• Środa, 8 kwietnia 2026

    imieniny: Maksyma, Seweryna, Waltera

Rozpruty worek z konfabulacjami

Piątek, 29 listopada 2013 (02:00)

Z mec. Bartoszem Kownackim, pełnomocnikiem rodzin pokrzywdzonych w katastrofie samolotu Tu-154M, rozmawia Marcin Austyn

Po trzech latach od katastrofy okazuje się, że nie mamy pewności co do tego, kiedy, w jakich okolicznościach i kto odnalazł czarne skrzynki. W przypadku polskiego rejestratora ATM-QAR rozbieżność czasu między czynnościami opisanymi przez Rosjan a raportem Millera to aż dwa dni.

– W każdym śledztwie wszelkie okoliczności związane z zabezpieczeniem tego rodzaju dowodów, jeżeli chcemy się na nie powoływać, nie powinny budzić żadnych wątpliwości. Oczywiście zdarza się tak, że czarna skrzynka nie zostanie odnaleziona i badania prowadzi się na podstawie innych dowodów, ale w tym przypadku ona była i należało zadbać, by została zabezpieczona w sposób prawidłowy. Na tzw. polską skrzynkę powoływała się komisja Millera i ona była dla niej kluczowym materiałem. Zatem protokół jej pozyskania powinien być w pełni transparentny i zawierać m.in. informacje o tym, kiedy ten dowód został odnaleziony, o której godzinie, przez kogo, czy może odnaleziono go wspólnie, kto w tej czynności uczestniczył, kiedy strona polska miała możliwość dostępu do tego rejestratora, jak go zabezpieczono… To wszystko nie powinno budzić najmniejszych wątpliwości. Podobno nie powinno być żadnych braków w nagraniach, które później trzeba by uzupełniać. Każda taka wątpliwość wpływa deprecjonująco na cały raport.

 

Jakie znaczenie ma ujawnienie kolejnej konfabulacji w rządowym raporcie, w jaki sposób rzutuje to na wiarygodność tego dokumentu?

– Przede wszystkim te okoliczności mają zasadniczy wpływ na wiarygodność sporządzonej dokumentacji. I nie jest to pierwszy materiał przekazywany przez stronę rosyjską, który jest albo niewiarygodny, albo niekompletny. Stąd też wysnuwane na tej podstawie w polskim śledztwie wnioski są później obarczone dużym błędem. Niestety, nie jesteśmy w stanie stwierdzić w kategoriach prawdy lub fałszu czy ten konkretny protokół jest wiarygodny, czy też może został sfałszowany. I chociaż w pierwszym rzędzie w wątpliwość podamy jakość sporządzonej dokumentacji, to można też mieć ograniczone zaufanie do zawartości samych rejestratorów. To logiczna implikacja.

 

Polscy prokuratorzy byli w Smoleńsku, kiedy podejmowano rejestratory, ale nie uczestniczyli w żadnej czynności z nimi związanej. To chyba nie jest standardowa sytuacja?

– Polscy prokuratorzy byli w pierwszych dniach po katastrofie dopuszczani do udziału w czynnościach śledztwa rosyjskiego, zatem gdyby chcieli, mogli brać udział w pracach związanych z zabezpieczeniem rejestratorów. Problem raczej polegał na tym, że strona polska – rząd, prokuratura – nie zadbała o wydelegowanie do Federacji Rosyjskiej odpowiedniej liczby prokuratorów „liniowych”. Trudno więc było oczekiwać polskiego zaangażowania we wszystkie czynności prowadzone przez Rosjan, skoro początkowo na miejscu było raptem dwóch, i to wysokich rangą śledczych. Zresztą, nie to było ich rolą. Tam powinni być dodatkowi prokuratorzy oddelegowani do pracy na miejscu zdarzenia. Wówczas nie byłoby wątpliwości co do materiału zgromadzonego na potrzeby polskiego śledztwa i zapewne czas odnalezienia rejestratorów nie byłby określony tak nieprecyzyjnie, wiedzielibyśmy, kto uczestniczył w tej czynności, mielibyśmy dokładnie opisane miejsce odnalezienia… Z pewnością nie powinno być to robione tak, jak to uczyniła strona rosyjska.

W aktach sprawy, które przyleciały z Moskwy, nie ma w ogóle protokołu oględzin rejestratora KBN-1-1, choć wiadomo, że przetrwał katastrofę.

– To, jak gromadzona była dokumentacja na potrzeby rosyjskiego postępowania, to kolejna skandaliczna sprawa. Wiemy, jak wyglądały protokoły oględzin, protokoły z badań sekcyjnych ofiar katastrofy. Taki materiał nieprawidłowo opisany, nieprawidłowo zabezpieczony pozwala podać w wątpliwość to, czy on został pozyskany, tak jak to wskazują dokumenty. W sposób naturalny rodzą się tu pytania o to, czy mamy do czynienia z oryginalnym materiałem dowodowym. Gdyby wszystkie czynności były dokumentowane w sposób prawidłowy, tych wątpliwości by nie było. Jeśli jednak od początku śledztwa dopuszcza się do takich zaniedbań, to potem pojawiają się pytania, na które odpowiedzi mogą być różne.

 

Rejestrator ATM-QAR mógł być podobno odczytany tylko w Polsce. Mamy gwarancję, że właśnie tak się stało?

– Z całą pewnością wiemy tylko tyle, że taki rejestrator był odczytany w Polsce. Swoją drogą, ciekawe jest, dlaczego bardziej użyteczny w prowadzonych badaniach był rejestrator umieszczony w przedniej części samolotu, która przecież uległa dużym zniszczeniom, niż te katastroficzne, znajdujące się w tyle. Oczywiście wszystko jest możliwe, ale ta okoliczność także rodzi pewną wątpliwość.

Co nam mówią same rozbieżności w datach odnalezienia rejestratorów?

– Różnice między tym, co wynika z dokumentacji będącej w posiadaniu prokuratury wojskowej, a tym, co jest zapisane w raporcie Millera, są pytaniem o wiarygodność polskiego raportu i przekazu zespołu, którym obecnie kieruje dr Maciej Lasek. Obawiam się, że te okoliczności ponownie nie będą miały dla tego gremium znaczenia, tak jak nieistotne było to, na jakiej wysokości miało dojść do zderzenia samolotu z brzozą. Dla mnie jednak jest to kolejny dowód utwierdzający w przekonaniu, że komisja ministra Jerzego Millera od początku działała w sposób nierzetelny, nieprofesjonalny, a badania wykonane na potrzeby raportu nie mogą być uznane za prawidłowe. Osobiście, mając w pamięci wydarzenia z kwietnia 2010 r., przychyliłbym się do twierdzenia, że rejestratory, mimo że nieprawidłowo zabezpieczone, to jednak zostały odnalezione w dniach, na które wskazuje dokumentacja prokuratury, a nie w terminach zaznaczonych przez komisję Millera. Zresztą, patrząc na całokształt działań tego gremium, odnoszę wrażenie, że dla komisji nie miało znaczenia to, że rejestrator w ogóle został odnaleziony, bo przecież już 10 kwietnia 2010 r. znany był oficjalny przebieg tego tragicznego zdarzenia.

Dziękuję za rozmowę.

Marcin Austyn