Czerwone Gliwice
Sobota, 23 listopada 2013 (02:00)Młodzi mieszkańcy Gliwic domagają się od władz miasta zmiany komunistycznych nazw ulic. W ciągu kilku dni akcję na portalu społecznościowym poparło ponad 300 osób.
„Nie rozumiemy, jak w naszym pięknym mieście może nadal funkcjonować nazewnictwo ulic systemu komunistycznego. Systemu totalitarnego, zbrodniczego, którego propagowanie jest wprost zabronione w najważniejszym akcie prawnym w Polsce – konstytucji. Nie zgadzamy się z takim stanem rzeczy i żądamy zmian nazw ulic upamiętniających ludzi tego niegodnych!” – deklarują członkowie nieformalnej grupy walczącej z nazewnictwem rodem z PRL.
– Od jakiegoś czasu z kilkoma kolegami walczymy z komunistycznym nazewnictwem ulic. Proste rozwieszanie plakatów informujących mieszkańców, jakich patronów mają ich ulice. Kilka dni temu zaczęliśmy działać bardziej oficjalnie. Założyliśmy stronę internetową, na której jasno powiedzieliśmy, czego żądamy, i założyliśmy tzw. fan page na Facebooku, gdzie możemy organizować zwolenników – mówi „Naszemu Dziennikowi” Michał, jeden z inicjatorów akcji.
– Chociaż cała oficjalna akcja trwa kilka dni, już zebraliśmy ponad 300 zwolenników i kilka ważnych osób z regionu zabrało głos. Kilku radnych i poseł poparli nas bez sprzeciwu – podkreśla Michał.
Inicjatorzy powstania strony, nazwanej przewrotnie Czerwone Gliwice, wskazują na początek na osiem ulic. – Staramy się robić wszystko z głową. Na początek tylko 8 ulic, co do których mamy odpowiednie dokumenty. Atakujemy tylko te nazwy ulic, które zakwestionował IPN. O których wyraża się jednoznacznie – podkreśla Michał. – Dodam tylko, że nazwa celowo jest kontrowersyjna – zaznacza.
Wymieniają m.in. ulice Janka Krasickiego, Armii Ludowej, Gwardii Ludowej, 22 lipca. Ale tych ulic jest o wiele więcej. – To są 32 ulice noszące nazwy postaci, które były zaangażowane w tworzenie tego systemu, związane z tym systemem, bądź są to nazwy związane z ideologią komunizmu – wylicza Bogusław Tracz (IPN Katowice), badacz tej problematyki. Są wśród nich ulice Władysława Gomułki, Wandy Wasilewskiej, Róży Luksemburg, Feliksa Kona, Hanki Sawickiej czy Karola Marksa. Tracz podkreśla, że to przejaw niedokończonej dekomunizacji w mieście.
– Prezydenta nazwy te „uwierają”, ale ostateczna decyzja w tej sprawie nie należy do niego – zapewnia Marek Jarzębowski, rzecznik prasowy prezydenta Gliwic. – Zawsze pytamy o zdanie mieszkających przy danej ulicy, a ostateczną decyzję podejmuje rada miejska – zaznacza. – Prezydent Gliwic podejmował próby zmiany nazw ulic pozostałych po PRL. Ostatnia miała miejsce w 2008 roku. Wynik konsultacji społecznych był mizerny – dodaje.
– Po 1989 r. Gliwice nie dały sobie rady z dekomunizacją przestrzeni publicznej, tak jak inne miasta – Katowice czy Zabrze, gdzie udało się tę przestrzeń publiczną wyczyścić z tych pozostałości z okresu PRL – mówi Tracz.
– Najbardziej rażące nazwy ulic zmieniono, jak Bolesława Bieruta, ale pozostałe pozostawiono na później. W tej chwili jest taka sytuacja, że ludzie się przyzwyczaili i mieszkańcy nie chcą już tych zmian – wskazuje. Czy władze miejskie wrócą do projektu dekomunizacji? – Jesteśmy teraz przed sesjami, przed spotkaniami grudniowymi i będziemy rozmawiać w klubach – mówi „Naszemu Dziennikowi” Jarosław Gonciarz, radny Rady Miasta Gliwice (PiS). – Były wcześniej propozycje, już od wielu lat jest ta sprawa obecna, ale pojawiają się kwestie opłat itp. – dodaje.
Inicjatorzy akcji deklarują, że nie poddadzą się mimo ataków. – Od samego początku jesteśmy mocno atakowani. Główny zarzut to „kto za to zapłaci?”. Przeraża nas myśl, że tak dużo osób podchodzi do wszystkiego finansowo. Honor pomordowanych przez komunizm ma swoją cenę? Część osób chce nas marginalizować, ale się nie poddajemy – twierdzą.
Zenon Baranowski