• Wtorek, 7 kwietnia 2026

    imieniny: Jana, Rufina, Donata

Sąd szuka haków na matkę?

Poniedziałek, 18 listopada 2013 (02:07)

Kornelia Zdańska, matka dwóch dziewczynek, od niemal roku toczy batalię o odzyskanie młodszej córki. Mijają kolejne miesiące przymusowej rozłąki, a sąd mnoży przeszkody.

 

W styczniu matce odebrano pięciomiesięczną Małgosię; dziewczynka od blisko dziesięciu miesięcy przebywa w pieczy zastępczej w Domu Małych Dzieci w Jaworze, aż 60 kilometrów od rodzinnego domu. Tym razem Sąd Rejonowy w Lubinie zlecił biegłemu przeprowadzenie badań psychiatrycznych i psychologicznych Kornelii Zdańskiej.

Zarządził też przesłuchanie opiekunek, które teraz zajmują się małą Małgosią, oraz położnej, która opiekowała się panią Kornelią w połogu, jej wcześniejsze oświadczenia były korzystne dla matki; położna miała twierdzić, że pani Kornelia zajmuje się właściwie obiema córkami.

Sąd przesłuchał już psycholog z Ośrodka Pomocy Społecznej w Polkowicach, który wcześniej badał Zdańską. Z jej zeznań wynika, że matka właściwie zaspokajała podstawowe potrzeby dzieci.

– Pani psycholog potwierdziła, że pani Kornelia ma wystarczające predyspozycje wychowawcze, ale, że nie wystarczająco reaguje na emocjonalne potrzeby dziecka. Natomiast nie ma żadnych zastrzeżeń, jeśli chodzi o zaspokajanie wszystkich potrzeb podstawowych dzieci – relacjonuje w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” mec. Olgierd Pankiewicz, pełnomocnik Kornelii Zdańskiej. W jego ocenie, badania, które zlecił sąd, są zupełnie zbędne.

– Nie ma podstaw do poddawania pani Kornelii Zdańskiej takim badaniom, dlatego że nie ma żadnych stwierdzonych zagrożeń dla dziecka, które wiązałyby się ze stanem psychicznym pani Kornelii. Moim zdaniem, to szukanie dziury w całym. Wystarczające byłoby stwierdzenie faktu – o czym sąd wie – że żadna krzywda ze strony matki Małgosi nie grozi. A co również potwierdziła w zeznaniach pani psycholog – dodaje mecenas.

– Szukanie czegoś na matkę wygląda tak, jakby to było postępowanie przeciwko pani Kornelii Zdańskiej, a nie postępowanie w interesie Małgosi – nie można traktować represyjnie prawa rodzinnego – mówi prawnik. Termin kolejnej rozprawy lubiński sąd wyznaczył na 20 grudnia.

Zarzut: „Uporczywie czyści sprzęty”

Dziewczynka od prawie dziesięciu miesięcy jest rozłączona z matką. Podczas poprzedniej rozprawy, 17 lipca, Sąd Rejonowy w Lubinie podtrzymał postanowienie o zabezpieczeniu dziecka, oddalając wniosek matki o oddanie córki w trybie pilnym.

Sędzia, który ponownie zbadał zasadność umieszczenia dziecka w pieczy zastępczej, uzasadniał, że przed ostatecznym rozstrzygnięciem sprawy dziecko powinno nadal pozostawać w opiece zastępczej, bo traumą byłoby dla niego, gdyby zostało oddane matce teraz, a potem, w wyniku ostatecznego rozstrzygnięcia sprawy, ponownie jej odebrane. Sentencja wyroku była właśnie taka, choć sędzia nie ma wątpliwości, że matka bardzo często córeczkę odwiedza i coraz dłużej z nią przebywa.

– Dobro dziecka wymaga pilnego powrotu do matki. Mam nadzieję, że sąd doprowadzi do niezwłocznego rozstrzygnięcia tej sprawy. Matka podjęła pracę, utrzymuje kontakt z dzieckiem, intensywność jej zabiegów w ogóle nie słabnie – tłumaczy mecenas Pankiewicz.

Bulwersującą sprawę odebrania matce pięciomiesięcznej Małgosi Zdańskiej „Nasz Dziennik” ujawnił w maju. Sprawa zaczęła się po tym, jak kilkumiesięczna dziewczynka razem z matką i starszą siostrą trafiły do szpitala w Lubinie. U dzieci podejrzewano grypę żołądkową. Mimo że kobieta była zaledwie pięć miesięcy po porodzie, nie przydzielono jej żadnego łóżka, trzy doby musiała koczować na krześle koło łóżeczka Małgosi, opiekując się równocześnie starszym dzieckiem. Wycieńczenie fizyczne i psychiczne matki było powodem zatargu z personelem szpitala.

Wśród pracowników placówki zrodziła się wtedy opinia o niej jako osobie „trudnej i dziwnej”. Ta pogłoska poszła za nią aż do jednej z wrocławskich lecznic, dokąd pani Kornelia trafiła razem z młodszą córeczką. Po pewnym czasie kobietę poinformowano, że może wrócić do domu, ale dziecko zostaje w szpitalu. Po tym jak lekarze zawiadomili sąd we Wrocławiu, a ten Sąd Rejonowy w Lubinie, że matka zachowuje się „niepokojąco”, dziecko zabrano wprost ze szpitala do pieczy zastępczej.

Sąd w Lubinie, zakładając, że dobro dziecka jest zagrożone, oparł się na przepisach kodeksu rodzinnego i opiekuńczego (art. 109 par. 1 i 2 pkt 5), które pozwalają wydać postanowienie w sytuacji zagrożenia dziecka w sposób natychmiastowy, bez przeprowadzenia rozprawy. Jako okoliczności uzasadniające wskazano „niepokój lekarza prowadzącego dziewczynkę na temat stanu zdrowia psychicznego matki”.

Matka w sposób niewłaściwy i zagrażający życiu miała opiekować się dzieckiem, sprawiać wrażenie, że nie rozumie zaleceń, nie przestrzegać ich, popełniać błędy w karmieniu, nieprawidłowo trzymać i układać dziecko, uporczywie czyścić sprzęty znajdujące się na sali. Na postanowienie lubińskiego sądu Kornelia Zdańska złożyła zażalenie do Sądu Okręgowego w Legnicy II Wydział Cywilny Odwoławczy.

Mimo że pismo zawierało wszystkie niezbędne elementy zażalenia, sąd potraktował je jako wniosek, uniemożliwiając w ten sposób kontrolę instancyjną decyzji, i utrzymał w mocy postanowienie o zabezpieczeniu. 25 marca do Sądu Rejonowego w Lubinie trafił wniosek o zmianę postanowienia o zabezpieczeniu i przywrócenie opieki matce na czas trwania postępowania. Sąd jednak wniosek oddalił, twierdząc, że nie ma podstaw, by oddać dziecko matce. 30 kwietnia br.

Sąd Okręgowy w Legnicy uchylił zaskarżone postanowienie i nakazał sądowi lubińskiemu ponowne zbadanie sprawy.

Anna Ambroziak