Strajk to ostateczność, z której skorzystamy
Wtorek, 26 listopada 2013 (19:41)Z Leszkiem Miętkiem, przewodniczącym Konfederacji Kolejowych Związków Zawodowych, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Związki zawodowe działające w Przewozach Regionalnych ogłosiły dziś pogotowie strajkowe w spółce. A zatem do strajku bliżej niż dalej…?
– Jesteśmy gotowi do rozmów, ale konkretnych. Mamy też swoje oczekiwania: żądamy gwarancji zatrudnienia i reform w spółce. Czekamy na rozwój wydarzeń, na rozmowy z nowym kierownictwem resortu i na spotkanie z wicepremier Elżbietą Bieńkowską, które ma się odbyć między 2 a 4 grudnia. Czekamy też na efekty Konwentu Marszałków w sprawie Przewozów Regionalnych, który odbędzie się między 5 a 6 grudnia. Po rekonstrukcji rządu chcemy jeszcze dać szanse wicepremier Bieńkowskiej, żeby zaangażowała się w rozwiązanie problemu. Jeżeli to nie nastąpi, następnym krokiem będzie ogłoszenie strajku. Przyjęliśmy regulamin strajku, załogi są w pogotowiu, jesteśmy po spotkaniach z pracownikami we wszystkich zakładach w kraju. Ludzie są zdeterminowani, co wyrazili w letnim referendum, kiedy za strajkiem w spółce opowiedziało się aż 96 proc. pracowników. Strajk jednak nie jest celem samym w sobie, to ostateczność, z której skorzystamy, jeżeli po drugiej stronie nie będzie dobrej woli. Jeżeli doszłoby do strajku, to nie ukrywam, że liczymy też na zrozumienie ze strony podróżnych, bo to także walka w ich interesie, w interesie takiej organizacji przewozów pasażerskich, która umożliwi im bez problemów dojechać do pracy czy do szkoły.
Nie był to jednak jedyny temat dzisiejszego spotkania przedstawicieli związków zawodowych działających w Przewozach Regionalnych?
– Owszem. Przeanalizowaliśmy również sytuację związaną ze sporem zbiorowym o pakt gwarancji pracowniczych, protokołem rozbieżności w kontekście całkowitego braku zaangażowania w rozwiązanie problemów, które trapią spółkę, przez marszałków poszczególnych województw. Stoimy na stanowisku, że warto byłoby sprawdzić, czy powoływanie spółek wojewódzkich nie nosi w sobie znamion korupcji, bo na pewno nie jest podyktowane poprawą oferty dla podróżnych. Widać to chociażby po kompromitacji spółki Koleje Śląskie, która kosztuje Urząd Marszałkowski kilkadziesiąt milionów złotych więcej niż Przewozy Regionalne, natomiast ofertę przewozową ma na poziomie zaledwie 40 proc. tego, co realizowały Przewozy Regionalne. To pokazuje najlepiej, że nie były to działania podyktowane dobrem klientów, ale czymś zupełnie innym – działaniem na szkodę spółki Przewozy Regionalne. W naszym przekonaniu, należałoby to sprawdzić pod względem korupcyjnym.
Z tego co pamiętam, sprawa była już kierowana do prokuratury…?
– Tak, było to dwa lata temu w związku z powołaniem spółki Koleje Śląskie, gdzie spółka funkcjonowała dwa lata, a przewozów nie było wcale. Kolejna sprawa dotyczyła wynajmu lokomotyw 5-megawatowych do ciągnięcia jednego wagonu. Również zgłaszaliśmy kwestie podpisania przez Koleje Dolnośląskie i Kujawsko-Pomorskie 10-letniego kontraktu z konkurencyjną spółką, podczas gdy są problemy, żeby podpisać roczną umowę z Przewozami Regionalnymi. To pokazuje, że jest wiele spraw, których my mimo dobrej woli nie rozumiemy. Być może odpowiedzią na nasze wątpliwości będzie zbadanie sprawy przez odpowiednie organy państwa.
Czego mają dotyczyć rozmowy z wicepremier Bieńkowską, o których Pan wspomniał?
– O gotowości i zaangażowaniu rządu w rozwiązanie problemów Przewozów Regionalnych mówił minister Zbigniew Rynasiewicz, który poinformował, że wicepremier Bieńkowska jest gotowa z nami rozmawiać. Mamy nadzieję, że nie będzie tak, jak z byłym już ministrem Sławomirem Nowakiem, który mówił, że sytuacja w Przewozach Regionalnych nie jest zmartwieniem rządu. Tymczasem z całą pewnością jest to sprawa rządu. Przypomnę, że to rząd jest autorem ustawy o usamorządowieniu Przewozów Regionalnych i wszystkie związane z tym problemy mają swoje podstawy właśnie w złej ustawie. Liczymy, że w końcu rząd zaangażuje się w rozwiązanie problemów Przewozów Regionalnych i wpłynie na marszałków województw, ażeby wreszcie poczuli się właścicielami tych spółek. Być może rząd podejmie decyzję o zabraniu zabawek marszałkom, którzy ewidentnie bawią się spółką Przewozy Regionalne, i dojdzie do nacjonalizacji Przewozów Regionalnych w Polsce, o czym także jesteśmy gotowi rozmawiać. Innymi słowy, chcemy dać jeszcze jedną szansę rządowi na podjęcie konkretnych działań naprawczych. Jeżeli nadal będą to tylko działania pozorowane lub kontynuacja dotychczasowej polityki ministra Nowaka, że koleje regionalne to problem marszałków województw, to jesteśmy gotowi podjąć bardziej zdecydowane działania w obronie firmy i miejsc pracy. Zresztą są to wszystko działania w interesie podróżnych, którzy bądź co bądź są ofiarami tego chorego systemu. To oni wychodzą na perony i dowiadują się, że pociągi nie kursują, to podróżnym zamyka się linie, jak chociażby na Śląsku, gdzie jeździ tylko 40 proc. pociągów. Jeżeli nie zatrzymamy tego regresu, to za chwilę możemy mieć do czynienia z sytuacją, że pociągi będą jeździły tylko po głównych szlakach komunikacyjnych, a pasażerowie całkowicie stracą możliwość dojazdów transportem szynowym.
Jaka jest w tej chwili faktyczna sytuacja spółki Przewozy Regionalne?
– Sytuacja Przewozów Regionalnych jest, krótko rzecz ujmując, fatalna. Mamy do czynienia z działaniami na niekorzyść spółki podejmowanymi przez marszałków województw. Zarząd spółki zajmuje się wyłącznie bieżącymi sprawami z uwagi na gigantyczne zadłużenie i brak możliwości ugody z Polskimi Liniami Kolejowymi. Spółka, można powiedzieć, dryfuje. Z drugiej strony został zatrzymany – nie wiadomo na jak długo – proces zmian w ustawie o PKP umożliwiający upadek spółek kolejowych. Chcę przypomnieć, że na 8 listopada w programie było trzecie czytanie ustawy, co oznaczałoby praktycznie wyrok na Przewozy Regionalne. Na szczęście postanowiono jednak cofnąć tę szkodliwą protezę prawa do komisji. Dziś praktycznie nikt nie umie powiedzieć, jak powinny wyglądać Przewozy Regionalne po ewentualnej upadłości i w jakim kierunku powinny zmierzać zmiany. Wobec powyższego zmiana ustawy nie powinna nastąpić aż do czasu, kiedy będziemy mieli jasność, jak będą funkcjonowały przewozy pasażerskie w Polsce. Jeżeli jasne będzie prawo, wówczas polscy kolejarze nie będą obawiać się konkurencji i upadłości. Niestety w obecnych warunkach upadłość oznacza swoisty wyrok na spółce Przewozy Regionalne i przełożenie skandalu komunikacyjnego ze Śląska na obszar całego kraju.
Widzi Pan szanse na przetrwanie i funkcjonowanie spółki Przewozy Regionalne?
– Oczywiście, że widzę, ale szansa ta polega na utrzymaniu w ogólnopolskim wymiarze spoistości firmy, a nie dzieleniu jej na małe kawałki. Ćwiartowanie na małe podmioty ma taki sam sens, jak np. utworzenie w Warszawie dzielnicowej komunikacji tramwajowej. Takie funkcjonowanie nie miałoby najmniejszego sensu. Kolej działa na zasadzie korzyści w skali i musi być odpowiednio i mądrze zarządzana. Również granica województwa nie może być nie do przebycia. Przewozy muszą być również skomunikowane ze spółką Intercity i innymi spółkami, które jeżdżą po polskich torach. Nie wolno robić zaścianków i budować granic województw jako murów nie do przebycia, bo to odstrasza i utrudnia życie podróżnym.
Czy będzie to także jeden z tematów rozmów z wicepremier Bieńkowską?
– Z naszej strony na pewno zaproponujemy także ten temat, natomiast o czym będzie chciała rozmawiać wicepremier Bieńkowska, przekonamy się, jak dojdzie do spotkania. Chcemy też poruszyć ogromnie ważny i palący problem, jakim jest stan bezpieczeństwa na polskich torach. Przypomnę, że w raporcie Państwowej Inspekcji Pracy i Urzędu Transportu Kolejowego, który demaskuje całą tę sytuację, kwestia bezpieczeństwa ruchu kolejowego wymaga natychmiastowej reakcji ze strony ministerstwa.
A zatem czy w tym momencie podróżni powinni obawiać się o swoje bezpieczeństwo?
– Raport demaskuje cały szereg nieprawidłowości dotyczących zarówno czasu pracy, jak też warunków zatrudnienia. Przypomnę, że minister Nowak w 10-punktowym programie naprawczym bezpieczeństwa ruchu kolejowego wskazał na konieczność zmian ustawowych w tym względzie, które do tej pory nie doczekały się realizacji. Jeżeli chodzi o szkolenia, ustawa jest, a wciąż nie ma rozporządzeń, bo minister Andrzej Massel tego nie zrobił. Nie zmieniono przepisów instrukcji organizacji pracy wynikających z dyspozycji Państwowej Komisji Badania Wypadków Kolejowych. Trzeba pamiętać, że kolej jest oparta na doświadczeniu ludzi, którzy często 30 i więcej lat pracują na swoich stanowiskach i starają się w miarę swoich możliwości zapewnić to bezpieczeństwo. Natomiast na ministrze spoczywa obowiązek naprawy wskazanych obszarów w tym 10-punktowym programie i raportach Państwowej Komisji Badania Wypadków Kolejowych. Widać minister Massel nie był zbyt gorliwy w rozwiązywaniu tych problemów. Dla przykładu powiem, że ostatnie spotkanie komisji bezpieczeństwa, która funkcjonuje pod patronatem ministra Massela, odbyło się w lipcu br. W kontekście tych raportów widać najlepiej, że w tej materii jest jeszcze wiele do zrobienia.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki