Podzielona rocznica
Wtorek, 12 listopada 2013 (02:03)Z dr. Bogdanem Więckiewiczem, socjologiem z WSKSiM, rozmawia Marcin Austyn
Te same miejsca, inne terminy – tak w skrócie wyglądały obchody Święta Niepodległości. Skąd wziął się ten podział?
– Widać wyraźnie, że ma on swoje źródło w podziale politycznym, z jakim mamy do czynienia w Polsce. Są dwa, nawet trzy obozy, które może nie tyle się zwalczają, ile są przeciwnikami politycznymi, jak PO i PiS oraz SLD. Każdy z tych obozów chce zaznaczyć swoją aktywność, swoje uczestnictwo w manifestowaniu niepodległości. Podłożem, na którym doszło do takiego podziału, są wydarzenia ostatnich lat związane z demokracją, zwalczaniem niektórych inicjatyw, zamieszkami, konfliktami na tym tle. W efekcie nie ma jedności, nie ma wspólnoty, by zgodnie manifestować tę niepodległość. Ona sama też często ma charakter polityczny i na tym tle powstają konflikty. Bo różni ludzie inaczej rozumieją patriotyzm, następuje wręcz pewna jego redefinicja. To także jest istotny czynnik podziałów.
Mówi Pan o polityce, tymczasem podziały bardzo mocno przełożyły się na społeczeństwo.
– Stało się tak, gdyż ten podział coraz mocniej akcentowany jest w mediach i społeczeństwo wyraźnie podzieliło się na zwolenników poszczególnych opcji politycznych. Można nawet odnieść wrażenie, że komuś zależy na tym, by dzielić ludzi. To ma swój głębszy wymiar, nie tylko w aspekcie krajowym, ale i międzynarodowym, bo ów podział na tej scenie osłabia nasz kraj. Im społeczeństwo bardziej poróżnione, tym łatwiej wpływać na rządzących. To szczególnie niebezpieczne i przykre dla Polski, że taki podział wciąż postępuje. Jednak na pewno nie możemy zakładać, że ten proces się nie zatrzyma i Polacy znowu, nie bacząc na poglądy polityczne, będą wspólnie, pokojowo manifestować.
Patrząc z innej strony, można uznać, że to dobrze, że jest wiele społecznych inicjatyw, które pozwalają na uroczyste świętowanie niepodległości, także poza oficjalnymi obchodami.
– Oczywiście, nikomu nie można odmawiać prawa do takich inicjatyw i dobrze, że są organizacje, które mają swój pomysł na godne uczczenie Święta Niepodległości. Tu trzeba jednak pamiętać o istocie sprawy: by na tle tych podziałów nie dochodziło do konfliktów, nawet związanych z użyciem przemocy. W tym jest ryzyko. A wiemy z doświadczenia, że przyjeżdżały do Polski bojówki zagraniczne, które nie pozwalały manifestować patriotyzmu. W takich ekscesach upatruję niebezpieczeństwo. Bo każdy z nas ma prawo do uczczenia Święta Niepodległości na swój sposób, ale te uroczystości muszą mieć charakter pokojowy, a nie przeradzać się w agresję.
Takie niepokojowe zachowania mogą być efektem postaw władzy, która nie chce zrozumieć osób myślących inaczej? Niby Niepodległa jest domem wszystkich Polaków, tylko czy w tym domu wszyscy czują się dobrze?
– Rzeczywiście, można odnieść wrażenie, że na siłę próbuje się podzielić Polaków na tych, którzy np. popierają inicjatywy prezydenta, a każdy, kto chce organizować uroczystości poza prezydentem, jest tym złym i przedstawia się go w negatywnym świetle, jako osobę szukającą konfliktu. Wszyscy ci zaś, którzy „na rozkaz” prezydenta wraz z nim świętują, to osoby dobre, pokojowe, łagodne, które najlepiej rozumieją patriotyzm. To zjawisko jest złe, bo nikomu nie można zabronić świętowania niepodległości na swój sposób. W tym świętowaniu przecież najważniejsza powinna być Ojczyzna, patriotyzm, przywiązanie, szacunek dla Polski, dla wartości narodowych, dla tradycji, kultury. To bardzo istotny element patriotyzmu, a zarazem czczenia świąt narodowych. Na pewno nie można nikogo zmuszać do tego, by czynił tak, jak życzy sobie tego któryś z przywódców.
Wśród tych inicjatyw mamy też przejawy „nowoczesnego patriotyzmu”, jego wyznawcą jest Donald Tusk, który wziął udział w Biegu Niepodległości. Tylko czy premier, z racji pełnionego urzędu, nie powinien też zaznaczyć swej obecności podczas oficjalnych obchodów?
– Mamy tu do czynienia z pewnymi przejawami kultury postmodernistycznej, która wdziera się do polskiego społeczeństwa – odchodźmy od tradycji, spróbujmy zamanifestować w sposób inny, bardziej nowoczesny, bardziej pomysłowy. Nie wiem, czy do końca jest to trafiony pomysł. Bo owszem, można to robić, ale nie należy odchodzić od pewnej tradycji, która utrwaliła się na przestrzeni lat, że pewne święta są obchodzone w sposób właściwy, tzn. że jest część oficjalna, z udziałem przedstawicieli najwyższych władz państwowych, a następnie odbywają się różne imprezy okolicznościowe i towarzyszące. Jednakże ta oficjalna część obchodów powinna być szczególnie podkreślona.