Do wraku idźcie na piechotę
Poniedziałek, 30 lipca 2012 (15:54)Praca polskich wojskowych w Smoleńsku rozpoczęła się od poważnego zgrzytu. Rosjanie nie chcieli wpuścić ekspertów na teren jednostki, na której znajduje się wrak polskiego Tu-154M. Wjechał tylko samochód Komitetu Śledczego, potem jeszcze jeden z rosyjskimi wojskowymi, a Polaków prawie godzinę trzymano przed szlabanem.
Wartownik przy bramie jednostki chciał, żeby grupa wchodziła pieszo i to po szczegółowej kontroli. Ppłk Karol Kopczyk zażądał spotkania z przedstawicielem Komitetu Śledczego i po pewnym czasie udało się zakończyć spór, na który stracono trzy kwadranse.
Polska ekipa poza ppłk. Karolem Kopczykiem składa się z oficerów żandarmerii wojskowej oraz sztabowców zajmujących się logistyką i ruchem wojsk (razem 13 osób). Spotkali się ze swoimi odpowiednikami z rosyjskiego Ministerstwa Obrony i Komitetu Śledczego. – Przedmiotem spotkania są techniczne ustalenia odbioru, przekazania, a następnie transportu wraku samolotu Tu-154M o numerze bocznym 101 do Polski – powiedział prokurator Kopczyk.
Przed przyjazdem do Smoleńska polscy logistycy mieli wstępne plany trzech wariantów transportu: drogowego, kolejowego i lotniczego. Ostateczna decyzja zostanie podjęta po jutrzejszych badaniach. – Z pewnością będzie to mierzenie, ważenie części wraku. Oficerowie logistyki muszą ocenić, jakie są potrzeby, jaki sprzęt będzie użyty, jaką wybrać drogę transportu dla wraku i jego wszystkich elementów – powiedział przed rozpoczęciem prac Kopczyk.
Stan wraku, według naszych specjalistów, nie zmienił się, ale Rosjanie przestawili fragmenty, gdy budowali nad nim wiatę. Teraz części nie znajdują się nawet w przybliżeniu w obrysie samolotu. Wiata jest tak ciasna, że eksperci pracują w dość trudnych warunkach, co jeszcze potęguje upał.
Więcej na ten temat w jutrzejszym wydaniu "Naszego Dziennika"
Piotr Falkowski, Smoleńsk