• Niedziela, 15 marca 2026

    imieniny: Klemensa, Ludwiki, Longina

Brutalny mord w Tanzanii

Czwartek, 28 listopada 2013 (21:21)

Tanzania była przez wiele lat postrzegana na kontynencie afrykańskim jako wzór pokojowego państwa. Niestety, dziś trudno uznać tej kraj za miejsce, w którym można mieszkać bezpiecznie. Narasta przemoc na tle religijnym, a jej sprawcy rzadko stają przed sądem.

Tanzania dość niedawno stała się krajem prześladowań chrześcijan. To przykład, że agresywny islam postępuje w Afryce, obejmuje swoim zasięgiem coraz większe połacie tego kontynentu, już dawno przestał obowiązywać wyłącznie w Afryce Północnej, i że mniejszość może być w swoich celach niezwykle żarłoczna i napastliwa.

Tanzania wkroczyła do tego niechlubnego grona z głośnym impetem. Mordy i zamachy na kapłanów i pastorów, pogromy, napady na kościoły i zamachy terrorystyczne są tu w gruncie rzeczy zjawiskiem nowym. Międzynarodowe Dzieło chrześcijańskie Open Doors dopiero w tym roku umieściło Tanzanię na Światowym Indeksie Prześladowań, ale wskoczyła ona od razu na 24. miejsce.

Oczywiście praca radykałów, aby się uplasować na liście hańby, jest długotrwałym procesem, który dokonuje się głównie na autonomicznych wyspach Tanzanii, Zanzibarze, zamieszkałych przez 99 proc. muzułmanów, ale to właśnie stąd eksportuje się terrorystów i fanatyków na kontynent.

Najnowszy atak, jeden z wielu w ostatnim czasie, miał miejsce 22 października br. o pierwszej w nocy w Pasiansi w regionie Mwanza. 35-letni lider chrześcijańskiej wspólnoty młodzieżowej Elias Lunyamila Meshack został pocięty maczetą. Zginął na miejscu, dwie inne ofiary ataku zostały poważnie ranne, jedna osoba opuściła już szpital, życie drugiej jest nadal zagrożone. Biskup Eliabu Sentozi z Gilgal zdementował pogłoski, aby był to „tylko” napad rabunkowy, tym bardziej że nikt nie został okradziony. Śledztwo w tej sprawie trwa, ale prowadzone jest powoli.

13 września katolicki ksiądz Amselmo Mwangamba został oblany substancją żrącą w Stone Town. Kwas wypalił mu twarz, klatkę piersiową i ramię. Od listopada 2012 r. był to piąty atak z zastosowaniem tej metody. 2 czerwca duża grupa muzułmanów uzbrojona w maczety zaatakowała dom Roberta Ngai, pastora z miejscowości Geita. Pocięty przeżył, ale stracił palce.

Na początku maja br. doszło do zamachu bombowego podczas Mszy św. inauguracyjnej nowego kościoła katolickiego pw. św. Józefa w Aruszy – w miejscu dobrze znanym turystom odwiedzającym Park Serengeti oraz Kilimandżaro. Trzy osoby straciły wówczas życie, ponad sześćdziesiąt odniosło obrażenia. Prezydent Jakaya Kikwete skierował wówczas słowo do chrześcijan, namawiając ich, by nie zaprzestawali uczestniczenia w nabożeństwach: „Jeśli damy się zastraszyć, przestępcom, którzy dopuścili się ataku, odniosą zwycięstwo” – mówił do rodaków.

Od kilku lat nastroje wśród muzułmanów się radykalizują. Napady i egzekucje, pobicia, oblewanie kwasem (niecodzienny, ale okrutny pomysł terrorystów, którzy oblewają substancjami żrącymi księży i pastorów, także w Ugandzie i Kenii, a okrutny, ponieważ jeśli trucizna uszkodzi układ oddechowy, ofiary umierają wolno, nie mówiąc już o oszpeceniu ciała). Zanzibar dąży do niepodległości, oderwania się od chrześcijańskiej Tanzanii. Szczególnie agresywną grupą radykałów jest organizacja Jumiki, znana lepiej jako Uamszo („Przebudzenie”), którą podejrzewa się o zabicie 35-letniego Eliasa Lunyamila Meshacka.

Szczególnie podatni na ideologię zagłady są biedni i niewykształceni muzułmanie. Łatwo do nich dotrzeć z ofertą radykalnego islamu. Źródło eksportu radykałów usytuowane jest we wschodniej Afryce, przede wszystkim Somalii.

Muzułmanie w Tanzanii stanowią niemal 40 proc. populacji. A zatem kraj ten jest kolejnym przykładem, że gdy agresywna islamska mniejszość przechodzi do akcji, wówczas stan faktyczny jej liczebności nie odgrywa roli.

dr Tomasz M. Korczyński