Była dla nas wzorem
Środa, 20 listopada 2013 (02:00)Z Katarzyną Soborak, notariuszem w procesie beatyfikacyjnym ks. Jerzego Popiełuszki, rozmawia Małgorzata Pabis
W czym wyrażała się wyjątkowa więź bł. ks. Jerzego Popiełuszki z mamą?
– Dom państwa Popiełuszków był bardzo religijny. Ksiądz Jerzy urodził się 14 września, w uroczystość Podwyższenia Krzyża Świętego, i od razu jego mama oddała go w szczególną opiekę Panu Bogu. Pani Marianna Popiełuszko bardzo pragnęła, by jej dziecko zostało kapłanem lub siostrą zakonną.
Alek – bo tak miał na imię ks. Jerzy – od najmłodszych lat był człowiekiem głębokiej wiary. Ogromnie lubił się modlić, budował nawet ołtarzyki, stawiał przy nich kwiaty i udawał, że odprawia Mszę Świętą.
Kiedy rozpoczął naukę w szkole, chodził 5 km do Suchowoli; aż do matury wstawał godzinę wcześniej, by uczestniczyć przed lekcjami we Mszy Świętej. Kiedy było zimno lub padał deszcz, mama mówiła mu, że może w tym dniu nie pójdzie tak wcześnie, ale nigdy jej nie posłuchał.
Pani Marianna wychowywała swoje dzieci w miłości do Ojczyzny i Kościoła. Ich dom był domem prawdomównym. Kiedyś pani Marianna powiedziała mi, że u nich nigdy nie było kłamstwa. Nic więc dziwnego, że kazania ks. Jerzego często były poświęcone właśnie miłości Ojczyzny i prawdzie. Silna więź pomiędzy ks. Jerzym a jego rodzicami nie zmieniła się, kiedy został kapłanem. Zawsze gdy wracał z domu, przywoził dla swojego przyjaciela ks. Teofila Boguckiego, którego nazywał nawet swoim drugim ojcem, bochen chleba od mamy.
Mama ks. Jerzego zdawała sobie sprawę z tego, że jej synowi grozi niebezpieczeństwo w stanie wojennym. Jak to przyjmowała?
– Pani Marianna wiedziała, że jej syn odprawia Msze Święte za Ojczyznę. Wiedziała, co o tym mówią media. Zdawała sobie sprawę, że grozi mu niebezpieczeństwo. Miała nawet informację, że do jego pokoju została wrzucona cegłówka z materiałem wybuchowym. To wszystko na pewno napawało ją smutkiem, martwiła się. Wiedziała jednak, że to, co robi jej syn, jest słuszne, więc nie odwodziła go od tego.
Kiedy okazało się, że ks. Jerzy został zamordowany, były różne pomysły na to, gdzie spoczną jego doczesne szczątki. My bardzo pragnęliśmy, by został pochowany na Żoliborzu. I wtedy wsparła nas właśnie pani Marianna, która powiedziała: „Oddałam go Kościołowi i nie zabiorę Kościołowi”. Mówiła, żeby został wśród tych, którzy go kochali. A któż kochał go bardziej niż ona? Nie zabrała go jednak do Suchowoli, ale zawsze, kiedy mogła, przyjeżdżała na Żoliborz. Brała udział w uroczystościach w dniu imienin ks. Jerzego, w rocznicę śmierci, w poświęceniach szkół, sztandarów. Nie opuściła ani jednej pielgrzymki ludzi pracy na Jasną Górę. Nawet w tym roku była z nami, w czasie Apelu Jasnogórskiego odmówiła jedno „Zdrowaś Maryjo”. Tam widziałam ją po raz ostatni.
19 października już nie dała rady przyjechać na Żoliborz. Oglądała uroczystości w Telewizji Trwam.
Mama ks. Jerzego była bardzo skromna, a mimo to obdarowywano ją różnymi nagrodami, m.in. Nagrodą św. Rity za to, że umiała przebaczyć.
– Marianna Popiełuszko była wspaniałą osobą, wzorem do naśladowania. To była kobieta radosna. Zawsze, kiedy ją odwiedzaliśmy, recytowała piękne, patriotyczne wiersze o głębokiej wierze i miłości do Ojczyzny. Warto podkreślić to, że Marianna Popiełuszko nie chciała zemsty dla tych, którzy zabili jej syna – wręcz przeciwnie, wybaczyła im. Prosiła tylko Pana Boga, by oprawcy jej syna się nawrócili. Nie była ideologiem, pojmowała wiarę tak, jak uczy jej Kościół. Będzie nam jej bardzo brakowało.
Zanim Kościół ogłosił ks. Jerzego błogosławionym, jego mama już wiedziała, że jej syn przychodzi z pomocą tym, którzy go proszą. Sama mówiła nieraz „Jerzy, pomóż”. Czy zna Pani taką sytuację?
– Jeszcze kiedy żył ks. Jerzy, pani Marianna miała problem z kolanem, które bolało ją tak, że nie mogła klękać do modlitwy. Była w szpitalu i lekarze stwierdzili, że potrzebna jest operacja. Pani Marianna jednak się nie zgodziła. Modliła się, by syn wyprosił jej u Pana Boga łaskę, żeby mogła klękać do modlitwy. I została wysłuchana. Sama mi o tym potem opowiedziała.