• Niedziela, 5 kwietnia 2026

    imieniny: Wincentego, Ireny

Wilk w owczej skórze

Sobota, 9 listopada 2013 (19:32)

 

Cieszę się z wizyty premiera Recepa Tayyipa Erdoğana w Polsce. Takie odwiedziny są swoistym papierkiem lakmusowym. Sprawdzają intencje, postawy, cele, światopogląd, głównie polskiej strony rządowej. A nie wydają się one czyste.

W kontekście przylotu tureckiego islamisty do Warszawy polski rząd kolejny raz pokazał, jak bardzo niewiele uwagi poświęca kwestii łamania praw człowieka, jak i sprawom prześladowanych chrześcijan w tym kraju. Interesy są tutaj ponad upominaniem się i bronieniem godności ludzkiej. Przyjmowanie reżimu w Warszawie przebiegało w jowialnej atmosferze, uśmiechy, poklepywanie się nawzajem po ramieniu w sytuacji, gdy katolicy, prawosławni i protestanci są wyniszczani, dyskryminowani, a chrześcijaństwo marginalizowane nad Bosforem. Ten rządowy styl już znamy, a zaistniały skandal tylko potwierdza albo szczyt ignorancji premiera, albo jego wyrachowanie. Przypuszczam, że nawet nie wie, z kim ma do czynienia.

Islamista Recep Tayyip Erdoğan ma skrajne poglądy fundamentalistyczne i antychrześcijańskie, od młodości. Po latach represji utrwalił swoje panowanie. To właśnie on popiera sercem i rozumem Bractwo Muzułmańskie nie tylko w Egipcie, ale i w Syrii. Ta inklinacja Tuska do reżimów różnej maści może niepokoić.

Gaszenie przemocą protestów Turków na ulicach tureckich miast jeszcze nie ucichło, a władca marzący o odbudowie imperium osmańskiego, dążący do konfrontacji militarnej z Syrią, marginalizujący Kurdów, szyitów, chrześcijan, ośmiela się stwierdzać, że kwestie religijne nie są jakimś szczególnym przeciwwskazaniem do przystąpienia Turcji do UE. Argumenty dyktatora Erdoğana rażą swoim nonsensem i cynizmem. Uderzają też w zdrowy rozsądek oraz rudymentarną wiedzę i fakty.

Unia Europejska korzeniami wyrasta z chrześcijaństwa, nie z islamu. Śmiem twierdzić przeciwnie do słów reprezentanta brutalnego reżimu, że różnice religijne są ważną przeszkodą, aby Turcja stała się pełnoprawnym członkiem UE. Jej obecność w Europie nie jest konieczna, nigdy też nie była. W sensie negatywnym Turcja na naszym kontynencie już jest, od dawna. Konfrontacje Europejczyków z Turkami pod Lepanto czy Wiedniem są tego wyrazistym dowodem. Ludobójstwo Ormian, Asyryjczyków i Greków pontyjskich także. Poza tym reżim okupuje tereny Cypru, w jakiejś mierze także obszary Unii Europejskiej, co wskazuje na szczególne więzi Turcji z Europą.

Szkoda, że premier Tusk nie zapytał o kwestię ludobójstwa Ormian, to bezkarne wymordowanie 1,5 miliona cywilów, w tym kobiet i dzieci w latach 1915-1917, wyniszczenie chrześcijańskiego narodu przez Turków. Tusk nie zdążył zapytać, co się stało z biskupami prawosławnymi porwanymi pod Damaszkiem. Wedle słów patriarchy stolicy Syrii, są oni przetrzymywani właśnie w Turcji.

Nie wstawił się za zabytkiem kultury chrześcijańskiej i dziedzictwem światowym, Haga Sophia, która ma zostać przemieniona na meczet (w tej chwili znajduje się tutaj muzeum), nie wspomniał o starożytnych kościołach przekształcanych w meczety, stajnie, kasyna i domy publiczne, nie zająknął się, no bo przecież przed księżmi nie klęka, o nieuregulowanej do dziś kwestii legalności Kościoła katolickiego w Turcji (nie ma on osobowości prawnej), o atakowaniu księży, zakonników, o zwalczanie i dyskredytowanie mniejszości religijnych w prasie i telewizji (publicznej). Zdaje się też nie zauważać lub ignoruje fakt, że Cypr Północny jest okupowany przez Turków od 1974 r., nie słyszy krzyków i płaczu demonstrantów pacyfikowanych brutalnie przez policję i tajne służby bezpieczeństwa w Ankarze i Stambule. Za to sporo było mowy o interesikach i poparciu starań Turcji o członkostwo w Unii Europejskiej przez Polskę. Wstyd. Znowu wstyd.

Premier Turcji wyraził zdumienie, skąd te obawy przed wejściem jego kraju do Unii Europejskiej. „Z jakiegoś powodu Europa boi się Turcji”, stwierdził. O tak, powyższe fakty to dla islamisty żadne argumenty, są one tylko obsesyjną fobią antyturecką.

Odchodząc zatem od kwestii ideologicznych, przechodząc na obszar stricte polityczny, wspomnę tylko, że od 2005 r., czyli od momentu rozpoczęcia negocjacji w sprawie przystąpienia Turcji do UE, otworzono 13 z 35 rozdziałów negocjacyjnych, ale tylko jeden dotyczący badań naukowych został zamknięty.

dr Tomasz M. Korczyński