Jak w Korei
Środa, 13 listopada 2013 (02:01)Z dr. Przemysławem Wójtowiczem, politologiem, wykładowcą w WSKSiM w Toruniu, rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler
W wystąpieniu przed Grobem Nieznanego Żołnierza Bronisław Komorowski skrytykował tych, którzy publicznie mówią, że Polska nie jest w pełni niepodległa. Namawiał, byśmy w tym dniu okazali radość i wdzięczność za tych, „którym z trudem przechodzą przez usta słowa dziękczynnego hymnu ’Ojczyznę wolną pobłogosław, Panie’”.
– Mimo że prezydent powiedział te słowa w bardzo zawoalowany sposób, to oczywiście odnosiły się one do przeciwników politycznych. Bronisław Komorowski wywodzi się z określonej orientacji politycznej, z partii Platforma Obywatelska. Według mnie, niepotrzebnie znalazły się te słowa w oficjalnym wystąpieniu głowy państwa. Nie powinny być w tym dniu tworzone podziały ani nie powinno się o nich mówić.
Prezydent twierdzi jednak, że to on „zszywa to, co inni prują”.
– Różne grupy społeczne mają prawo wyrażać różne opinie polityczne. Jesteśmy państwem demokratycznym i w naszym kraju mają prawo istnieć różne partie polityczne. Nie wszyscy muszą się zgadzać z tym, co ma do powiedzenia, chociażby w kwestiach historycznych, koalicja rządząca. Choć prezydent ma prawo zachęcać do uczestnictwa obywateli w jednym oficjalnym marszu, inne grupy polityczne także mogą organizować swoje marsze i to nie powinno być odbierane jako atak na władzę czy niepodległość.
Nie jest nieszczęściem, jeśli nie dochodzi do awantur na ulicach, do konfrontacji z użyciem haseł patriotycznych, narodowych, jako haseł, które mają zaszkodzić konkurentowi – skomentował ideę alternatywnego Marszu Niepodległości Bronisław Komorowski.
– W swoim wystąpieniu na placu Piłsudskiego prezydent nawiązał do okresu odzyskania przez Polskę niepodległości czy roli Tadeusza Mazowieckiego. Przecież ci wszyscy ludzie, chociażby związani z „Solidarnością”, walczyli o Polskę niepodległą i również demokratyczną. A demokracja oznacza współistnienie wielu różnych środowisk, ludzi różnie myślących. Ikażde z tych środowisk może w demokratycznych formach – poprzez legalnie zgłoszone zgromadzenia czy też wiece – manifestować swoje poglądy i swój sposób rozumienia tego ważnego dla wszystkich Polaków dnia. Jeszcze raz podkreślam, prezydent – chociaż pewnych rzeczy nie powiedział wprost, tylko w zawoalowany sposób – nie powinien w ten sposób wyrażać swojej opinii odnośnie do działań przeciwników politycznych w tak uroczystym dniu.
Ale prof. Tomasz Nałęcz wyłożył, że tylko maszerując z prezydentem, wznosimy się ponad podziały polityczne, a każdy inny marsz równa się partyjnemu.
– Środowisko prezydenta może organizować marsz, do którego może zapraszać przedstawicieli wszystkich środowisk i opcji politycznych, ale niepotrzebnie następuje tu uderzanie w przeciwników politycznych. Oni mają prawo do organizowania swoich marszów, byleby były one zgodnie z prawem zgłoszone i przebiegały w spokojny sposób. Nie możemy wymagać jednak, żeby polski Naród był w tym dniu w sposób sztuczny zjednoczony. Takie ważne rocznice jak 11 Listopada każdy powinien uroczyście obchodzić, bo data ta powinna być istotna dla każdego, ale to nie oznacza, że powinniśmy świętować wszyscy razem, w tych samych manifestacjach. Każdy może organizować alternatywne uroczystości.
W wystąpieniu prezydenta padło odmienione chyba przez wszystkie przypadki słowo „radość”. To znaczy, że w tym dniu ludzie nie powinni wyrażać swego niezadowolenia np. z obecnej władzy?
– Oczywiście, że ludzie mają prawo, również w tym dniu, do wyrażania swoich poglądów. Jeżeli tylko na transparentach, które niosą, nie ma treści obraźliwych. Każde środowisko czy grupa, która organizuje alternatywny marsz, w jakiś sposób bierze odpowiedzialność za to, co tam się dzieje, również hasła nie mogą być w żaden sposób narzucone. Chciałem podkreślić, że nie rozumiem dążenia do sztucznego świętowania 11 Listopada razem. To państwa totalitarne zawsze charakteryzowały się tym, że tam pod przymusem wszyscy obywatele musieli uczestniczyć w jednej wielkiej manifestacji. Do dzisiaj dzieje się tak na przykład w Korei Północnej, ale nie jest to oznaka demokracji.