Grająca szafa Laska
Sobota, 30 listopada 2013 (02:13)Wśród zadań stawianych uczniom szkół podstawowych znajduje się odpowiadanie na pytania na podstawie krótkiego tekstu. Nie potrzeba do tego żadnej wiedzy, umiejętności wnioskowania czy pięknego wypowiadania się. Należy tylko przeczytać uważnie tekst i wybrać cytaty.
Ten komentarz nie dotyczy jednak obniżającego się poziomu szkolnictwa, ale prostackiego, bezczelnego i bałamutnego manipulowania prawdą przez ludzi, którzy skończyli już wcale nie najgorsze szkoły, zajmują intratne stanowiska, co więcej – każą się nazywać ekspertami.
Oto, jak rozwiązali prosty test na zrozumienie. Zacznijmy od tekstu.
Raport Millera, załącznik 2, strona 5: „Na miejscu wypadku 10.04.2010 r. zostały odnalezione następujące rejestratory samolotu Tu-154M: katastroficzny MŁP-14-5, eksploatacyjny KBN-1-1, kaseta pamięci ATM-MEM15 (odnaleziona w szczątkach rejestratora ATM-QAR). Rejestrator K3-63 nie został odnaleziony na miejscu wypadku. Informacje zapisane przez ten rejestrator znajdują się w całości w zapisach rejestratorów systemu MSRP oraz ATM-QAR”.
A teraz pytanie, które zadał sam sobie zespół Macieja Laska: „Czy to prawda, że według raportu Millera, cztery rejestratory rządowego Tu-154M znaleziono na wrakowisku 10 kwietnia 2010 roku?”.
No więc spokojnie policzmy. MŁP-14-5 – raz, KBN-1-1 – dwa, ATM-QAR – trzy, K3-63 – nie znaleziono, więc nie liczymy, MARS-BM – cztery. Czyli wszystko się zgadza: cztery rejestratory znaleziono, a jednego nie znaleziono. Zaznaczamy więc odpowiedź „tak”.
Jednak w odpowiedzi na artykuł „Naszego Dziennika” z 28 listopada br. na ten temat zespół Laska na swojej stronie internetowej usilnie chce odpowiedzieć „nie”. W tym celu anonimowy autor wylicza różne fragmenty raportu i załączników do niego, w których mowa jest o rejestratorach, ale nie ma daty ich znalezienia. Albo jest data, ale otwarcia i skopiowania zawartości. A potem stwierdza, że zapis rejestratorów jest wiarygodny, co w ogóle nie stanowi tu przedmiotu sporu.
Szanowni eksperci, jedyni i najlepsi, mogę panom zacytować fragmenty raportu, w których nie tylko nie ma „podejrzanej” daty, ale w ogóle nie ma mowy o rejestratorach. Czy to dowodzi, że ich nie znaleziono?
Pozwolę sobie zauważyć, że na wielu stronach jest mowa o panów komisji, jednak w kilku miejscach nie ma nazwiska „Lasek”. Może więc nie był on członkiem komisji albo taki ktoś nie istnieje. Niemniej jednak „Nasz Dziennik” preferuje fakty, a pewien działający przy kancelarii premiera zespół – mydlenie oczu.
Problem w tym, że grupa ta została powołana, by coś społeczeństwu „wyjaśniać”. Tymczasem dialog z byłymi członkami komisji Millera coraz bardziej przypomina rozmowę z szafą grającą. Niestety, monety do niej wrzucane są z naszych podatków.
Piotr Falkowski