Rząd zafundował niemiecki złom
Niedziela, 24 listopada 2013 (20:51)Ze Stanisławem Głowackim, przewodniczącym Sekcji Krajowej Przemysłu Zbrojeniowego NSZZ „Solidarność”, rozmawia Mariusz Kamieniecki
MON zawarło z Niemcami umowę na zakup kolejnych 119 używanych czołgów Leopard. Jak polska zbrojeniówka przyjmuje taką wiadomość?
– Od samego początku, a więc już w końcówce lat 90., byliśmy zdecydowanymi przeciwnikami sprowadzania czołgów z demobilu do Polski. Tłumaczyliśmy wszystkim decydentom po kolei, że przejęcie czołgów z Bundeswehry wcale nie oznacza przejęcia dokumentacji na wykonywanie wszelkiego rodzaju remontów, napraw, serwisów itp. przez polski przemysł zbrojeniowy, jak nam to usiłowano wmówić. Wszyscy: kolejne rządy, ministrowie, tzw. eksperci od zbrojeniówki uważali, że nie mamy racji. Tymczasem już po sprowadzeniu pierwszej partii czołgów do Polski okazało się, że to inni się mylili, a my mieliśmy rację, a w związku z tym do dzisiaj nie mamy prawa do wykonywania serwisów, remontów, a przede wszystkim nie mamy dokumentacji tego sprzętu.
Zdajemy sobie sprawę, że modernizacja polskiej zbrojeniówki jest koniecznością także, gdy chodzi o czołgi, ale czy koniecznie musi to być sprzęt z demobilu i czy koniecznie niemiecki... Jeżeli nie mamy dokumentacji, jeżeli sami nie możemy wykonywać remontów, to oznaczać to będzie ni mniej, ni więcej brak możliwości wykonywania w polskich zakładach zbrojeniowych części, brak remontów i napraw, wreszcie oznaczać to może brak zakupu naszych czołgów w Łabędach. W efekcie, wcale w nie tak odległej perspektywie, możemy mieć do czynienia z upadkiem tej firmy, a w dalszej perspektywnie – z zapaścią na polskim rynku zbrojeniowym. W tej sytuacji zakup zagranicznego sprzętu, w dodatku używanego, nie może być przez nas przyjmowany z entuzjazmem, wprost przeciwnie. Chyba że coś się zmieni, że zmienią się warunki, że powstaną nowe okoliczności, o których my dzisiaj nic nie wiemy. Tak czy inaczej jest to cios w polską zbrojeniówkę.
Wobec tego, co Pan mówi, pytanie, kto na zakupie leopardów zrobił interes – Polska czy Niemcy, wydaje się retoryczne…
– Polski podatnik wydał pieniądze, i to ogromne pieniądze, na używany sprzęt. Przecież nie są to wyroby, które właśnie zeszły z taśm produkcyjnych. W tej sytuacji można powiedzieć z całą pewnością, że Polska na pewno nie zrobiła na tej transakcji żadnego interesu. Interes, i to dobry, zrobili Niemcy. Nie jest przecież przypadkiem, że premier Tusk zabiegał o ten sprzęt osobiście, rozmawiając z kanclerz Merkel. Można zatem powiedzieć, że zabiegał o interes Niemców, bo przecież nie Polski.
Dlaczego polski potencjał obronny próbuje się budować wprawdzie na zagranicznym, ale bądź co bądź złomie?
– Myślę, że dla niektórych nazwa Mercedes wciąż działa jak płachta na byka. Nie chcą przyjąć do wiadomości, że kilkudziesięcioletni nawet mercedes jest gorszy od nowego samochodu. Podobnie jest z leopardami, a wmawianie, że jest to cud techniki, niektórym oficerom, którzy decydują o tym, jaki sprzęt trafia do wyposażenia polskich Sił Zbrojnych, niestety przynosi takie efekty. Nie chcę już mówić o różnych innych podtekstach, które czasami się nasuwają.
Polska armia nie potrzebuje bardziej nowoczesnego sprzętu?
– Nowoczesny, niezawodny sprzęt jest jak najbardziej potrzebny. Jednak w mojej ocenie dzisiejsze kierunki i akcenty technicznej modernizacji polskiej armii zostały źle postawione. Dzisiejszy, nowoczesny rozwój armii to elektronika, to wysoko rozwinięta technika rakietowa, to bezzałogowe statki latające – drony. To jest to, co w świecie dziś dominuje, i kierunek, w którym powinniśmy zmierzać. Wybrano inaczej. Dla mnie jest to niepojęte i chyba nie jestem w tej ocenie odosobniony.
„To korzystna umowa, która oznacza nową jakość dla polskich Wojsk Lądowych” – powiedział minister obrony Tomasz Siemoniak po podpisaniu umowy z Niemcami, ale czy także dla polskiej zbrojeniówki?
– Pan minister Siemoniak tego nie powie, a ja i owszem, powtórzę jeszcze raz: nie jest to żaden interes dla polskiej zbrojeniówki. Dziwi mnie, że minister, który odpowiada za stan i poziom polskiej armii, tak jednoznacznie wypowiada się w sprawie tej niekorzystnej dla Polski umowy. Ja na jego miejscu taki odważny bym nie był. Trzeba być bardziej ostrożnym.
Według ministra obrony, leopardy mają się stać głównym czołgiem w wyposażeniu polskiej armii. A co w takim razie z czołgiem PT 91 Twardy?
– Słusznie pan zadał to pytanie. Okazuje się, że czołg, który próbujemy eksportować i reklamować na cały świat, z którym wiążemy wielkie nadzieje i zależy nam na tym, aby to był nasz sztandarowy wyrób, nie jest kupowany przez polską armię. Jest zatem oczywiste, że w przyszłości nasi kontrahenci zapytają: jak to możliwe, że oferujecie nam sprzęt, który produkujecie u siebie w Łabędach, którego sami nie używacie, a kupujecie niemieckie leopardy, i to z demobilu? Taka postawa polskiego rządu, który zamiast promować własną myśl techniczną i stawiać na własny sprzęt, woli nabijać kieszeń obcym producentom, jest dla mnie wielką zagadką.
Czy za rządów PO – PSL Polska ma jasno określoną politykę dotyczącą obronności…?
– Wydawało mi się, że tak, kiedy zostało ogłoszonych 14 programów dotyczących modernizacji polskiej armii. Niestety, w momencie zmian na stanowisku podsekretarza stanu ds. uzbrojenia w MON, zresztą ze zmianą każdego ministra, następuje diametralna zmiana kierunków modernizacji. Obawiam się, że brakuje tu długofalowej, przemyślanej, konsekwentnej polityki, a często rządzi przypadek. Każda władza, gdy dochodzi do głosu, podejmuje decyzje, inna sprawa – czy słuszne. Często zdarza się, że ministrami zostają nie ci, którzy się na danej dziedzinie znają, są fachowcami, lecz ludzie, którzy mają większe przebicie. To z kolei sprawia, że nie mamy spójnej polityki nie tylko dotyczącej modernizacji armii, ale brakuje nam również jednoznacznej polityki obronnej państwa.
Coraz więcej w Polsce mają do powiedzenia zagraniczne firmy zbrojeniowe. Jaki wpływ na sytuację w polskiej zbrojeniówce ma unijna dyrektywa z 2007 r., która umożliwia zagranicznym koncernom uczestnictwo w przetargach na dostawy dla polskiej armii?
– Cała ta unijna dyrektywa, która w zamyśle ma na celu usprawnienie handlu uzbrojeniem wewnątrz państwa Wspólnoty, tak naprawdę służy wykończeniu słabszych graczy na rynku, w tym również polskiej zbrojeniówki, i wyciągnięcie pieniędzy z polskiego rynku i od polskiego podatnika. Może brzmi to brutalnie, ale takie są fakty i trzeba to jasno powiedzieć. Polska jest jednym z nielicznych krajów na świecie, które procentowo przeznaczają dość dużo pieniędzy na uzbrojenie, w związku z tym można nas łatwo złupić. Myślę, że ta dyrektywa unijna w żaden sposób nam nie pomaga i co tu dużo mówić, już mamy w tej materii duże problemy. Niestety, nasi urzędnicy, szczególnie z Ministerstwa Spraw Zagranicznych, ale nie tylko, podchodzą do tej dyrektywy bardziej liberalnie niż najwięksi liberałowie, np. angielscy. Tamci chronią swój własny rynek, natomiast my już nie tylko otwieramy furtki czy drzwi, ale całe wrota na oścież. Mało tego, zachęcamy wszystkich do wejścia. Dzisiaj wszystkie szanujące się kraje chronią swoje rynki m.in. poprzez nadawanie statusu BP, czyli bez przetargu ze względu na szczególny interes państwa. Tymczasem my już prawie pół roku nie możemy się doprosić nadania takiego statusu podstawowym wyrobom wchodzącym do wyposażenia polskiej armii. Dotyczy to sprzętu, który każda armia musi mieć w swoim wyposażeniu, a więc m.in. rakiet czy amunicji. To jest dla nas niewyobrażalne. Działania, jakie podejmuje polski rząd, absolutnie nie pomagają, a wręcz szkodzą.
Próbowali Państwo zgłaszać ten problem odpowiednim organom?
– Mówiliśmy o tym niejednokrotnie ministrowi Radosławowi Sikorskiemu, który był szefem resortu obrony, dzisiaj powtarzamy to samo obecnemu ministrowi. Podpisaliśmy nawet porozumienia, które pozostają na papierze i w żaden sposób nie są realizowane. Trzeba powiedzieć sobie wprost, że obecnie jakakolwiek ochrona rynku obronnego w Polsce nie istnieje.
Czym taka polityka grozi na przyszłość?
– Już dziś mamy problemy z zatrudnieniem w zakładach zbrojeniowych, co wiąże się ze spadkiem zamówień. Jedna z największych fabryk w Polsce związana z techniką amunicyjno-rakietową, Zakłady Metalowe Mesko w Skarżysku-Kamiennej, m.in. dlatego, że nie ma statusu BP, ma dylemat, jak przeżyć 2014 rok. To samo dotyczy jednego z najnowocześniejszych zakładów w Polsce i Europie, Przemysłowego Centrum Optyki w Warszawie, i kolejnych fabryk, już nie wspominając o wcześniej wymienionych Zakładach Mechanicznych Bumar-Łabędy.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki