Fasadowa zmiana w resorcie finansów
Środa, 20 listopada 2013 (13:54)Z dr. Marianem Szołuchą, ekonomistą, rozmawia Marta Milczarska
Premier Donald Tusk postanowił, że Mateusz Szczurek zastąpi Jacka Rostowskiego na stanowisku ministra finansów. Czy to dobra informacja dla finansów państwa?
– Zmiana na stanowisku ministra finansów jest sprawą zupełnie drugorzędną. Po pierwsze, nie wiemy, w jakim kierunku pójdzie polityka, którą realizować będzie nowy minister finansów Mateusz Szczurek. A po drugie, nie spodziewam się, żeby zaszły jakiekolwiek istotne zmiany, ponieważ tak naprawdę te kluczowe reformy, decyzje dotyczące finansów państwa zapadają – w przypadku rządu Donalda Tuska – na szczeblu wyższym niż Ministerstwo Finansów. To oznacza, że decyduje o nich głównie premier i skoro przez 6 lat swoich rządów Tusk na żadne poważne zmiany mające na celu uzdrowienie kondycji finansów publicznych się nie zdecydował, to trudno się spodziewać, żeby nowy minister mógł coś w tej sytuacji zmienić na lepsze. Tymczasem Mateusz Szczurek to człowiek bez zaplecza i doświadczenia politycznego, więc można przypuszczać, że nie będzie mieć siły przebicia w Radzie Ministrów. To z pewnością będzie dla Donalda Tuska bardzo wygodne.
Co zastanie Szczurek po swoim poprzedniku?
– Kondycja finansów publicznych państwa z roku na rok się pogarsza, a to z kolei przekłada się na coraz gorszą sytuację w całej gospodarce. Zauważmy, że przedsiębiorcy muszą płacić coraz wyższe podatki do budżetu państwa i w rezultacie nie mają funduszy, by inwestować, na zatrudnianie nowych pracowników, czyli przede wszystkim na rozwój. Hamowany jest rozwój Polski, zaś wydatki publiczne rosną w zastraszającym tempie. Kiedy premierem zostawał Donald Tusk, a ministrem finansów Jacek Rostowski w 2007 roku, wydatki te oscylowały wokół 500 mld zł rocznie, dzisiaj jest to ponad 700 mld złotych. Koalicja PO – PSL po 6 latach rządzenia zadłużyła państwo na taką samą sumę jak wszystkie pozostałe rządy razem wzięte. Zadłużamy się na potęgę, a od tego długu musimy płacić gigantyczne odsetki – rocznie ok. 40 mld złotych. To olbrzymie obciążenie dla gospodarki. W innych aspektach finansów publicznych niestety nie jest lepiej. Chociażby można tu przypomnieć system ubezpieczeń społecznych, który trzeszczy w szwach i jest na granicy katastrofy, dlatego też rząd sięgnął po ostatnią realną pulę, jaką są środki z Otwartych Funduszy Emerytalnych. Niestety przy tak prowadzonej polityce te środki starczą na zaledwie kilka lat. Trudno nawet sobie wyobrazić, jakie będą konsekwencje niewydolności systemu emerytalnego. Wątpię jednocześnie, by coś się zmieniło, kiedy szefem resortu finansów będzie Mateusz Szczurek.
Zakładając, że minister Szczurek będzie miał jakikolwiek wpływ na decyzje podejmowane w resorcie, jakie powinny być pierwsze zmiany?
– Nowy minister finansów ma do rozpoczęcia szereg natychmiastowych działań i to mało przyjemnych. Niestety, powinien on skupić się przede wszystkim na stronie wydatkowej budżetu państwa i całych finansów publicznych, która jest nadmiernie rozdęta, biorąc pod uwagę możliwości naszej gospodarki. Ponadto jest ona nieefektywna i nieskoordynowana. Chodzi o koordynację wydatków pomiędzy budżetem państwa a jednostkami samorządu terytorialnego.
W pierwszej kolejności należy zająć się także przywilejami emerytalnymi. Kosztują one rocznie Polskę ok. 20 miliardów. Trzeba także ograniczyć rozrost sfery administracji, co w warunkach funkcjonowania Polski w ramach Unii Europejskiej będzie trudne, jednak jest do zrealizowania. Zmiany powinny objąć nie tylko administrację, ale całą sferę tzw. budżetówki, która obecnie liczy 3,5 mln osób. W budżetówce średnie wynagrodzenie jest wyższe niż w sektorze przedsiębiorstw. Samych urzędników mamy ok. 1,5 mln, co więcej, dane te stale rosną i tym samym dodatkowo obciążają polski budżet.
Inną kwestią, którą pilnie musi zająć się nowy minister finansów, jest nadmierne zadłużanie Polski. Świadomy jestem tego, że z dnia na dzień nie da się odciąć od nowych zobowiązań. Jednak należy ograniczać tempo zadłużania się Polski i zmienić jego strukturę. Dzisiaj ponad połowa zadłużenia to zobowiązania zaciągnięte wobec tzw. nierezydentów, czyli osoby fizyczne i podmioty mające swoją siedzibę lub miejsce zamieszkania za granicą. Jest to bardzo niebezpieczna sytuacja. Dla przykładu, japoński dług publiczny jest dzisiaj o kilkadziesiąt punktów procentowych wyższy niż w Grecji, a mimo to kraj ten jest w o wiele lepszej sytuacji gospodarczej. Wszystko dlatego, że Japonia zadłuża się u własnych firm i obywateli, dzięki temu pieniądz nie wypływa poza wewnętrzny obieg gospodarczy. Z kolei w Polsce jest odwrotna sytuacja. My natomiast zobowiązujemy się coraz więcej wobec tzw. nierezydentów i dodatkowo zadłużamy w walucie obcej. Ponad 1/3 zadłużenia Polski to są instrumenty dłużne denominowane w walutach innych niż złoty polski.
Omówione przeze mnie trzy sfery: reforma przywilejów emerytalnych, ograniczenie rozrostu administracji oraz całej sfery budżetowej i zmiana polityki zaciągania długu publicznego to są kwestie, którymi w pierwszej kolejności powinien się zająć nowy minister finansów.
Dziękuję za rozmowę.
Marta Milczarska