• Czwartek, 2 kwietnia 2026

    imieniny: Franciszka, Władysława, Arona

Wizyta w cieniu zamachów

Poniedziałek, 30 lipca 2012 (06:10)

Choć wizytę prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu poprzedziła seria poważnych zamachów terrorystycznych na terenie Federacji Rosyjskiej, służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo głowy państwa wykazały zaskakującą bierność.

Środki powzięte w celu zabezpieczenia wizyty delegacji prezydenckiej w Katyniu powinny zostać zwiększone, zwłaszcza że służby specjalne dysponowały informacjami wskazującymi na potencjalne zagrożenia związane z tym lotem. Résumé w sprawie roli służb specjalnych zaprezentował na posiedzeniu podsumowującym 2,5-letnie prace parlamentarnego zespołu smoleńskiego Piotr Bączek, były członek komisji weryfikacyjnej ds. WSI. Główna teza: Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Służba Wywiadu Wojskowego oraz Służba Kontrwywiadu Wojskowego wiedziały o zagrożeniach towarzyszących prezydenckiej wizycie w Katyniu. Informacje te nie dotarły jednak do głowy państwa.

Osobą odpowiadającą za nadzór wszystkich służb specjalnych jest premier. Ale bezpośrednio te zadania wykonywali: Jacek Cichocki, sekretarz Kolegium ds. Służb Specjalnych, Krzysztof Bondaryk, szef ABW, Radosław Kujawa, szef SWW, Krzysztof Nosek, szef SKW, i gen. Maciej Hunia, szef Agencji Wywiadu.

Liczą się fakty


W dniu katastrofy, tj. 10 kwietnia 2010 r., do Biura Bezpieczeństwa Narodowego spływały depesze z Rządowego Centrum Bezpieczeństwa, ok. godz. 10.00 przekazano komunikat, że z miejsca tragedii odjechały trzy karetki na sygnale. Około godz. 13.00 RCB wysłało kolejny - o zakazie komunikacji pracowników BBN z mediami, razem z zapewnieniem, że nie ma zagrożenia terrorystycznego. Biuletyny napływają też ze Służby Wywiadu Wojskowego - jednak żaden z nich nie dotyczy bezpośrednio katastrofy.

- Wpływały wtedy komunikaty dotyczące wydarzeń takich jak zamachy terrorystyczne, wojna w Afganistanie, sprawy produkcji energii atomowej. Nic na temat tragedii w Smoleńsku, tak jakby wywiad nie otrzymywał żadnych alarmujących informacji jeszcze w trakcie przygotowywania wizyty pana prezydenta - mówił Piotr Bączek, wtedy jeszcze pracownik BBN.

Jako przykład totalnej indolencji służb wskazał fakt braku właściwego nadzoru nad remontem Tu-154M w Samarze.

- Zakłady objęte produkcją wojskową podlegają procedurom bezpieczeństwa ze strony służb specjalnych. Na miejscu powinni znajdować się oficerowie tych służb. Jeżeli zagraniczna ekipa telewizyjna była na pokładzie polskiego rządowego samolotu, to powinna na to dostać pozwolenie od polskich służb - wskazuje Bogdan Święczkowski, były szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, prokurator Prokuratury Krajowej w stanie spoczynku.

Służby miały też informacje o zintensyfikowanych działaniach strony rosyjskiej wobec wewnętrznej polityki RP. Mówił o tym na początku 2010 r. minister Aleksander Szczygło, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, jako przykład podając zachowanie ambasadora Władimira Grinina wsprawie informacji o udziale prezydenta Lecha Kaczyńskiego w katyńskich obchodach 70. rocznicy sowieckiego ludobójstwa na polskich jeńcach wojennych.

Chodziło o list, który Kancelaria Prezydenta wysłała do ambasady rosyjskiej w Polsce. Ambasador Grinin oświadczył, że takiego pisma nie było, i dopiero po ostrej reakcji BBN i Kancelarii Prezydenta wycofał się z tych deklaracji. O rozgrywaniu przez Rosjan wizyt prezydenta i premiera w Katyniu pisał także kilka miesięcy przed katastrofą smoleńską prezydencki minister Mariusz Handzlik.

Chodziło o deklaracje zastępcy szefa aparatu rządu Federacji Rosyjskiej Uszakowa, który w rozmowach z szefem kancelarii premiera ministrem Arabskim mówił, że wizyta prezydenta na uroczystościach katyńskich nie jest mile widziana przez Kreml. Pismo wtej sprawie z11grudnia 2009 r., zadekretowane przez Arabskiego, Handzlik wysłał m.in. do Jacka Cichockiego, który wkancelarii premiera odpowiadał wtedy za służby specjalne.

- Takie działania zmierzały do obniżenia rangi wizyty pana prezydenta Kaczyńskiego. Minister Cichocki powinien ocałej sytuacji poinformować służby specjalne izobligować je do podjęcia konkretnych działań. Ta informacja powinna była trafić do prezydenta Lecha Kaczyńskiego - wskazuje Antoni Macierewicz, szef parlamentarnego zespołu ds. wyjaśnienia przyczyn katastrofy smoleńskiej.

Szczegółowe analizy na temat aktywności rosyjskich służb w Polsce przygotowała m.in. ABW. Polski kontrwywiad odnotował takie zjawisko przed lotem rządowego Tu-154M do Smoleńska. Z tego względu wizycie polskiej delegacji z prezydentem Lechem Kaczyńskim na czele nadano w ramach zabezpieczających działań operacyjnych tzw. średni stopień zagrożenia bezpieczeństwa. Wizycie premiera nadano status "niski".

- Inwigilacja rosyjskich służb mogła oznaczać: rozpoznanie środowiska, jakie otacza głowę państwa, jego planów, próbę zbierania materiałów obciążających prezydenta, a także infiltrację środków technicznych - czyli dostęp do sprzętu, którym się posługiwał, w tym m.in. telefonu satelitarnego. - Służby specjalne nie dopełniły swoich obowiązków. W moim przekonaniu musiał być wyraźny sygnał, który został im wprost zakomunikowany. Ci, którzy za to odpowiadali, nie tylko nie zostali zdymisjonowani, ale nadano im awanse - twierdzi Stanisław Piotrowicz, wiceszef zespołu smoleńskiego, były prokurator.

Chodzi o awanse kierownictwa służb specjalnych - 9 listopada 2010 r. prezydent Bronisław Komorowski awansował na stopień generała brygady kolejno: Krzysztofa Bondaryka, szefa ABW, Janusza Noska, szefa SKW, Mariana Janickiego, szefa BOR, oraz szefa Agencji Wywiadu - Macieja Hunię. Na ostatnie posiedzenie zespołu smoleńskiego zostali zaproszeni wszyscy szefowie służb specjalnych. Nie przyszedł żaden. Szef SKW Janusz Nosek wysłał pismo, w którym deklaruje, że wszystkie działania służb były prawidłowe, co zostało opisane w sprawozdaniu z ich działalności za rok 2010.

Anna Ambroziak