Będzie łatwiej zostać winiarzem
Niedziela, 24 listopada 2013 (21:41)Zmiana przepisów dotyczących produkcji wina, miodu pitnego, cydru i perry ma spowodować, że rolnicy zaczną chętniej produkować te trunki z surowców pochodzących z ich gospodarstw.
Polska ma na razie jedne z najbardziej restrykcyjnych przepisów dotyczących produkcji takich wyrobów alkoholowych, jak wino, miód, cydr (napój winiarski z jabłek) i perry (z gruszek). Przede wszystkim rolnicy narzekali na to, że nawet jak chcieli wytwarzać tylko niewielkie ilości trunków, to musieli zorganizować w gospodarstwie skład celny (do poboru akcyzy), jak również zakupić linię do rozlewania i butelkowania trunków, bo obowiązująca wciąż ustawa zabrania rozlewania alkoholu poza gospodarstwem, w którym został on wytworzony.
– Jeśli więc rolnik chciał wyprodukować np. kilkaset litrów cydru lub wina do częstowania gości wypoczywających w jego gospodarstwie agroturystyczny, to powinien w tym celu kupić kompletną linię rozlewniczą wartą przynajmniej kilkadziesiąt tysięcy złotych – mówi Anna Bujakowska, doradca podatkowy.
– Oczywiście taka inwestycja była kompletnie nieopłacalna, więc zdecydowana większość rolników z tej działalności rezygnowała albo jej nie rejestrowała. Niewielkie ilości napojów jednak w swoich gospodarstw produkują i narażają się na postępowania karno-skarbowe i procesy sądowe za nielegalne wytwarzanie alkoholu, jeśli nie wytwarzają go tylko na własne potrzeby – dodaje.
Przepisy są absurdalne do tego stopnia, że jeśli rolnik przenosi wino z jednego pomieszczenia do drugiego, też musi o tym powiadomić urząd celny.
Nowe prawo, jeśli tylko ustawę sejmową przyjmie Senat i podpisze prezydent, spowodują, że rolnik będzie mógł zlecić innej firmie rozlewanie napojów alkoholowych, które wyprodukuje w swoim gospodarstwie. To może być asumpt do rozwoju tej branży, bo w tej chwili wykorzystujemy swoje możliwości w znikomym stopniu. Mamy co prawda około 500 winnic, ale średnio każda z nich ma powierzchnię mniejszą od hektara. Zdaniem ekspertów, pod uprawę winorośli nadaje się aż 100 tys. hektarów ziemi, ale z powodu biurokratycznych barier rolnicy nie powiększali winnic.
Także niewielu, bo ledwie kilkudziesięciu sadowników, zajmuje się wytwarzaniem cydru i perry. Plusem nowej ustawy jest na pewno i to, że po wejściu jej w życie, producenci, którzy zostali wykreśleni z rejestru wytwórców wina, miodu pitnego, cydru czy perry, bo np. zrezygnowali z tej działalności z powodu nieopłacalności, będą mogli się starać o ponowny wpis, co wedle wciąż obowiązujących przepisów jest niemożliwe.
Uproszczone też zostały przepisy dotyczące informacji i deklaracji składanych do Agencji Rynku Rolnego, np. obowiązek zawiadamiania o rozpoczęciu zbiorów winogron. Jeśli w danym dniu padał deszcz i zbiorów nie było, nie można było ich zacząć następnego dnia, tylko trzeba było znowu składać zawiadomienie i czekać trzy dni.
– Największym absurdem jest to, że aby w Polsce można było rozpocząć produkcję wina, trzeba było zdobyć kilkadziesiąt zezwoleń, zgód, certyfikatów i innych dokumentów. A jeśli ktoś chce importować wino, ma o wiele łatwiejszą drogę do rozpoczęcia takiej działalności. Więc nasze biedne i raczkujące winiarstwo było jeszcze dobijane – mówi Grzegorz Kurowski, niedoszły właściciel winnicy, który planował obsadzenie winoroślą 2-hektarowej działki rolnej na Dolnym Śląsku. – Przeraziły mnie warunki, jakie trzeba spełnić. Poczekam na nową ustawę i przepisy wykonawcze i może w przyszłym roku wrócę do tego pomysłu – dodaje.
Producenci rodzimych trunków mają nadzieję, że grono ich konsumentów będzie się rozrastać. Jakość wina czy miodu pitnego jest już bardzo wysoka, dlatego coraz więcej restauracji i sklepów je zamawia, cydr czy perry jeszcze bardzo rzadko widać na półkach z alkoholem, ale i to się może szybko zmienić. Bo gdy wytwórcy dostrzegą szanse rozwoju, nie pożałują też funduszy na promocję.
Krzysztof Losz