaci Arabia Saudyjska, najważniejszy sponsor budowy meczetów w Europie. W samym tylko Sarajewie w ostatnich latach wybudowano 70 meczetów, natomiast nie ma zezwoleń na budowę kościołów katolickich.

Dlatego żądania i stanowisko Kościoła katolickiego są jasne. Biskup Komarica powiedział, że chorwaccy katolicy muszą wreszcie zostać zrównani w prawach z pozostałymi dwiema społecznościami, muzułmańską i prawosławną, czyli z Bośniakami i Serbami. Muszą mieć warunki powrotu do kraju, mieć stworzone możliwości do życia w ojczystych stronach. Kościół katolicki próbuje ze wszystkich sił realizować programy, głównie edukacyjne, które to umożliwią, nie czekając na decyzje i ruchy władz państwa.

Pracuje też nad konsolidacją i współpracą wciąż zwaśnionych i nieufnych wobec siebie stron. W rozmowie z Radiem Watykańskim ks. kard. Puljić powiedział: – Jjesteśmy mniejszością, ale jednocześnie konstruktywną siłą działającą na rzecz rozwoju społecznego.

Przy wsparciu Pomocy Kościołowi w Potrzebie można było sfinansować na przykład szkoły dla dzieci. Placówki nie mogły przyjąć wszystkich z powodu wielkiego zainteresowania, dlatego potrzeba dalszego zaangażowania. Nie zapominajmy o katolikach z Bośni i Hercegowiny.

dr Tomasz M. Korczyński