Dwie gorzkie pigułki i słodka kolacja
Poniedziałek, 30 lipca 2012 (13:48)W takich właśnie słowach należy podsumować drugi dzień występów naszych reprezentantów podczas igrzysk olimpijskich w Londynie.
Pierwszą gorzką pigułkę podali nam, już na śniadanie, nasi wioślarze z czwórki wagi lekkiej. Obrońcy srebrnego medalu z Pekinu odpadli w swoim biegu w bardzo słabym stylu. Drugą z nich zaserwowała nam Agnieszka Radwańska, przegrywając już w pierwszej rundzie z dużo niżej notowaną Julią Goerges. Niemka zagrała wprawdzie bardzo dobry mecz, ale obserwowaliśmy też zupełnie inną Agnieszkę niż podczas Wimbledonu. Co było tego przyczyną, dowiemy się pewnie po igrzyskach. Być może nasza najlepsza tenisistka oszczędzała siły i umiejętności na grę deblową i wraz ze swoją siostrą będzie chciała sięgnąć po medal. Poczekamy, zobaczymy.
Czarę goryczy dopełniła przegrana walka o brązowy medal przez dżudokę Pawła Zagrodnika. Nie fakt tej porażki napawał jednak rozgoryczeniem, gdyż sama obecność naszego reprezentanta na tak wysokim etapie już była miłą niespodzianką, ale okoliczności, w jakich Polak utracił brąz. Zdaniem wielu obserwatorów, Zagrodnik wykonał akcję, która powinna zakończyć walkę, jednak została oceniona przez sędziów znacznie niżej i starcie trwało dalej. W końcówce więcej sił zachował przeciwnik z Japonii i pokonał naszego rodaka. To nie była jedyna kontrowersyjna decyzja faworyzująca dżudoków z Japonii. Złoty medal w bardzo podobny sposób utracił Koreańczyk Jun-Ho Cho, którego sędziowie już nawet ogłosili zwycięzcą pojedynku po czym… zmienili zdanie. Większość mediów nazywa tę sytuację skandalem i farsą.
Humorów nie poprawiły nam kiepskie występy tenisistów stołowych, którzy wszyscy zgodnie odpadli wczorajszego popołudnia. Sztangistka Ola Klejnowska nie liczyła na medale, gdyż Azjatki są zwyczajnie nieosiągalne, ale pobiła rekord Polski w podrzucie, z czego była bardzo zadowolona. Niestety, cieszyła się tylko przez chwilę gdyż po chwili… odebrali go jej sędziowie.
Z takimi smutnymi minami zasiadaliśmy do kolacji, czekając na wydarzenie wieczoru i występ naszej kolejnej wielkiej nadziei medalowej – męskiej drużyny siatkówki. Nerwowy początek meczu z reprezentacją Italii i przegranie pierwszego seta nie zapowiadało, jak ostatecznie pyszna to będzie kolacja. W trzech kolejnych partiach nasi reprezentanci z Kurkiem, Bartmanem, Winiarskim i (a może przede wszystkim) Ignaczakiem na czele pokazali, że od czasu występów w Lidze Światowej i Memoriale Wagnera nie stracili swoich umiejętności i zdominowali przeciwników. W pełni zasłużone zwycięstwo 3:1, i ostatnia partia, w której pokonaliśmy Włochów różnicą 11 punktów, pozwalają nam z dużą nadzieją patrzeć na następne występy podopiecznych Daniela Anastasiego. Idziemy po medal!
Łukasz Sianożęcki