On tylko podpisywał papiery
Sobota, 16 listopada 2013 (02:08)Decyzje, które skutkowały więzieniem, brutalnymi śledztwami i łamaniem życia, wydawał zza biurka. Aresztowanych nie widział na oczy i nawet z nimi nie rozmawiał. Ale Marian R., były stalinowski prokurator, nie został za to skazany, bo sąd umorzył postępowanie.
Marian R. zrobił w PRL karierę, był naczelnym prokuratorem wojskowym, doczekał się nawet awansu na generała brygady. Przez kilka lat był też prezesem PZPN. Przed warszawskim wojskowym sądem okręgowym stanął za bezprawne przedłużanie aresztów działaczom organizacji niepodległościowych i antykomunistycznych. Mimo przedstawionych podczas procesu dowodów sąd umył ręce od sprawy Mariana R., nie znalazł podstaw do skazania byłego prokuratora i umorzył postępowanie.
– Sąd nie uniewinni oskarżonego, ale umarza sprawę – mówił sędzia ppłk Robert Gmyz. W uzasadnieniu ustnym dość długo próbował wytłumaczyć się z podjętej decyzji. Decyzji co najmniej kontrowersyjnej i dyskusyjnej.
Sędzia przyznał na przykład, że Marian R. zawsze identyfikował się z ideologią komunistyczną i to, co robił, robił z przekonania, że jest zaangażowany w słuszną sprawę. Ale według niego, było to jedynie uzasadnienie jego wyborów życiowych, a nie dowód na akceptację zbrodni stalinowskiego aparatu bezpieczeństwa.
Będzie apelacja
Prokurator Małgorzata Kuźniar-Plota z Instytutu Pamięci Narodowej nie zgadza się z wyrokiem i jego uzasadnieniem.
– Apelacja jest przesądzona. Oskarżony był wtedy szefem Wojskowej Prokuratury Rejonowej w Warszawie lub szefem VII oddziału Naczelnej Prokuratury Wojskowej, a więc tego, który zajmować się miał przestępstwami szczególnie niebezpiecznymi dla ówczesnego państwa. Miał on obowiązek sprawowania kontroli nad zasadnością i terminowością środków zapobiegawczych. Dopuścił się czynów jako urzędnik państwowy, natomiast stanowiły one nie tylko przestępstwo urzędnicze, ale pociągały za sobą bezprawne pozbawianie wolności – podkreślała prokurator Kuźniar-Plota. Sędzia był innego zdania. – Rzeczywista władza była po stronie UB i Informacji Wojskowej – ocenił ppłk Robert Gmyz.
Działalność Mariana R. próbował tłumaczyć tym, że w okresie popaździernikowej odwilży został on awansowany na stanowisko naczelnego prokuratora wojskowego i zastępcę prokuratora generalnego, a także nie został pociągnięty do odpowiedzialności przez kierowaną przez Mariana Mazura komisję dla zbadania odpowiedzialności byłych pracowników Głównego Zarządu Informacji, Naczelnej Prokuratury Wojskowej i Najwyższego Sądu Wojskowego.
Miało to więc świadczyć o tym, że Marian R., będąc tylko urzędnikiem, nie akceptował stosowanych przez aparat bezpieczeństwa brutalnych metod śledztw oraz fikcyjnych oskarżeń i wyroków skazujących, a tylko… podpisywał dokumenty.
– Każdy odpowiada za swoje działania. Oskarżony był funkcjonariuszem wysokiego szczebla. Nie można mówić, że nie był świadomy tego wszystkiego, co się działo. Posiadał wyższe wykształcenie i duże doświadczenie zawodowe, pracował w organach sprawiedliwości od 1945 roku i robił od tego czasu karierę na różnych szczeblach w prokuraturze – podkreślała Małgorzata Kuźniar-Plota.
Tymczasem sędzia zakwestionował również celowość i sens podciągnięcia zarzucanych czynów pod definicję zbrodni komunistycznej i zbrodni przeciw ludzkości. Sędzia Gmyz wskazywał np. na sprawę Jerzego Pałki, dezertera z ludowego wojska, skazanego za szpiegostwo na rzecz amerykańskiego wywiadu. Ale prokurator przekonywała, że wobec niego także bezprawnie przedłużono areszt. Poza tym w 1995 roku wyrok wobec Pałki został unieważniony, a skazany otrzymał nawet odszkodowanie. Tymczasem sędzia Gmyz zdystansował się od tego orzeczenia.
– Nie może być tak, że ludzie byli zatrzymywani bez podstawy prawnej. To poważne przestępstwo. I również ten wyrok w sprawie pana Pałki został unieważniony m.in. z tego powodu. Jeśli ktoś jest szpiegiem, też nie może być więziony bez podstawy prawnej – mówiła prokurator Kuźniar-Plota.
Zasługi Mariana R.
Według aktu oskarżenia, 93-letni obecnie Marian R. w latach 1951-1954 doprowadził do bezprawnego pozbawienia wolności 17 więźniów politycznych, członków organizacji niepodległościowych. Niektóre z tych osób były wykorzystywane jako świadkowie oskarżenia w sfingowanych procesach politycznych. R. od 1945 r. służył w Urzędzie Bezpieczeństwa, a potem trafił do prokuratury wojskowej. W latach 1956-1968 był naczelnym prokuratorem wojskowym PRL. W stanie wojennym był m.in. wiceszefem Centralnej Komisji do Walki ze Spekulacją.
Joanna Żelazko w książce „Ludowa sprawiedliwość. Skazani przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Łodzi 1946-1955” wymienia, że Marian R. był oskarżycielem w procesie oddziału żołnierzy Konspiracyjnego Wojska Polskiego działających na terenie powiatu sieradzkiego, w którym prosił sąd o wymierzenie kary śmierci dla Władysława Ograbka i jego sześciu towarzyszy. W styczniu 1947 r. w Ostrowi Mazowieckiej oskarżał Władysława Kornelewskiego ps. „Grunt”, „Orlicz”, żołnierza Narodowej Organizacji Wojskowej i Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, oraz jego adiutanta Henryka Olczaka ps. „Lew”, skazanych następnie na karę śmierci. Niemal natychmiast zostali zamordowani, nie mając nawet możliwości wystąpienia o ułaskawienie.
Maciej Walaszczyk