• Niedziela, 15 marca 2026

    imieniny: Klemensa, Ludwiki, Longina

Dała syna Kościołowi

Wtorek, 19 listopada 2013 (18:37)

Z ks. prałatem Tadeuszem Bożełką, proboszczem parafii św. Stanisława Kostki w Warszawie, sanktuarium bł. ks. Jerzego Popiełuszki, rozmawia Mariusz Kamieniecki

 

Jakim człowiekiem była mama bł. ks. Jerzego śp. Marianna Popiełuszko?

– Myślę, że odpowiedź na pytanie, kim była śp. Marianna Popiełuszko, najpiękniej zawiera się w tytule książki pt. „Matka Świętego” autorstwa Mileny Kindziuk. Jest to poruszające świadectwo matczynej miłości, wiary, całkowitego oddania się Bożej Opatrzności i nadziei w zwycięstwo dobra. Patrząc na panią Mariannę, mogliśmy zobaczyć kobietę, która może być chrześcijańskim wzorem dla matek, żon, kobiet zajmujących się prowadzeniem domu, wychowywaniem i kształtowaniem swoich dzieci ku standardom ewangelicznym, ku świętości.

 

Wszyscy pamiętamy, jak na słowa Jana Pawła II wypowiedziane 14 czerwca 1987 r. przed grobem ks. Jerzego: „Matko, dałaś nam wielkiego syna”, odpowiedziała: „Ojcze Święty, nie ja go dałam, ale Bóg dał przeze mnie światu. Dałam go Kościołowi i nie zabiorę go Kościołowi”…

– Marianna Popiełuszko była matką, która oddała swego syna bez reszty na służbę Bogu i Kościołowi, co potwierdziła w momencie, kiedy dowiedziała się o jego męczeńskiej śmierci, i podczas pogrzebu, mówiąc, że jej syn należał i należy do Kościoła. Były to słowa wypowiedziane w kontekście miejsca pochówku ks. Jerzego, który – jak stwierdziła – tutaj pracował, tutaj kochał, tutaj miał swoich przyjaciół i tutaj powinien pozostać. Zachowanie matki, która być może chciałaby mieć bliżej siebie grób własnego dziecka, mówi najpełniej o jej Bożym spojrzeniu na śmierć, ofiarę męczeństwa jej syna.

To ofiarowanie syna Panu Bogu dokonywało się pewnie już od poczęcia Jerzego. Zresztą ta gotowość powinna towarzyszyć każdej chrześcijańskiej matce. Natomiast pani Marianna wspierała swego syna w szczególny sposób, także wtedy, kiedy dowiedziała się o jego decyzji poświęcenia się służbie Bogu i Kościołowi w kapłaństwie. Omadlała jego decyzję, drogę do kapłaństwa – dodajmy – niełatwą drogę, chociażby z powodu przymusowego wcielenia do służby wojskowej i kryzysu zdrowia, który był konsekwencją uciemiężeń, jakie go tam spotykały jako kleryka. Była z Jerzym, kiedy przyjmował święcenia kapłańskie, towarzyszyła mu także na drodze kapłańskiego życia, będąc dla niego ostoją, źródłem wsparcia matczyną radą, a przede wszystkim modlitwą.

 

Świętej pamięci Marianna Popiełuszko była przez lata bardzo związana z żoliborskim sanktuarium.

– Była jednym z najbardziej oczekiwanych gości, pielgrzymów. Niemal do ostatniej chwili, konsekwentnie i bardzo wiernie brała udział we wszystkich wydarzeniach sanktuaryjnych, we wszystkich obchodach rocznic śmierci bł. ks. Jerzego i towarzyszących im uroczystościach liturgicznych. Wielokrotnie w ciągu roku przybywała tutaj, aby modlić się najpierw w intencji swego syna, a po beatyfikacji polecać przez jego wstawiennictwo Miłosierdziu Bożemu Kościół i Ojczyznę. Zdarzało się również, że wstępowała do sanktuarium po drodze, chociażby na Pielgrzymkę Ludzi Pracy na Jasną Górę, w których również wiernie uczestniczyła.

 

Skąd czerpała siłę?

– Siłę czerpała z modlitwy. Jak sama często podkreślała i co było widać – nigdy nie rozstawała się z różańcem. W takim duchu modlitewnym wychowywała również swoje dzieci. W duchu tej matczynej modlitwy był formowany i pozostał wierny do końca także jej syn, bł. ks. Jerzy. Jak już wspomniałem, pozostanie dla nas wzorem przede wszystkim człowieczeństwa, wzorem żony i matki. Te dwie role, które są powołaniem każdej kobiety, uwypuklają się szczególnie w osobie zmarłej. Nie była osobą wykształconą, ale posiadała mądrość życiową, która sprawiała, że umiała wspaniale, po chrześcijańsku prowadzić swój dom, kształtować swoje dzieci. Mimo tragedii, jaka ją spotkała, potrafiła optymistycznie patrzeć na świat, na życie i tym optymizmem zarażała innych. Słynęła z bardzo mądrych, trafnych odpowiedzi, a także z poczucia humoru. Nie zważała na swoje choroby czy dolegliwości związane z wiekiem, bardziej dostrzegała innych i służyła im pomocą.

 

Co było największym pragnieniem matki bł. ks. Jerzego?

– Myślę, że największym jej pragnieniem, pragnieniem matki, która widziała umęczone ciało swojego syna, która mimo bólu i rozdartego serca przebaczyła jego oprawcom, było to, aby się nawrócili. Na tym polega istota chrześcijaństwa, żeby doprowadzić swojego przeciwnika czy nawet wroga do nawrócenia. To przebaczenie jest świadectwem ewangelicznej postawy, o której mówi i której uczy nas Chrystus. W takich sytuacjach sprawdza się autentyczne człowieczeństwo. Matka bł. ks. Jerzego zostawiła nam wspaniałe świadectwo życia.

Dziękuję za rozmowę.