Obława wciąż tajna
Poniedziałek, 18 listopada 2013 (02:00)Rosjanie krytykują proces lustracji w Polsce. Dyrektor rosyjskich archiwów państwowych Andriej Artizow określił IPN mianem „osobliwej” instytucji. Nie będzie też odtajnienia teczek ofiar obławy augustowskiej.
Do 2015 r. ma zostać opublikowany zbiór dokumentów dotyczących relacji Armii Czerwonej i Armii Krajowej. Dyrektor rosyjskich archiwów państwowych prof. Andriej Artizow obiecuje odtajnienie tych materiałów. Wbrew doniesieniom mediów nie chodzi jednak wcale o najbardziej oczekiwane przez opinię publiczną w Polsce teczki ofiar obławy augustowskiej.
– To jest duży i poważny projekt, po którego zakończeniu zostanie wydanych kilka tomów dokumentów. Nigdy wcześniej celowo nie zajmowaliśmy się tymi zbiorami, ale ponieważ ten temat wzbudza duże zainteresowanie społeczne, nie tylko w Polsce, ale i w Rosji, postanowiliśmy powołać zespół naukowców, który będzie stopniowo odtajniać te materiały – powiedział Artizow.
Podlegają mu wszystkie rosyjskie archiwa cywilne, które z pewnością zawierają cenne dla naukowców materiały. Jednak teczki dokumentujące sprawy osób uznanych w lipcu 1945 r. przez sowieckie organy za związane z Armią Krajową przechowywane są w najbardziej niedostępnym dla badaczy archiwum FSB, które przejęło akta sowieckiego kontrwywiadu wojskowego Smiersz (śmierć szpiegom).
Obietnice Artizowa padły podczas posiedzenia Polsko-Rosyjskiej Grupy do Spraw Trudnych, które odbyło się w sobotę w Królewcu (Kaliningradzie) na terenie rosyjskiej enklawy graniczącej z Polską.
W trakcie obrad omawiano również m.in. kwestię odtajnienia ostatnich 35 tomów rosyjskiego śledztwa katyńskiego (sprawy nr 159) zawierających także końcową decyzję o umorzeniu dochodzenia. Prokurator Dariusz Gabrel, szef pionu śledczego IPN (GKŚZpNP), apelował do strony rosyjskiej o rozwiązanie kwestii, która jest niezbędna do formalnego zakończenia polskiego śledztwa katyńskiego. Wtedy IPN będzie mógł ogłosić wszystkie ustalenia, w tym oficjalną listę ofiar, miejsca i okoliczności zbrodni. Wskaże też, do jakich informacji nie udało się dotrzeć. Z pewnością główną białą plamą będzie tu lista ofiar zbrodni katyńskiej, które zostały rozstrzelane na terenie sowieckiej Białorusi (tzw. lista białoruska), i miejsce ich pochowania.
Nadzieje na postęp w przekazywaniu utajnionych tomów katyńskich są jednak nikłe. – To są materiały służb specjalnych XX wieku, nie średniowieczne. Nie ma takiej międzynarodowej praktyki, by odtajniać materiały związane z agenturą – twierdzi prof. Anatolij Torkunow, rosyjski współprzewodniczący Grupy. Niedawno Europejski Trybunał Praw Człowieka uznał nieudostępnienie tych tomów za naruszenie przez Federację Rosyjską Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Ale nie wyciągnął z tego żadnych konsekwencji.
Jak trudny jest polsko-rosyjski dialog historyczny, pokazuje referat Artizowa podczas odbywającego się jednocześnie II Polsko-Rosyjskiego Forum Mediów. Omawiając odmienny sposób rozliczenia z okresem komunistycznym w Polsce i Rosji, otwarcie skrytykował polską transformację.
– W Polsce w związku z ustawą lustracyjną ustawodawca napiętnował część obywateli związanych z okresem komunistycznym. Powstała osobliwa instytucja, Instytut Pamięci Narodowej, która przejęła część archiwów i uznaje pewne przestępstwa za niepodlegające przedawnieniu – mówił. Czymś nie do pojęcia dla rosyjskiego historyka jest to, że w Polsce „panuje opinia, że ustrój komunistyczny został narzucony, uważa się go za godny potępienia”. Następnie wyśmiał upadek I i II Rzeczypospolitej jako wielkie katastrofy polskiej państwowości, a o okresie PRL powiedział, że wiązał się z „rzekomą utratą suwerenności”.
Artizow mówił dalej o zupełnie innych zmianach w Rosji, które polegały głównie na rewizji symboliki, świąt itp. Wprawdzie partia komunistyczna przeszła do opozycji i uchwalono ustawę o rehabilitacji ofiar represji, jednak nie doszło do potępienia tej epoki, nie powstał odpowiednik IPN.
–Wciąż poszukujemy tożsamości narodowej. Głównym kierunkiem nie jest wszakże negowanie ery sowieckiej, ale pojednanie „białych i czerwonych”, włączenie całej historii do wspólnego dziedzictwa – mówił szef Rosarchiwu.
Projekt totalnej relatywizacji moralnej całych ojczystych dziejów określił mianem „superzadania”. Artizow uważa, że uznanie okresu komunistycznego za zbrodniczy jest nie do przyjęcia dla rosyjskiego społeczeństwa. Wygłosił pochwałę sowieckiej polityki narodowościowej i „wsparcia dla sojuszników”. Zakwestionował też zasadność porównywania komunizmu do niemieckiego nazizmu. – Obca jest nam teoria nazistowska, rasizm i antysemityzm – próbował przekonywać.
Akademik w mniejszości
– Jak najbardziej trzeba porównywać komunizm z nazizmem i naprawdę sam nie wiem, co gorsze. Bez zdecydowanego rozliczenia z komunizmem nigdy Rosja nie pójdzie do przodu – odparł prof. Jurij Piwowarow, dyrektor Instytutu Informacji Naukowej Nauk Społecznych.
Później, podczas jednego z paneli, dodał, że konieczne jest rozliczenie polegające na wskazaniu, do jakiej formy historycznej państwowości rosyjskiej chce nawiązywać współczesna Rosja, i konsekwentne wprowadzenie tego w prawo, propagandę i oświatę.
–Jeśli się tego nie robi, tylko łączy wszystko, mówi o ciągłości i próbuje godzić sprzeczne wartości, wygrywa Stalin. I nie chodzi o pewnego gruzińskiego rewolucjonistę, ale system, w którym władza decyduje, co jest dobre, a co złe, i bezwzględnie eliminuje oponentów – wskazywał. Ale Piwowarow, niestety, jest w mniejszości. „Akademik dysydent” – mówią o nim w ministerstwie.
Mimo wszystko dialog polsko-rosyjski ma sens, chociaż przeżywa rozmaite zwroty i jego tempo jest jednoznacznie niezadowalające. Polski współprzewodniczący Polsko-Rosyjskiej Grupy do Spraw Trudnych prof. Daniel Rotfeld podaje kilka przykładów realnych osiągnięć pięciu lat funkcjonowania tego forum.
– W ciągu dwóch lat udało się opublikować ponad tysiąc stron materiałów stanowiących dotąd białe plamy wspólnej historii w latach 1918-1989, obejmujących najbardziej dotkliwe i najbardziej bolesne tematy. Pisali o tym historycy z obu państw. Podawane fakty są niewątpliwe, a ich interpretacja przez polskich autorów odbywała się zgodnie z polskim myśleniem i mentalnością i odpowiednio według rosyjskiego myślenia przez rosyjskich – tłumaczył.
Polskie Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia zainicjowało też program rekonstrukcji listy białoruskiej w oparciu o świadectwa bliskich ofiar. Niestety działalność rosyjskiego odpowiednika ruszyła z dużym opóźnieniem i jest bardzo ograniczona. Grupa miała swój udział w przygotowaniu wydania wspólnej deklaracji Kościoła katolickiego w Polsce i Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej.
W ostatnim czasie grupa rozszerza powoli tematykę swojej pracy na zagadnienia inne niż historyczne. Chodzi o problematykę strategii obronnej. – Uważam, że nasze doświadczenia są unikalne, ale mogą być przykładem dla innych krajów – mówił Torkunow. Rzeczywiście na wzór tej inicjatywy tworzy się analogicznie grupy: rosyjsko-łotewską i rosyjsko-japońską.
Cień Smoleńska
Rotfeld wskazuje jednak na przeszkody w porozumieniu naukowców. – Ważne jest to, na ile dialog będzie spełniał oczekiwania i czy będzie efektywny. Mają na to wpływ sprawy, którymi oficjalnie się nie zajmujemy, jak kwestie związane z katastrofą smoleńską, będące przedmiotem oficjalnych negocjacji innych instytucji państwowych. Ale jeśliby takie sprawy rozstrzygały się normalnie, to i efekt prac naszej grupy byłby lepszy. Trzeba je zamknąć, żeby nie zatruwały nas – powiedział były minister spraw zagranicznych, czyniąc wyraźną aluzję do problemu zwrotu wraku Tu-154M.
Wydarzenia polityczne w rozmaity sposób oddziaływały na przebieg forum i posiedzenia Grupy. Ponieważ wszystko zostało zaplanowane już dawno, nikt więc nie przewidział, że dojdzie do spotkania wielu znaczących osób zajmujących się stosunkami polsko-rosyjskimi z obu stron w cieniu incydentów z 11 i 13 listopada pod obiema ambasadami.
Apel o odpowiedzialne przedstawianie tych wydarzeń i wszelkich kontrowersji we wzajemnych relacjach w mediach znalazł się w oficjalnym komunikacie polskiego MSZ. Uczestniczący w forum ambasador Polski w Moskwie Wojciech Zajączkowski podkreślił, że takie wydarzenia powodują, iż obraz stosunków dwustronnych w społeczeństwie jest jeszcze gorszy niż w rzeczywistości. Ma na to, według dyplomaty, wpływ także charakter obecnej współpracy, która „odbywa się pomimo braku spektakularnych wydarzeń, jak wizyty na wysokim szczeblu”.
Sam Zajączkowski wyznał, że z powodu incydentów w Warszawie chciał odwołać wykład w moskiewskiej Akademii Gospodarki Państwowej i Administracji, ale ostatecznie zdecydował się wystąpić.
Poza przewidzianymi przez organizatorów kwestiami jednym z najżywiej dyskutowanych tematów była nazwa goszczącego nas miasta. Mało komu z Polaków odpowiada oficjalna nazwa Kaliningrad. Nikomu też nie odpowiada powrót do niemieckiego Königsberg. Nam najbliższy jest oczywiście Królewiec, ale jakoś ta nazwa nie jest używana ani w mediach, ani w oficjalnych publikacjach.
– Czas to zmienić. My, Polacy, nie mamy żadnych powodów, by wystawiać taki pomnik sowieckiemu działaczowi Kalininowi – uważa dr Sławomir Dębski, dyrektor Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia.
Piotr Falkowski, Kaliningrad