• Sobota, 4 kwietnia 2026

    imieniny: Wacława, Izydora

Pościg za „towarzysza Iwińskiego”

Piątek, 8 listopada 2013 (02:00)

Olsztyńska policja ściga organizatorów happeningu przeciwko blokowaniu przez Tadeusza Iwińskiego (SLD) uchwały upamiętniającej Grzegorza Przemyka.

Policjanci skierowali sprawę do sądu, który zarzuty wobec protestujących uznał za zasadne i termin pierwszej rozprawy wyznaczył na 14 listopada.

Sprawa miała swój początek w maju, kiedy podczas prac sejmowej komisji kultury debatowano na temat projektu uchwały dotyczącej 30. rocznicy śmierci maturzysty Grzegorza Przemyka, zakatowanego na komisariacie przez milicjantów. Wówczas przyjęcie tego projektu zablokował protest posła SLD Tadeusza Iwińskiego, którego uraził fragment, że w sprawie śmierci Przemyka najwyższe władze partyjne i państwowe PRL fabrykowały dowody w celu obciążenia winą sanitariuszy karetki pogotowia.

Ostatecznie ten poselski protest spowodował, że projekt nie trafił pod głosowanie w Sejmie w 30. rocznicę śmierci Przemyka. Żeby ratować sytuację, przyjął go wtedy Senat.

Postawa Iwińskiego oburzyła Jacka Adamasa, artystę plastyka, byłego działacza opozycji antykomunistycznej; w jego warszawskim mieszkaniu w stanie wojennym drukowano podziemne pismo „Tygodnik wojenny”. Urodzony w Warszawie Adamas, absolwent ASP, od kilku lat mieszka z rodziną w warmińskiej wsi Worławki – wyborców m.in. z tego terenu reprezentuje w Sejmie poseł Iwiński.

Razem z żoną i przyjacielem Alfredem Surmą, również byłym opozycjonistą, w proteście przeciwko zachowaniu posła 29 maja zorganizował w Olsztynie happening „Gruba krecha, czyli powrót sekretarzy”. Akcja polegała na tym, że przy wejściu do budynku w Olsztynie, w którym mieści się biuro poselskie Iwińskiego, tylko na czas happeningu umieścili tablicę z napisem „Komitet Wojewódzki PZPR w Olsztynie Towarzysz Sekretarz Iwiński”. To nawiązanie do przeszłości posła, który od 1967 r. aż do 1990 r. był aktywnym członkiem PZPR.

Zaledwie siedem minut po zawieszeniu tablica została zerwana. Organizatorom happeningu udało się wykonać zdjęcie osobie, która to zrobiła.

– W związku z tym, że nie wiedzieliśmy, kto jest na tym zdjęciu, uznając jednocześnie, że ta osoba zerwała naszą tablicę bezprawnie, 8 września złożyliśmy wniosek na policję z prośbą o ustalenie personaliów tego osobnika i określenie, czy czyn ten nie ma znamion wykroczenia lub przestępstwa – tłumaczy Jacek Adamas. Do tej pory policja nie odpowiedziała. Organizatorzy happeningu na własną rękę przeprowadzili więc dochodzenie i ustalili, że zrobił to jeden z członków wojewódzkich struktur SLD.

Organizatorów happeningu podano na policję. – Pytaliśmy policję, kto na nas doniósł, ale nie chciano nam tego ujawnić. Jednak w policyjnym wniosku o ukaranie nas, który wpłynął do sądu, jako świadka podane są personalia Marcina Kulaska, sekretarza warmińsko-mazurskiej Rady Wojewódzkiej SLD w Olsztynie. Co ciekawe, rubryka wniosku „pokrzywdzony” jest pusta – relacjonuje Katarzyna Adamas.

Policja, po trzech miesiącach dochodzenia, uznała happening za wykroczenie i postawiła zarzuty Jackowi Adamasowi, jego żonie Katarzynie Adamas i Alfredowi Surmie. Adamasa oskarżono o to, że „w dniu 29 maja ok. godz. 10.00 w Olsztynie na budynku przy ul. Kopernika 45 wspólnie i w porozumieniu z Katarzyną Adamas i Alfredem Surma umieścił tablicę z napisem Komitet Wojewódzki PZPR w Olsztynie, Tow. Sekretarz Iwiński, bez zgody zarządzającego tym miejscem”.

– Policja potraktowała nas jak grupę przestępczą, ponieważ w oskarżeniu użyła formuły „działanie wspólne i w porozumieniu”, zarezerwowanej właśnie dla grupy przestępczej – mówi Adamas.

– My tymczasem działaliśmy w interesie społecznym, gdyż tym happeningiem chcieliśmy wyrazić brak zgody na blokowanie przez posła Iwińskiego przyjęcia przez Sejm uchwały upamiętniającej bohatera narodowego, który stracił życie w obronie wolności Polski – tłumaczy.

Stawiane w policyjnym wniosku zarzuty olsztyński sąd rejonowy, IX wydział karny, uznał jednak za zasadne i termin pierwszej rozprawy wyznaczył na 14 listopada. Wezwanie do sądu dostali wszyscy trzej organizatorzy happeningu. Jak dowiadujemy się z wezwania, obecność Jacka Adamasa jest obowiązkowa „pod rygorem przymusowego doprowadzenia”. Oskarżonym bezpłatnie chce pomóc jeden z prawników.

– Pan mecenas, wybitny specjalista, zaproponował, że bezpłatnie będzie nas w sądzie bronił – mówi Adamas, organizator wielu happeningów, który również w tej sytuacji nie traci dobrego humoru. – Ciekawe, co się stanie w sądzie. Może sformułowanie, jakiego użyła policja w tym wniosku do sądu „działanie wspólne i w porozumieniu”, zostanie tam uznane jako nowa definicja pracy społecznej – żartuje Jacek Adamas.

Adam Białous